ŚwiatLibertariański zwrot w Argentynie

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

W niedzielę 19 listopada odbyła się druga tura wyborów prezydenckich w Argentynie. Z wynikiem 55,69% wygrał ją określający się jako anarchokapitalista Javier Milei, wyprzedzając przodującego wcześniej w sondażach neoperonistę Sergio Massę który zdobył 44,31%. 

Już w pierwszej turze przeprowadzonej 22 października odpadła kandydat konserwatywnej prawicy prof. Patricia Bullrich – minister pracy w administracji prezydenta Fernando de la Rúa w latach 2000-2001 i minister ds. bezpieczeństwa w administracji prezydenta Mauricio Macriego w latach 2015-2019, popierana przez centroprawicową Propuesta Republicana. Jej program obejmował liberalizację prawa pracy, cięcia budżetowe i zniesienie kontroli cen. Opowiadała się ona za „strategią szoku”, obiecując położyć kres ruchowi strajkowemu i ulicznym protestom bezrobotnych organizowanym od lat 1990.

Z kolei popierany przez centrolewicową neoperonistowską Unię na rzecz Ojczyzny (hiszp. Unión por la Patria, UP), pełniący od sierpnia ubiegłego roku stanowisko ministra finansów, Sergio Massa w drugiej turze zapłacił cenę za galopującą inflację wysokości 138% rok do roku.

Libertariańska rewolucja

Zwycięzca wyborów, przywódca Partii Libertariańskiej (hiszp. Partido Libertario, PL), popierany przez koalicję La Libertad Avanza (LA), Javier Milei oparł swoją kampanię na przekazie antyestablishmentowym – wzywał do głosowania przeciwko dotychczasowej elicie politycznej. W swojej kampanii wyborczej przeciwstawiał „dobrych Argentyńczyków” złożonej z funkcjonariuszy państwowych i partyjnej nomenklatury „skorumpowanej kaście politycznej”. Po zwycięstwie nazwał się „pierwszym na świecie wolnościowo-libertariańskim prezydentem”, pionierem bezprecedensowego w skali świata eksperymentu politycznego.

Postacią tyleż barwą, co dla wielu zbyt kontrowersyjną, czy wręcz nieakceptowalną uczyniły J. Milei jego wulgarne wypowiedzi na temat socjalistów. Przywódca La Libertad Avanza wypowiadał się na przykład o „estetycznej (sic!) wyższości liberałów”. Socjalistów nazwał „śmieciami”, „ludzkimi gównami” i „lewicowymi chujami”oraz groził im „zmiażdżeniem”. Jedna z takich wypowiedzi na antenie kolumbijskiego nadawcy wywołała ostry konflikt z obecnym lokatorem Casa de Nariño. Niesprzyjających mu dziennikarzy argentyńskich J. Milei zdążył już zwyzywać od „dupków”, „kretynów” i „ignorantów”.

Wśród swoich mistrzów ideowych przyszły lokator Casa Rosada wymienia ekonomistów szkoły „austriackiej”: Carla Mengera (1840-1921), Ludwiga von Misesa (1881-1973) – który odwiedził Argentynę w 1955 roku, Friedricha von Hayeka (1899-1992), przede wszystkim jednak Murray’a Rothbarda (1926-1995), patronującego założonej w 1971 r. Partii Libertariańskiej (ang. Libertarian Party, LP) w USA – ugrupowanie to nie zanotowało zbyt wielu sukcesów, aczkolwiek w wyborach 2020 r. po raz pierwszy od dwudziestu lat wprowadziło swojego kandydata do parlamentu stanowego: Marshall Burt zasiadł wtedy w Izbie Reprezentantów Wyoming.

Prezydent-elekt dość odległy jest światopoglądowo od konserwatyzmu pojmowanego czy to jako obrona pozycji elit politycznych czy jako przywiązanie do tradycyjnej obyczajowości. J. Milei deklaruje że „nie wierzy w małżeństwo”, że „brał udział w seksualnych trójkątach” i „jest mistrzem (sic!) seksu tantrycznego”. Mieszka z pięcioma mastifami, cztery spośród których nazwał imionami swoich ulubionych ekonomistów: Murray (na cześć M. Rothbarda), Robert, Lucas (na cześć Roberta Lucasa Jr.) oraz Milton (na cześć Miltona Friedmana) – są one klonami zmarłego w 2017 r. jego pierwszego psa Conana i nazywa on je „swoimi czworonożnymi dziećmi”.

