FelietonyPolitykaPiskorski: Trzy porządki międzynarodowe

Redakcja17 minut temu
Wspomoz Fundacje

Prawdopodobnie znajdujemy się obecnie w burzliwej fazie przejściowej, w której w bólach rodzi się nowy ład międzynarodowy. To przejście od momentu jednobiegunowego (tak określił to niegdyś Charles Krauthammer) do epoki wielobiegunowości.

Jak każda transformacja ładu międzynarodowego w historii, również i ta charakteryzuje się wstrząsami, bólami porodowymi i zaburzeniami. Chwilowo zatem konkurują między sobą trzy różne systemy wartości mające porządkować relacje między państwami. Trzy, bo do dwóch dotychczasowych dołączył system nowy, reprezentowany przez Donalda Trumpa i jego administrację w Waszyngtonie. Nadmieńmy, że już wcześniej amerykański prezydent sygnalizował swój preferowany model stosunków z innymi krajami. Robił to jednak wyłącznie na poziomie retoryki. Po niecałym roku prezydentury przeszedł do czynów (agresja na Wenezuelę i sposób jej uzasadnienia).

Spróbujmy się zatem przyjrzeć owym trzem różnym systemom, zaczynając właśnie od preferowanego i realizowanego obecnie przez Amerykanów. Choć wywodzi się on z perspektywy realistycznej stosunków międzynarodowych, przechodzi na poziom od niej zdecydowanie bardziej ekspansywny. Waszyngton uznaje bowiem obecnie, że stosowanie siły lub jej groźba stanowią warunek przejmowania nowych zasobów deklarowany jako ich cel w sposób całkowicie otwarty, publiczny, bez żadnych ogródek i poszukiwań pretekstów, uzasadnień. Nie jest to perspektywa do końca realistyczna z prostej przyczyny: Amerykanie wykraczają daleko poza swój realny potencjał, poruszając się nie tylko na obszarze obowiązywania tradycyjnej doktryny Monroe’a (dominacja na Półkuli Zachodniej), ale mając ambicje do przejęcia monopolistycznej kontroli nad określonymi zasobami w różnych zakątkach globu. Określmy ich system wartości w relacjach międzynarodowych mianem gangsteryzmu, choć będzie to oczywiście nazwa robocza i wyraźnie wartościująca. Nie wiadomo czy którakolwiek z istniejących obecnie potęg globalnych i regionalnych zdecyduje się na przyjęcie podobnego podejścia. Raczej będzie to fenomen czysto amerykański.

W Europie króluje nadal perspektywa mocno zdezaktualizowana, jeśli chodzi o ujęcie relacji międzynarodowych – globalistyczny liberalizm. Jego aksjologia stała się zbiorem pustych haseł. Dziś oświadczenia o obronie wspólnych wartości brzmią nieco absurdalnie, bo praktycznie nikt już nie wie jakie miałyby to być wartości. Chyba przecież nie można traktować poważnie deklaracji o przestrzeganiu praw człowieka przez mordujące opozycjonistów i zamykające ich do więzień władze kijowskie. Podobnie jak respektowania zasad wolności słowa przez narzucające kolejne kagańce cenzury władze Unii Europejskiej i większości jej krajów członkowskich. Choć wartości stały się nic nie znaczącą wydmuszką, nadal w ich imię prowadzona jest polityka europejska. Globalistyczny liberalizm jest martwy, ale Stary Kontynent gotów jest, przynajmniej na razie, utonąć wraz z jego gnijącym trupem. Wraz z Europejczykami chcieliby w tym samym kierunku dryfować liberałowie amerykańscy, chwilowo jednak pozbawieni władzy przez gangsteryzm.

Trzecia perspektywa ma charakter dość zachowawczy. Wiąże się on bowiem z przekonaniem, że do uporządkowania stosunków międzynarodowych niezbędne jest przestrzeganie reguł prawnych, tych wypracowanych jeszcze wraz z przyjęciem Karty Narodów Zjednoczonych. Podejście takie zakłada kluczową rolę przepisów jako regulatora stosunków między państwami. Jest to propozycja nie pozbawiona do końca perspektywy realistycznej, akceptująca kategorię suwerenności i interesu narodowego oraz prawa do prowadzenia polityki mającej ten interes realizować. Na gruncie takiego systemu stoją obecnie Chiny, pozostałe podmioty Globalnego Południa oraz częściowo Rosja. Pamiętajmy bowiem, że ta ostatnia, dokonując ataku na Ukrainę, starała się jednak – w sposób mniej lub bardziej udany – uzasadniać interwencję militarną w kategoriach prawno-międzynarodowych. Nie był to zatem z jej strony gangsteryzm, lecz sporna interpretacja prawa międzynarodowego.

Polska jest w zarysowanym kontekście, wśród trzech obozów na świecie zbyt mała, by móc swobodnie wybierać któryś z wymienionych wyżej modeli, a tym bardziej narzucać go innym. Możemy jednak z uwagi na nasz własny interes kibicować światu przewidywalnemu, a taki istnieć może wyłącznie w oparciu o ramy prawa międzynarodowego, a nie regułę brutalnego rozboju czy zwietrzałych „wartości”, w które nikt już nie wierzy i których nikt nie realizuje.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 3-4 (18-25.01.2026)

 

Redakcja