Dnia 8 sierpnia 2025 r. w Waszyngtonie zostało podpisane „porozumienie pokojowe” między Azerbejdżanem i Armenią, anonsowane co najmniej od marca, ale do końca nie przesądzone z powodu oporu (słabego) delegacji armeńskiej wobec żądań Azerów.
Podpisy pod tym traktatem złożyli prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew oraz premier Armenii Nikol Paszynian. Porozumienie zostało zawarte pod naciskiem i pod auspicjami prezydenta Trumpa, który był nie tylko gospodarzem spotkania i świadkiem aktu prawnego, ale też uczestnikiem ostatniej fazy negocjacji. Porozumienie to zostało oczywiście uznane w oficjalnej propagandzie za wybitny sukces dyplomacji USA i osobiście prezydenta Trumpa.
Przewidziałem, jaki będzie tego rezultat. Porozumienie z Waszyngtonu spełnia wszystkie podstawowe żądania Azerbejdżanu. Sankcjonuje ostatecznie krwawy i brutalny zabór Arcachu (Karabachu), wypędzenie rdzennej ludności ormiańskiej z tej ziemi, zagładę spuścizny kultury ormiańskiej, szczególnie celowo niszczonych skarbów sakralnej architektury kamiennej. Nie napomyka ani słowem o krzywdzie wyrządzonej Ormianom w okręgu Nachiczewania, przydzielonemu Azerom dopiero przez ZSRR, gdzie w ostatnich 20 latach po wymuszonej emigracji resztek Ormian zniszczono nawet ich cmentarze, a wcześniej opustoszałe kościoły i klasztory. Obecny traktat zgodnie z wolą Azerbejdżanu wnioskuje o likwidację tzw. grupy mińskiej OBWE, aby nikt z bliska nie obserwował poczynań azerskich w tym regionie. Co więcej, podpisany dokument realizuje główny od lat postulat Azerów- de facto eksterytorialny „korytarz” komunikacyjny między Azerbejdżanem a jego eksklawą nachiczewańską, biegnący oczywiście przez teren południowej rubieży Armenii, zapewne wzdłuż północnego brzegu rzeki Araks (35 km) przy granicy z Iranem. Armenia znajdzie się w kleszczach.
Jaką korzyść przyniosło Ormianom to haniebne porozumienie ? Iluzoryczny, ale formalnie potwierdzony protektorat USA, które przejmą nadzór nad funkcjonowaniem „korytarza”. Czy takie rozwiązanie zapewni Armenii poszanowanie jej i tak zredukowanych praw do własnego terytorium ? Wątpię. USA dla osłody zapewniły też dostawy „nowoczesnej” technologii, intratne (ale dla siebie) inwestycje i obietnicę umów handlowych. Wszystkie te wabiące łakocie dostać ma także Azerbejdżan. Obie strony traktatowe zostały też zobowiązane do nawiązania stosunków dyplomatycznych i ustanowienia kontaktów gospodarczych. Trump po swojemu zadekretował nagłą „przyjaźń” między stronami dotąd walczącymi – nad niedawnymi mogiłami ofiar ormiańskich. Przypomina mi to przymusową przyjaźń narodów radzieckich.
Nie podano, czy na rządzie Armenii wymuszono zgodę na wykreślenie z konstytucji paragrafów dotyczących przywrócenia utraconego terytorium narodowego. Alijew i Paszynian „z wdzięczności” ów makabryczny „korytarz” nazwali „Traktem Trumpa dla międzynarodowego pokoju i dobrobytu”. Ten pompatyczny bełkot nie zasłania jednak poniżenia i klęski Ormian. Jednocześnie odpowiednie media doniosły z triumfem, że „globalne firmy” już są zainteresowane inwazją w tym regionie. Groza. Jawnie, bez osłonek, żarłoczny imperializm amerykański szykuje sobie w newralgicznym regionie za Kaukazem półkolonię pod politycznym nadzorem, podrzuconą do eksploatacji gospodarczej „globalnym kapitalistom”, a niebawem z pewnością dojdzie zależność wojskowa. Z niepodległości Armenii (ledwie od 1991 r.) nie zostaną nawet nitki. Wielkie sępy już krążą nad Araksem. Porozumienie waszyngtońskie nie rekompensuje żadnych strat i krzywd Ormian z lat 2020 i 2023, nie wzmiankuje wcześniejszych zbrodni popełnionych na Ormianach , pomija milczeniem bolesny ubytek armeńskiego obszaru narodowego, za to promuje agresora z ostatnich lat. To wszystko źle rokuje Armenii. Czy za moment Azerbejdżan nie przypomni kwestii Sjuniku-Zangezuru? Czy USA nie uznają (czemu nie), że ropa i gaz z Baku znaczą więcej niż jakaś tam prowincyjka ormiańska?