Równie mało wspólnego z konserwatyzmem mają młodzi zwolennicy J. Milei. Według socjolog z UBA Meliny Vázguez, są to „Młodzi libertariańscy aktywiści, dalecy od klasycznej prawicy która wyraża interesy elit, twierdzą że mają mniejsze poważanie dla konwenansów, są bardziej plebejscy, niepoprawni politycznie, że działają na przekór konsensowi. W tych warunkach dyskurs libertariański staje się wywrotowy”. J. Milei wykrzykiwał do nich na organizowanych na świeżym powietrzu, w parkach miejskich wykładach z ekonomii: „Nie przyszedłem tu, by prowadzić jagnięta, ale by zbudzić lwy!”.Znakiem rozpoznawczym jego młodych zwolenników jest właśnie wisiorek z lwem. Z pamięci recytują definicję liberalizmu autorstwa argentyńskiego ekonomisty Alberto Benegasa Lyncha Jr. : „Bezwzględne poszanowanie dla sposobów życia innych, oparte na zasadzie nieagresji (NAP), i obrona prawa do życia, wolności i własności prywatnej”.

Popularność ekscentrycznego anarchokapitalisty wzrosła, gdy zwrócił swoją krytykę przeciwko narzucanej przez kastę polityczną „dyktaturze sanitarnej” (swobodny przekład zgrabnego hiszpańskiego neologizmu „infectadura”) w okresie epidemii COVID-19. Dogodne środowisko dla narracji J. Milei przyniosły skandale świadczące o stosowaniu przez kastę polityczną podwójnych standardów: zdjęcia z hucznego przyjęcia w pałacu prezydenckim z okazji przypadających na czas „lockdownów” 24 lipca 2020 r. urodzin małżonki prezydenta Alberto Fernándeza oraz afera z uprzywilejowaniem osób bliskich władzy w kolejności przyjmowania szczepionek przeciwko SARS CoV-2.

Za „akt założycielski” argentyńskiej wersji alt-right uważa się zwołaną przez J. Milei 25 maja 2020 r. (wtedy ogłoszono przedłużenie lockdownu do 6 czerwca) demonstrację na Plaza del Mayo w Buenos Aires zapowiadaną hasztagiem #bastadecuarantena. Uczestniczyli w niej głównie wywodzący się z klasy robotniczej i średniej mężczyźni w wieku poniżej dwudziestu dziewięciu lat, którzy, według takich argentyńskich ośrodków jak Narodowa Rada Badań Naukowych i Technicznych (CONICET) czy firma konsultingowa Synopsis, stanowić mają ponad połowę zwolenników J. Milei.

Dla młodych argentyńskich mężczyzn wchodzących na rynek pracy w warunkach histerii wokół COVID-19, doświadczeniem życiowym jest państwo które nie działa i staje się wrogiem obywatela. Według badań zleconych przez Uniwersytet w Buenos Aires (hiszp. Universidad de Buenos Aires, UBA), 68% Argentyńczyków w wieku 18-29 lat deklarowało chęć wyjazdu z kraju, gdyby mogli sobie na to pozwolić. Według danych Narodowego Instytutu Statystyki i Spisów Powszechnych (hiszp. Instituto Nacional de Estadísticas y Censos, Indec) 45% Argentyńczyków w wieku 15-29 lat żyje w ubóstwie.

Według odpowiedzialnego od 2019 r. za komunikację publiczną J. Milei właściciela konglomeratu prawicowych mediów Fernando Cerimedo, prezydent-elekt, w odróżnieniu od starzejących się przywódców młodzieżowych organizacji lewicowych, „zaczął dawać młodym ludziom narzędzia do samoobrony” przed niewydolnym i coraz mocniej uciskającym ich państwem. Antysanitaryzm był obecny w przekazie J. Milei zaraz obok antyetatyzmu, antyfeminizmu, „marksizmu kulturowego” i antyekologizmu. Jego hasłem przewodnim była swoista (nieświadoma?) trawestacja słynnego zdania z powieści „Lampart” Giuseppe Tomasiego di Lampedusy: „Nie zmienimy Argentyny, jeśli nie zmienimy wszystkiego”.

