PublicystykaPiskorski: pożytki z lektury Dugina

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Trudno zgodzić się ze wszystkimi tezami stawianymi przez Aleksandra Dugina. Podobnie trudno zresztą przyjmować z aprobatą wszystkie przekonania i twierdzenia jakiegokolwiek innego myśliciela czy publicysty. Również tych, znakomitych skądinąd autorów, których teksty uświetniają „Myśl Polską”.

Ze szczególnym zainteresowaniem, regularnie czytuję kolejne materiały publicystyczne, komentarze, ale też prace naukowe prof. Adama Wielomskiego i Magdaleny Ziętek-Wielomskiej. Jeden z ostatnich, opublikowany w cyklu Rozmowy małżeńskie Wielomskich („Myśl Polska” z 20-27.11.2022), skłania mnie jednak do pewnego polemicznego komentarza. Dotyczy bowiem postaci osobiście mi znanej – wspomnianego na wstępie rosyjskiego filozofa i geopolityka, którego książkę miałem ostatnio okazję przetłumaczyć i zredagować w języku polskim.

Zredukowany do „Frondy”

Magdalena Ziętek-Wielomska rozważania na temat twórcy neoeurazjatyzmu opiera na dość upraszczającej tezie: Swoje prawdziwe poglądy Dugin przedstawił w wywiadzie, który udzielił Grzegorzowi Górnemu w 1998 r.”. Dlaczego akurat te, wygłoszone przed prawie ćwierćwieczem opinie mają być tymi „prawdziwymi” – Autorka nie wyjaśnia. Może red. Górny był jedynym interlokutorem, który wzbudził zaufanie rosyjskiego filozofa? Nic na to nie wskazuje. A może po prostu, jak każdy z nas, również Dugin intelektualnie ewoluuje, dojrzewa? W latach 1990. Aleksandr Dugin wcale nie ukrywał swych inspiracji szeregiem najwybitniejszych myślicieli europejskiego tradycjonalizmu (Julius Evola, René Guénon) oraz kontaktów z przedstawicielami Europejskiej Nowej Prawicy (Alain de Benoist, Robert Steuckers). Wspominane przez Magdalenę Ziętek-Wielomską „idee sakralnej tradycji pierwotnej”, w tym tej przedchrześcijańskiej, faktycznie były w jego refleksji obecne.

Wystarczy jednak przeczytać ostatnią wydaną po polsku pracę prof. Dugina (Manifest Wielkiego Przebudzenia i pisma czasu wojny, Warszawa 2022), by przekonać się, że to nie katolicyzm zajmuje czołowe stanowisko na liście przeciwników antyglobalistycznego myśliciela. Wręcz przeciwnie – uznaje on konsekwentnie wszystkie religie tradycyjne za sojuszników w walce z manichejsko postrzeganym złem tego świata – globalizmem, Davos, liberalizmem (nie tym klasycznym, lecz tym totalitarnym, określanym przezeń jako liberalizm 2.0). Krytyki katolicyzmu – ani słowa, podobnie zresztą jak krytyki innych religii, nie tylko chrześcijańskich. „Tysiące ludzi ginie na Bliskim Wschodzie za Chrystusa z rąk radykalnego fundamentalizmu islamskiego, za którym stoją Stany Zjednoczone i architekci Nowego Porządku Światowego. Dlatego nie ma sensu mówić o zjednoczeniu, unii, wyrzeczeniu się nasze tożsamości prawosławnej, lecz mówić trzeba o wypracowaniu wspólnej strategii w walce ze wspólnym wrogiem” – mówił w 2016 roku Dugin, komentując ekumeniczne koncepcje zbliżenia prawosławia z katolicyzmem. Wszystkie (może poza niektórymi denominacjami protestanckimi) nurty chrześcijaństwa prowadzą zatem, według niego, walki i zmagania w imię świata tradycji, przeciwko transhumanizmowi.

Dugin o Polsce

Prof. Wielomski sugeruje, że Dugin chciałby nawracać wszystkich na prawosławie. Tymczasem w żadnych z jego pism z ostatnich lat takiego wątku nie sposób odnaleźć. Pewne procesy odbywają się samorzutnie; wraz z wzrastającymi prądami modernistycznymi, a nawet postmodernistycznymi w Kościele rzymskokatolickim, część polskich narodowych demokratów czy konserwatystów sama wybiera zmianę konfesji i zbliża się do prawosławia. Znany z naszych łamów polski konserwatywny uczony ma natomiast rację, że Dugin myśli w kategoriach imperium, a nie państwa narodowego. Nie może myśleć inaczej, bo państwo narodowe byłoby przecież kresem Rosji, jaką znamy, powrotem do kadłubowego Księstwa Moskiewskiego. W sferze geopolitycznej zaś jego rzekomo naiwna wiara w sojusz rosyjsko-niemiecki nie jest, biorą  pod uwagę historyczne doświadczenia, wcale tak naiwna. To właśnie współpracy Berlina z Moskwą obawiają się najbardziej klasyczni geopolitycy anglosascy. Dugin jest zaś kontynentalistą, co mi osobiście jest poglądem dość bliskim.

I na koniec: Dugina warto czytać nie tylko po to, by zrozumieć jeden z nurtów współczesnej myśli rosyjskiej, ale także, by uzmysłowić sobie globalny charakter obecnej konfrontacji cywilizacyjnej oraz geopolitycznej. Wizja świata wielobiegunowego ani Polsce, ani komukolwiek innemu niczego nie narzuca. Pozwala na swobodny wybór formuł cywilizacyjnych, politycznych, gospodarczych, zgodny z miejscową tradycją. W nieprzetłumaczonej jeszcze na język polski książce z serii Noomachia (Europa Wschodnia. Słowiański Logos, bałkańska Nawia, sarmacki styl, Moskwa 2018) Aleksandr Dugin pisze: „Polska balansuje pomiędzy elementem konserwatywnym a liberalno-postępowym, które przeplatają się w polskim społeczeństwie w różnych proporcjach i kombinacjach. Tradycyjnie opierając się o Europę Zachodnią i Stany Zjednoczone i odgrywając rolę ‘kordonu sanitarnego’ blokującego Rosję i częściowo również Niemcy, zgodnie z klasyczną strategią atlantyzmu, jednocześnie Polska odnosi się z dużym dystansem wobec polityki gender, postmodernizmu i ultraliberalizmu Zachodu, bowiem stoją one w głębokiej sprzeczności z konserwatywną stroną polskiego Logosu”. Rosyjski filozof zauważa zatem rozdarcie, rozdźwięk wymiaru geopolitycznego z cywilizacyjnym, politycznego z metapolitycznym, będącego jednym z podstawowych nierozwiązanych dylematów, z którymi my sami powinniśmy się jakoś zmierzyć.

Nie jest Polakiem, nie jest narodowym demokratą, nie jest zwolennikiem państwa narodowego. Co nie znaczy, że nie jest myślicielem, którego warto czytać i znać. Nie ograniczając się wyłącznie do cytowanego do znudzenia wywiadu sprzed 24 lat.

Mateusz Piskorski

Redakcja