Omawiane porozumienie ma również dalekosiężne reperkusje geopolityczne. Celem najbliższym USA było oczywiście wypchnięcie Rosji z Zakaukazia. Pojawią się wszakże dalsze skutki, które mogą wzbudzić rosnący niepokój sąsiednich państw. Po wejściu w życie traktatu Amerykanie znajdą się „legalnie” w ten czy inny sposób na północno-zachodniej flance Iranu (granica na rzece Araks). Dla Muzułmańskiej Republiki Iranu to śmiertelne zagrożenie, które natychmiast wykorzysta zbójecki rząd Izraela. Z drugiej strony gospodarcze i polityczne usadowienie się USA w Armenii może się bardzo nie podobać Turcji prezydenta Erdogana, gdyż spowolni albo nawet zablokuje perspektywy panturańskie. Tymczasem Turcji, pseudo-sojusznika z NATO, z jej potężną armią, Trump zlekceważyć nie może, tym bardziej, że dwukrotna próba obalenia Erdogana spełzła na niczym. Z kolei Alijew musi brać pod uwagę, że deklarowana „miłość” do Trumpa nie wystarczy, gdy siły „globalu” zechcą w sposobnym momencie obalić jego ekipę za pomocą zwykłego schematu- czyli rękoma posłusznych marionetek z tzw. opozycji.
Na koniec tragiczny aspekt sytuacji wewnętrznej w Armenii. Aby wymościć sobie odpowiednie legowisko do kapitulanckich układów rząd Paszyniana od wiosny najpierw „zajął się” przeciwnikami politycznymi z kręgów patriotycznych, oskarżając naturalnie o spiski z Rosją, a potem ruszył przeciw duchowieństwu. Bohater protestu przeciw cesji terytorialnej w prowincji Tawusz z 2024 r., arcybiskup Bagrat Galstanian został w czerwcu osadzony w areszcie śledczym pod pretekstem szykowania zamachu stanu. Rząd coraz brutalniej atakuje katolikosa Garegina II. Szykany wymierzone w ostoję tożsamości narodowej – Kościół Apostolski – są celowe. Monstra Sorosa, manewrujące od dawna Paszynianem, nienawidzą struktur narodowych spojonych silną tradycją religijną. Należy je rozbić, a na ich miejsce wprowadzić model degeneracyjny najlepiej z dużą dawką „nachodźców”. Wtedy globalistyczna oligarchia, dla idiotów mieniąca się społeczeństwem obywatelskim, zakorzeni się na trwałe. Kler armeński, wyraziciel idei niepodległości narodowej oraz skarbnicy pamięci o terytoriach utraconych – jest solą w oku globalistów. Demonstranci w Armenii pod przewodem m.in. duszpasterzy uważają Paszyniana i jego zauszników po prostu za sprzedawczyków. Paszyniana wścieka fakt, że wielu Ormian kojarzy go z serią niebywałych klęsk, jakich kraj ten nie zaznał od przywrócenia niepodległości w 1991 r. Jego siedmioletnie rządy to pasmo upokorzeń. Porozumienie waszyngtońskie bynajmniej nie zmienia tego wizerunku i nie przysparza mu chwały. Najbliższe miesiące pokażą, jak bezbronna Armenia, pozbawiona już sąsiadów-sojuszników, wyjdzie na kolejnych ustępstwach wobec Azerbejdżanu i na czułej opiece USA. Okaże się też szybko, o czyje interesy będą zabiegać „globalne firmy” nad Araksem.
Tadeusz M. Trajdos
Emerytowany profesor IH PAN
Myśl Polska, nr 35-36 (31.08-7.09.2025)
Fot. profil fb The White House