Demontaż gospodarki narodowej

Jeszcze w okresie kampanii J. Milei przedstawił radykalny program libertariański obejmujący likwidację banku centralnego, dolaryzację gospodarki, prywatyzację wszystkich przedsiębiorstw państwowych – w tym linii kolejowych i linii lotniczych, wprowadzenie bonów na bezpłatne dziś oświatę i opiekę medyczną, radykalne obniżenie utrzymujących się dziś na średnim poziomie 13,3% ceł importowych i pozacłowych opłat importowych wysokości 7,5%.

Postulaty te budzą zaniepokojenie nawet w międzynarodowej oligarchii kapitalistycznej. Jej organ prasowy w postaci brytyjskiego tygodnika „The Economist” zamieścił 7 września artykuł, gdzie stwierdzono że polityka J. Milei „jest słabo przemyślana”, on sam zaś „będzie miał trudności z rządzeniem. A jeśli popadnie we frustrację, jak obawiają się niektórzy Argentyńczycy, może nawet stać się autorytarny. Zaczynem dla tego rodzaju spekulacji są zapowiedzi prezydenta-elekta zwalczania ruchu związkowego, swobody zgromadzeń i bezpardonowego rozbijania demonstracji pracowniczych.

Niechęć zachodniej finansjery i argentyńskiego establishmentu budzą też postulaty prezydenta-elekta pełnej ochrony życia poczętego, powszechnego dostępu do broni, rewizji wyroków skazanych za zbrodnie przeciwko ludzkości funkcjonariuszy junty wojskowej z lat 1976-1983, swobody handlu organami ludzkimi (!) a nawet sprzedaży dzieci (!).

Program J. Milei zakłada politykę szoku gospodarczy dużo bardziej drastyczną niż ta wdrożony w Argentynie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w latach 1990. Zaraz po zwycięstwie w prawyborach z 13 sierpnia 2023 r. (J. Milei zdobył 30% głosów, P. Bullrich – 28%, S. Massa – 27,3%) , przywódca La Libertad Avanza i jego polityczni współpracownicy spotkali się z przedstawicielami MFW, zapowiadając program oszczędnościowy zakładający obniżkę podatków odpowiadającą 15% PKB. Nawet po stronie światowych elit finansowych redukcja taka uznawana jest za niemożliwą do osiągnięcia, co podniosła redakcja „The Economist”, przeprowadzając wywiad z J. Milei.

Źle rokujący precedens

Biorąc nawet w nawias obawy kapitału spekulacyjnego i światowej kapitalistycznej biurokracji, zauważyć należy że program forsownej prywatyzacji postulowany przez przyszłego lokatora Casa Rosada miał już swój źle rokujący Argentynie precedens w postaci dyktatury wojskowej Jorge Videli (1976-1981). Za politykę gospodarczą rządu J. Videli odpowiadali „Chicago Boys”, pozostający pod wpływem Miltona Friedmana i Arnolda Harbergera.

Polityka ta, wdrażana metodami dyktatorskimi, objęła zniesienie większości ceł, prywatyzację przedsiębiorstw państwowych i deregulację walutowo-finansową. Według historyka i ekonomisty Mario Rapoporta, reformy te „zniszczyły tkankę społeczną i przemysłową” Argentyny. Agenda J. Videli osłabiła argentyńskie zdolności produkcyjne i zwiększyła zależność kraju od eksportu produktów rolnych, z dochodów których finansować musiano import towarów przemysłowych. Efektem był strukturalny deficyt w bilansie handlowym, skutkujący wzrostem inflacji z 76% rok do roku przed zamachem stanu do 191% w latach neoliberalnej wojskowej dyktatury.

