HistoriaRecenzjeTRUST: Operacja Dzierżyńskiego

Redakcja11 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

To już trzecia sensacyjna powieść Jana Wernika z cyklu „Oblicza prowokacji”. Poprzednie, „Syk węża” i „Głowa na tacy” (wyd. von borowiecky) – traktowały o operacjach rosyjskich służb w czasie powstania styczniowego i UB w okresie walki z podziemiem po 1945.

Tym razem tematem jest słynna operacja służb Dzierżyńskiego i Mienżyńskiego „Trust”, na początku lat 20. XX wieku. Polegała ona na stworzeniu fikcyjnej monarchistycznej organizacji antybolszewickiej (MOCR), przy pomocy której infiltrowano zachodnie służby, w tym polskie. Jeden z oficerów polskiego wywiadu, por. Władysław Michniewicz, przekonany przez innego polskiego agenta działającego w ZSRR, Wiktora Drobyszewskiego, że to jest czysta prowokacja, próbuje ostrzec centralę polskiego wywiadu. Tam jednak wierzy się w tę fikcję i traktuje wywody Michniewicza jako fantazje. Oto jedna z kluczowych scen:

– Czyli chcecie mi powiedzieć, poruczniku, że według was, MOCR jest inspirowany przez bolszewików? Że to tylko ich bardzo skuteczna dezinformacja? Tak bardzo skuteczna, że daliśmy się nabrać, nie tylko my, ale i Estończycy, Francuzi, Anglicy. Ba! Nie zorientowali się także biali z Kutiepowem i Wranglem na czele. Cała ta ich emigracja wojskowa, w której aż roi się od carskich oficerów sztabowych, nie połapała się w sprytnej operacji towarzysza Dzierżyńskiego, a zrobił to pan podporucznik Michniewicz?! – Talikowski zaśmiał się szyderczo. Lecz jego rozbawienie trwało tylko krótką chwilę, po której natychmiast mina mu stężała, a wzrok znów zaczął rzucać błyskawicami. – Ja jednak myślę, że to pan się myli, poruczniku.

Michniewicz zacisnął szczęki, aż pod skórą policzków ukazały się mięśnie żuchwy. Kipiał wściekłością, którą z trudem maskował,

– Chcę tylko zauważyć, że wątpliwości co do antybolszewickiej konspiracji oparłem również na raporcie pułkownika Wiktora Drobyszewskiego. To nasz najlepiej ulokowany…

– Wiem, kim on jest! To ja, do cholery, jestem szefem referatu „Wschód”.

Tak więc polski wywiad nadal brnął w tę akacje aż do 1926 roku. Potem powołano komisje mającą wyjaśnić kto zawinił. Na jej czele stanął kpt. Ludwik Bociański, było to już w czasie rządów Piłsudskiego. Problem był taki, że cień padał na Lidzi z dawnej POW, były też podejrzenia, że inni oficerowie II Oddziału mogli pracować dla GPU. Bociański razem z płk. Tadeuszem Schaetzlem – postanowili ukręcić łeb sprawie. Oto drugi fragment powieści:

„- No, co jest, Ludwiku? Wpadasz do mnie jak po ogień. Coś się stało? Chcesz coś zmienić w swoim raporcie? Właśnie go analizowałem…

– A ja przed chwilą dostałem wiadomość z Tallina. W wyniku śledztwa jakie w sprawie MOR prowadzą ludzie majora Palme, potwierdzono bezspornie, iż Roman Birk był sowieckim szpiegiem. A to znaczy, że Kasatkin mógł mówić prawdę! Ciężka choroba! Tadeusz, musimy natychmiast uruchomić kontrę. Niech wezmą na widelec Drymmera i Niedzińskiego… Niech szukają tego trzeciego kreta!

– Uspokój się! Usiądź. Zapal. Weź głęboki oddech.

– Chyba nie chcesz tego zamieść pod dywan?

– Nie, skądże znowu. Ale widzisz… Ja bym tak nie wierzył sowieckim szpiegom, nawet jak przynoszą dary. Bo czyż nie wydaje ci się to dziwne…

– Tadeusz, co ty gadasz. Palme… mam to na piśmie. A Birk siedzi już u nich w mamrze.

Schaetzel wziął głęboki oddech.

– Czyj portret wisi na ścianie? – wskazał podbródkiem na wizerunek Piłsudskiego. – Czy naprawdę chcesz wywołać burzę w Polsce? Minęło kilkanaście miesięcy od przejęcia władzy. Mamy chwilę względnego spokoju, oczywiście jak na warunki polskie, a ty chcesz to wysadzić w powietrze? Wiesz, co się stanie, jak endecy się dowiedzą, że w polskim wywiadzie roiło się od sowieckich szpiegów? Wiesz, co zrobi z nami prasa? Już widzę ten tytuł w „Gazecie Warszawskiej”: Sowieccy szpiedzy w Pałacu Saskim! Co się będzie działo w Sejmie? Przecież po maju marszałek ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi przejął władzę w armii… Wymieniono kadry na dowódczych szczeblach…  Zresztą wiesz to równie dobrze jak ja. Nie, Ludwik, nie zrobimy teraz jatki.

– Ale coś zrobić musimy!

– Zrobimy to, co jest racją stanu, co jest w najlepiej pojętym interesie j wojska. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że nasza służba mieni się wszystkimi odcieniami szarości, a praktycznie nigdy nie jest czarno-biała?

– Nie, nie musisz. Niemniej…

– Nie! — Schaetzel podniósł głos. — Zrobimy tylko to, co musimy, Nic więcej. Jutro przedstawię raport twojej komisji. A potem, po cichu, bez rozgłosu, zaczniemy odsuwać ludzi zaangażowanych w sprawę rzekomej Monarchistycznej Organizacja Rosji. Po jednym, powoli i cicho.

– Tak jakby się nic nie stało?

Szef polskiego wywiadu nie odpowiedział”.

Jakie są odniesienia tej powieści do współczesności? Ano takie, że w przypadku tzw. opozycji antyputinowskiej, której daje się w Polsce wiarę i możliwości działania – może to być „powtórka z rozrywki”. Okazałoby się wtedy, że niczego się nie nauczyliśmy i własne życzenia bierzemy za rzeczywistość. Nie wiem czy taki był cel autora, ale takie wnioski nasuwają się po lekturze tej powieści. I jeszcze jedno – w czasie trwania tej Operacji „Trust” w roku 1923 ministrem spraw zagranicznych był przez jakiś czas Roman Dmowski, który, mimo propozycji, nie wyraził zgody na spotkanie z domniemanymi członkami organizacji monarchistycznej. Nie widział sensu, bo w tym czasie uważał, że władza bolszewików jest trwała.

Jan Engelgard

Jan Wernik, „Na powrozie ułudy”, tom III cyklu Oblicza Prowokacji, von borowiecky, Radzymin-Warszawa 2023, ss. 429.

Myśl Polska, nr 31-32 (30.07-6.08.2023)

 

Redakcja