FelietonyGospodarkaJak zjeść cudze ciasteczko i nie zagrabić go…

Redakcja2 dni temu
Wspomoz Fundacje

Bruksela dokonywała karkołomnych wyczynów, by skonfiskować rosyjskie pieniądze, finansować nimi wojnę z Rosją, i stwarzać pozory, że ich nie zabrała. Próby zakończyły się klęską, Komisja przegrała z powodu oporu jednego polityka.

Kiedyś przewrotnie pytaliśmy „jak zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko?”, by wskazać na niemożliwość pogodzenia takich sytuacji. Przy unijnej „grabieży stulecia” (https://myslpolska.info/2025/10/09/szczesniak-najwieksza-grabiez-w-historii/) można się zapytać, „jak zjeść cudze ciasteczko i udawać, że się go nie ukradło”? Wszak nie można skonfiskować rosyjskich pieniędzy tak wprost… jakoś tak… nie comme il fault. W końcu jesteśmy państwem prawa… Przecież tak wielcy posiadacze nadwyżek eksportowych, jak Chiny czy kraje arabskie, już nie mówiąc o prywatnym kapitale, mogliby uznać Europę i jej walutę za niezbyt bezpieczną przystań dla swoich pieniędzy. I co wtedy? Przecież już teraz gwałtownie zwiększyli zakupy złota. Dlatego tak wprost…. no nie.

A że zza oceanu ciągle napierają, by zagrabić państwowe aktywa Rosji i sfinansować nimi obronę Ukrainy (oczywiście kupując amerykańskie uzbrojenie), więc Komisja Europejska pracowała nad sztuczką prawną, by jednocześnie i zabrać to ciasteczko, użyć go jako gwarancji pod kredyt, i stwarzać jednocześnie wrażenie, że się go nie ukradło… Ale 18 grudnia przegrała.

Dlaczego? Brukseli nie udało się złamać oporu polityka (Szczęśniak: Kto nas wkręcił w grabież wszech czasów? | Myśl Polska), który stanął w poprzek jej planów. To premier Bart de Wever, flamandzki nacjonalista, z partii opowiadającej się za pokojową secesją Flandrii, który twardo grał w obronie interesów Belgii. Mówił wprost, że taka manipulacja rosyjskimi aktywami jest równoznaczna z ich konfiskatą. Był za to obiektem presji, szantażu i gróźb, był naciskany przez najważniejszych polityków Unii, atakowany na wiele sposobów, także oskarżany przez media że jest „ruskim agentem”.  Odpowiadał: „odebrać Belgii pieniądze Putina i zostawić jej ryzyka? Nie ma mowy, zapomnijcie!” Wytrzymał te „tortury”, jak je określał Viktor Orbán, nazywający go publicznie „bohaterem”.

De Wever nie robił tego oczywiście z sympatii dla Rosji czy jakichś pacyfistycznych nastawień, nie kierowały nim też żadne „obawy o utratę wiarygodności” czy „globalną pewność prawną”. To zaklęcia dla ubogich duchem, a flamandzki polityk wiedział, że „polityka to nie gra dla mięczaków, tu się gra twardo, a jak na szali są duże interesy, to może być ostro”. Realnie Belgia i europejskie instytucje finansowe obawiały się bowiem reperkusji, gdyż ofiarą pomysłów Unii byłaby właśnie Belgia. To małe, przedziwne i sztucznie stworzone już prawie dwa wieki temu państwo, którego połowa obywateli mówi po francusku, druga zaś – po flamandzku. Choć to bardzo bogaty kraj, jednak ponad 180 miliardów euro rosyjskich aktywów to jedna czwarta jego gospodarki.

Zagrożenie nie pochodziłoby tylko ze strony Rosji, która do retorsji dobrze się przygotowała, ale też państw, w których zachodnie korporacje inwestują swoje pieniądze. Jeśli uznałyby one słuszność roszczeń rosyjskich (a Afryka Południowa uznała sądownie roszczenia Rosji wobec Google’a i aresztowała jego aktywa), to może to źle się skończyć dla europejskich koncernów. A te, straciwszy pieniądze w Rosji przyjdą do Belgii po rekompensatę. Belgia utonęłaby w morzu roszczeń i to, co nazywa się eufemistycznie „zaufaniem rynków finansowych” wobec Belgii i jej znoszącej złote jajka instytucji, znalazło by się w rynsztoku. Pierwsze ostrzeżenia już zabrzmiały: amerykańska agencja ratingowa Fitch uprzedziła Euroclear, że może obniżyć jego rating. Z powodu ryzyk prawnych, jak to się określa w ezopowym języku świata finansów. Europejski Bank Centralny też alarmował, żeby nie łamać prawa międzynarodowego, to zawsze bowiem wraca bumerangiem. Jak Kosowo wróciło w postaci Krymu.

Bart de Wever żądał wiążących, nieograniczonych gwarancji na piśmie, że jak ruskie przyjdą po swoje pieniądze (a jak już Bismarck mówił, zawsze przychodzą…), to wtedy Unia, a nie mała Belgia, będzie płacić za te szaleństwa. Oczywiście nikt nie chciał podpisać takich zobowiązań.

Więc sztuczka z ciastkiem się nie udała, ale wojnę na Ukrainie trzeba było podtrzymać. Dlatego perspektywy finansowe dla Brukseli są coraz ciemniejsze. O tym już wkrótce…

Andrzej Szczęśniak

fot. wikipedia

Myśl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2026)

Redakcja