Działania te kontynuowano podczas dwóch kolejnych kadencji prezydenta Carlosa Menema (1989-1999). Ministrem gospodarki był wówczas Domingo Cavallo, podczas dyktatury J. Videli pełniący urząd prezesa banku centralnego. Chcąc walczyć z hiperinflacją (3079% rok do roku w 1989 r. i 2314% w 1990 r.), zadekretował on 27 marca 1991 r. stały kurs wymiany argentyńskiego peso do dolara USA w stosunku 1:1, wykonując tym samym pierwszy krok w kierunku dolaryzacji gospodarki.

Jak wywodzi w swojej analizie M. Rapoport, ustalenie parytetu silniejszego dolara i słabszego peso pozwoliło co prawda ograniczyć hiperinflację, podniosło jednak kurs wymiany, co z kolei podrożyło koszt eksportu. Wolumen eksportu zaczął spadać, Buenos Aires nie mogło zatem nabywać wystarczającej ilości dolarów, by utrzymać parytet.

Różnicę początkowo finansowano prywatyzacjami i wyprzedażami krajowych aktywów, by wyrównać niedobór dolarów. Gdy nie było już czego wyprzedawać, Argentyna popadła w niewypłacalne długi. W 2001 r. MFW odmówił Argentynie kolejnej transzy kredytu i przejął kontrolę nad jej finansami. Argentyńczycy rzucili się do bankomatów, by wycofać swoje wkłady bankowe, które rząd pośpiesznie zamroził 3 grudnia 2001 roku.

Dalsza część kryzysu, który przeszedł do historii jako najbardziej spektakularna katastrofa finansowa od roku 1929, nazywana jest w Argentynie „corralito”(w swobodnym tłumaczeniu: kojec). 21 stycznia 2002 r. prezydent Fernando de la Rúa, który 10 grudnia 1999 r. zastąpił na stanowisku C. Menema, wraz z D. Cavallo uciekł z Casa Rosada helikopterem. Argentyna ogłosiła bankructwo, w ciągu kolejnych jedenastu dni mając czterech kolejnych prezydentów. Argentyńczycy odzyskali swoje oszczędności w zdewaluowanych peso. W latach 2001-2002 wysokość PKB kraju spadła o 10%, stopa ubóstwa wzrosła z 46% do 66% a stopa bezrobocia z 18,3% do 21,5%.

Za prezydentury wyłonionego na fali ludowej mobilizacji Néstora Kirchnera (zmarłego w 2010 r.) Argentyna zmuszona była renegocjować dług do jednej trzeciej wartości tego co uzgodniła w latach 1990. i do końca kadencji prezydenckiej N. Kirchnera w 2007 r. dokonała – przy ostrym sprzeciwie kapitalistycznej międzynarodówki – renacjonalizacji niektórych utworzonych w drugiej połowie XX wieku a wyprzedanych przez rządy J. Videli i C. Menema przedsiębiorstw odpowiedzialnych za podaż takich podstawowych dóbr i usług jak ropa naftowa, energia elektryczna, woda, telekomunikacja, transport kolejowy i transport lotniczy.

Argentyna pod rządami N. Kirchnera korzystała na znaczącym wzroście cen surowców na rynkach światowych, wzroście globalnej pozycji Chin będących głównym dostawcą produktów wysoko przetworzonych do Argentyny, „marea rosa” przelewającej się przez Amerykę Łacińską. Buenos Aires pracowało wówczas nad emancypacją od Waszyngtonu, przenoszącego po 11 września 2001 roku swoją uwagę z zachodniej hemisfery na Bliski Wschód, poprzez latynoamerykańską integrację regionalną.

Następczyni N. Kirchnera na stanowisku głowy państwa (i następnie wdowa po nim) Cristina Fernández de Kirchner (2007-2015), gdy wzrosły ceny artykułów rolnych, nałożyła 40% podatek na eksport soi, będący główną siłą napędową gospodarki argentyńskiej. W odpowiedzi, lobby rolnicze i wielkomiejska klasa średnia zablokowały na sto dwadzieścia pięć dni kraj, prezydent musiała zaś wycofać się ze swoich projektów. Jej pozycję na arenie międzynarodowej i wewnętrznej osłabiły dodatkowo skutki kryzysu z 2008 roku, seria skandali korupcyjnych w rządzie i „marea azul” zastępująca w Ameryce Łacińskiej suwerenistyczne rządy lewicowe projankeskimi rządami konserwatywnymi.

Prezydentura konserwatysty Mauricio Macriego (2015-2019) miała przyciągnąć „deszcz inwestycji”, który jednak nie nadszedł, ona sama zaś okazała się dla Argentyny ekonomiczną katastrofą. Nowy prezydent zrezygnował z protekcjonistycznej i regionalistycznej polityki kolejnych administracji peronistowskich, geoekonomicznie wiążąc Argentynę z polityką (otwarcie wrogiej Wenezueli i Chinom) jankeskiej administracji Donalda Trumpa (2017-2021). Zniesienie przez administrację M. Macriego podatku eksportowego i kontroli przepływów kapitału postawiło Argentynę wobec kwestii niedoboru zarówno towarów jak i kapitału na rynku wewnętrznym. By zaradzić niedoborowi dolarów potrzebnych do finansowania importu, M. Macri zwrócił się w 2018 r. do MFW o pożyczkę.

Udzielony kredyt wyniósł 57 mld USD i był najwyższą transzą kredytową jakiej kiedykolwiek udzielił MFW. Według przywoływanego tu już dwukrotnie M. Rapoporta, kwota ta nie była możliwa do spłacenia przez Buenos Aires, gwarantując stały nadzór instytucji z Bretton Woods nad polityką finansową Palacio de Hacienda. Dodatkowo, jak zauważa M. Rapoport, większość pożyczonego kapitału, w warunkach liberalizacji przepływów finansowych, została natychmiast wyprowadzona za granicę. Według raportu Banku Centralnego Argentyny z maja 2020 roku, na 100 mld USD które trafiły do Argentyny w obcej walucie za kadencji M. Macriego, 86 mld USD trafiło natychmiast za granicę.

Do czasu objęcia Casa Rosada przez Alberto Fernándeza w 2019 r. PKB Argentyny był niższy o 1,3%, dług publiczny wzrósł z 52% do 86% PKB, wartość peso spadła o ponad połowę, stopa bezrobocia wzrosła z 7% do 10%, stopa ubóstwa wzrosła zaś z 30% do 35%. Spłata zadłużenia zaciągniętego przez M. Macriego, epidemia SARS CoV-2 która zabiła w Argentynie 130 tys. osób, pustosząca rolnictwo historycznie rekordowa susza (jeden z efektów ocieplenia klimatu) w 2022 roku i powodująca wzrost cen energii wojna na Ukrainie, sparaliżowały politykę nowej administracji.

Fernández zdecydował się na kolejną transzę kredytu od MFW, godząc się w zamian na dalsze związanie suwerenności gospodarczej państwa przez tę agendę ONZ. Do dymisji podała się w tej sytuacji pełniąca urząd wiceprezydenta C. Fernández de Kirchner. Stopa ubóstwa wzrosła tymczasem w Argentynie do 40%, inflacja sięgnęła 138%, popularność A. Fernándeza spadła zaś do nieledwie 20%, w efekcie czego zdecydował się on nie wystawiać swojej kandydatury w wyborach prezydenckich. Nie startowała w nich również 70-letnia C. Fernández de Kirchner, na której życie 1 września 2022 r. dokonano nieudanego zamachu, następnie zaś środkami sądowymi zablokowano jej możliwość kandydowania.

Rezygnacja z Malwinów

Kontrowersje budzą też koncepcje polityki zagranicznej prezydenta-elekta. Jeszcze na początku września przedstawił on swoją główną współpracownik ds. międzynarodowych w osobie Diany Mondino, zapowiadając następnie jej powołanie na ministra spraw zagranicznych po swoim zaprzysiężeniu na prezydenta przewidzianym na 10 grudnia 2023 roku. D. Mondino w wywiadzie udzielonym pod koniec października określiła się jako zwolennik legalizacji małżeństw homoseksualnych.

Jeszcze na początku września, w wywiadzie dla brytyjskiego „The Telegraph” zapowiedziała też „poszanowanie praw” mieszkańców Malwinów. Oznacza to zerwanie z kontynuowaną od dwustu lat polityką Buenos Aires wobec archipelagu, uznawanego dotychczas w Argentynie za przedmiot dwustronnego sporu terytorialnego z Londynem. Argentyna odmawiała mieszkańcom Malwinów prawa do samostanowienia, uznając ich za ludność sztucznie zaszczepioną na wyspach przez brytyjski rząd okupacyjny. Stanowisko to znalazło swój wyraz nawet w zapisach konstytucji w jej wersji znowelizowanej w 1994 roku.

Nie dziwi w tym kontekście, że stanowisko J. Milei wobec kwestii wyzwolenia Malwinów budzi żywiołowy sprzeciw we wszystkich segmentach spektrum politycznego Argentyny. W okresie kampanii wyborczej pięćdziesięciu pracowników korpusu dyplomatycznego Buenos Aires wyraziło swoje poparcie dla S. Massy, sprzeciwiając się rezygnacji z roszczeń do archipelagu o który Argentyna stoczyła z Anglią przegraną przez siebie wojnę w 1982 roku. Sam J. Milei pogorszył jeszcze odbiór swojej osoby, stwierdzając 19 listopada że jest wielbicielem Margaret Thatcher – autorki zwycięstwa Anglii we wspomnianej wojnie o wyzwolenie Malwinów.

Syjonizm

Prezydent-elekt wielokrotnie wypowiadał się również za przeniesieniem przedstawicielstwa dyplomatycznego Argentyny w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy, wyrażając tym poparcie dla Izraela w jego sporze z Państwem Palestyny co do statusu spornego miasta. Zwycięstwa w wyborach pogratulował J. Milei izraelski minister spraw zagranicznych Eli Cohen, który zaprosił go do jak najszybszego złożenia wizyty w państwie żydowskim celem ustalenia szczegółów w sprawie przeniesienia argentyńskiej ambasady do Jerozolimy. Kilka godzin po ogłoszeniu jego wyborczego zwycięstwa, sam J. Milei zapowiedział udanie się z wizytami do USA i Izraela.

Jednym z powodów takiego stanowiska może być fakt, że Argentyna jest krajem o największej populacji Żydów w Ameryce Łacińskiej. To również w tym kraju dokonano dwóch największych w Ameryce Łacińskiej ataków na społeczność żydowską: były to zamach bombowy na ambasadę Izraela w 1992 roku i zamach bombowy na siedzibę Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Żydów Argentyńskich (hiszp. Asociación Mutual Israelita Argentina) w 1994 roku. Według ustaleń argentyńskiego wymiaru sprawiedliwości, sprawcą zamachów miał być libański Hezbollach, działający przy wsparciu Iranu.

Drugim czynnikiem są osobiste sympatie prezydenta-elekta. Od 2021 r. jego duchowym przewodnikiem jest rabin Axel Wahnish. Pod jego wpływem J. Milei ogłosił zamiar konwersji na judaizm i zadeklarował jeszcze dwa lata temu, że „chce być pierwszym żydowskim prezydentem Argentyny”.

Ideologizacja polityki zagranicznej

Czynnik ideologiczny sprowadza na manowce również pozostałe postulaty przyszłego lokatora Casa Rosada w sprawach zewnętrznych. J. Milei jest sygnatariuszem podpisanej jeszcze w 2020 roku „Karty Madryckiej”, wyrażającej sprzeciw wobec „ekspansji komunizmu w Ameryce Łacińskiej”. Stronami tego porozumienia są uczestnicy animowanej przez hiszpańską konserwatywną partię Vox Forum Madryckiego „w obronie wolności, demokracji i państwa prawa”.

Prezydent-elekt Argentyny stwierdził w przywoływanym już wywiadzie dla „The Economist” z 7 września tego roku, że „Nie ma powodu, dla którego Argentyna miałaby utrzymywać stosunki handlowe z Chinami. (…) Nie negocjuję z komunistami”.

Problem z tą deklaracją polega na tym, że 8,6% eksportu argentyńskiego trafia właśnie do Chin, czyniąc z Państwa Środka drugiego jego największego odbiorcę. Chiny zajmują też pierwsze miejsce wśród krajów pochodzenia argentyńskiego importu; kupuje się tam między innymi słynną piłę łańcuchową, z którą na swoich wiecach lubił występować przywódca La Libertad Avanza. Tymczasem S. Massa, jako minister gospodarki Argentyny, wynegocjował w 2023 r. w Pekinie serię pożyczek, dzięki której Buenos Aires zdołało spłacić przypadające na ten rok raty kredytów MFW – płatności na rzecz MFW dokonywano wprost w juanach, co było pierwszym takim przypadkiem w historii tej instytucji.

Luiza Inácio Lule da Silvę, prezydenta sąsiedniej Brazylii która zajmuje pierwsze miejsce na liście odbiorców argentyńskiego eksportu J. Milei nazwał „komunistycznym dzikusem, który wspiera dyktatorów mających krew na rękach”. Ze swej strony brazylijski przywódca przy okazji otwarcia 78. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych we wrześniu 2023 r.  przestrzegł prezydenta USA Joe Bidena przed „zagrożeniem demokracji”w Argentynie, co nie wróży dobrze stosunkom Buenos Aires z Brasílią. Po zwycięstwie J. Milei, L. I. Lula da Silva pogratulował mu w serwisie X, zarazem jednak zapowiedział że nie weźmie udziału w uroczystości zaprzysiężenia nowego prezydenta Argentyny.

  1. Milei deklaruje również otwartą wrogość do Wenezueli, Kuby i Kolumbii. Prezydent tej ostatniej Gustavo Petro przyrównał nawet przemówienie J. Milei do przemówienia Adolfa Hitlera, co również nie wróży dobrze wzajemnym stosunkom obydwu południowoamerykańskich państw. Wśród państw regionu, Argentyna pod rządami J. Milei ma szansę na poprawne stosunki jedynie z rządzonymi przez prawicę Urugwajem, Peru i Ekwadorem, przy czym rządy dwóch ostatnich państw są mocno niestabilne. Prezydent-elekt stawia więc na oparcie się na Waszyngtonie i Tel Awiwie, deklarując że „Stany Zjednoczone i Izrael będą naszymi głównymi sojusznikami”.

Jeszcze w sierpniu J. Milei zapowiedział rozwiązanie zrzeszającego Argentynę, Brazylię, Paragwaj, Urugwaj i Boliwię Mercosur (Wspólny Rynek Południa, hiszp. Mercado Común del Sur). Zawiązujący tę organizację regionalną Traktat z Asunción z 1991 roku stworzył ramy wspólnego rynku stanowiące przeszkodę dla zapowiadanego przez prezydenta-elekta Argentyny zniesienia wszelkich zewnętrznych barier gospodarczych. J. Milei zapowiedział również odrzucenie w styczniu 2024 r. zaproszenia do BRICS+ przedstawionego Buenos Aires na szczycie tej organizacji w Johannesburgu w sierpniu 2023 roku.

Po stronie amerykańskiego  imperializmu

Rozpatrując postawę J. Milei na spektrum argentyńskiej sceny politycznej rozpiętej pomiędzy wektorem podporządkowania Waszyngtonowi i wektorem dążenia do podmiotowości w oparciu o integrację regionalną, to będzie on reprezentantem ekstremum wektora skierowanego ku Waszyngtonowi. Za jego poprzedników w wyrażaniu tej tendencji uznać należałoby wojskową dyktaturę Jorge Rafaela Videli (1976-1981) oraz prezydentów C. Menema (1989-1999) i M. Macriego (2015-2019). Jego prezydentura stanowiłaby natomiast radykalne zerwanie z linią emancypacyjną reprezentowaną przez administracje małżeństwa Néstora i Cristiny Kirchner (2003-2015), mniej konsekwentnie zaś też przez administracje Alberto Fernandéza (2019-2023) i Raúla Alfonsína (1983-1989).

Wściekły antysocjalizm prezydenta-elekta doprowadził go nawet do konfliktu z głową odgrywającego wciąż w Ameryce Łacińskiej rolę cywilizacyjnej osnowy Kościoła rzymskokatolickiego. Wywiadzie udzielonym konserwatywnemu jankeskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi w połowie września, J. Milei stwierdził że papież Franciszek „wykazuje mocne powinowactwo z dyktatorami takimi jak Castro czy Maduro. To znaczy, jest on po stronie krwawych dyktatur”. Na odpowiedź Stolicy Apostolskiej nie trzeba było długo czekać: 18 września prefekt Dykasterii Nauki Wiary abp. (od 30 września kardynał) Víctor Mauel Fernández w wywiadzie dla argentyńskiego dziennika „La Nación” poddał w wątpliwość dojście do skutku zapowiedzianej na kwiecień 2024 r. pielgrzymki papieża do ojczyzny.

Alians z konserwatystami

Drugim, obok zogniskowania na sobie poparcia młodych mężczyzn, elementem wewnętrznej argentyńskiej strategii politycznej J. Millei jest sojusz z konserwatywną prawicą. Przywódca argentyńskich libertarian idzie tu za wskazówkami swojego ideowego mistrza M. Rothbarda, który zalecał libertarianom sojusz z konserwatystami, by wyjść z politycznej izolacji i zdobyć poparcie warstw ludowych. J. Milei powierzył to zadanie zawodowemu politykowi – byłemu rzecznikowi D. Cavallo Carlosowi Kikuchi. W prowincji La Rioja na północnym zachodzie Argentyny La Libertad Avanza zapewniła sobie poparcie Martína Menema, siostrzeńca byłego prezydenta C. Menema. Na Ziemi Ognistej (hiszp. Tierra del Fuego) została poparta przez antyfeministyczną ewangelicką pastor Laurę Almirón. W Tucumán na północnym zachodzie weszła w sojusz z Fuerza Republicana kierowaną przez Ricardo Bussiego, syna generała Antonio Domingo Bussiego, w 2008 r. skazanego za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione w czasach dyktatury wojskowej.

Najbardziej jednak emblematycznym przykładem sojuszu J. Millei z konserwatystami jest wiceprezydent w jego przyszłej administracji Victoria Villarruel. Jest ona prezesem  Centrum Studiów Prawnych nad Terroryzmem, które zasłynęło upamiętnieniem 4 września 2023 r. ofiar lewicowej przemocy w Argentynie. V. Villarruel jest gorliwą katoliczką, przeciwniczką aborcji, obrończynią tradycyjnej rodziny, córką żołnierza skazanego za zbrodnie przeciwko ludzkości w okresie dyktatury, odpowiada za konserwatywne elementy programu J. Millei i nawiązanie kontaktów z hiszpańską Vox oraz międzynarodową siecią konserwatywną.

Nie są do końca przejrzyste związki J. Milleia ze środowiskiem byłego prezydenta M. Macriego. Ten ostatni ogłosił swoje entuzjastyczne poparcie dla przywódcy La Libertad Avanza. Jak zaś donosi „Buenos Aires Times” z 19 sierpnia 2023 roku, J. Milei chciałby uczynić byłego prezydenta „ambasadorem Argentyny w świecie”.

Można zatem domniemywać, że prezydent elekt będzie chciał uczynić M. Macriego swoim łącznikiem z ośrodkami władzy w kraju i poza jego granicami. La Libertad Avanza zdobyła tylko 38 miejsc w 257-osobowej Izbie Deputowanych i 7 miejsc w 72-osobowym Senacie oraz ani jednego spośród 22 foteli gubernatorów prowincji. Nie ma też wystarczających kadr, by objąć wszystkie stanowiska w rządzie. Zapowiedzi wyborcze J. Milei zostały uznane przez MFW i Bank Światowy za niewykonalne oraz skrytykowane przez prasę artykułującą światopogląd międzynarodówki kapitalistycznej.

Macri jest tymczasem nie tylko byłym prezydentem państwa ale też właścicielem odziedziczonego po ojcu imperium biznesowego i sprawnym menedżerem piłkarskim ze stanowiskiem w FIFA. Może być zatem nie tylko pośrednikiem pomiędzy antyestablishmentowym prezydentem a skomplikowaną siecią układów politycznych tworzących System ale też ukrytym szefem nowego rządu Argentyny, kierującym nim „z tylnego siedzenia” za pośrednictwem nieformalnych układów partyjno-parlamentarno-biznesowych. Z perspektywy establishmentu krajowego i globalistycznego, M. Macri byłby więc elementem „stabilizującym” nowy układ władzy nad Rió de La Plata.

Ronald Lasecki

Fot. Wkipedia

Redakcja