AktualnościOpinieŚwiat„Magyar Nemzet”: Zatrzymać podżegaczy!

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Te dwa pociski nawet nie uderzyły we wtorek w polskiej wsi Przewodów, kiedy zachodnia prasa głównego nurtu, zawsze lepiej poinformowana niż ktokolwiek inny już wiedziała, a nawet ujawniła ex cathedra, że były to oczywiście rosyjskie pociski. Innymi słowy, państwo członkowskie NATO zostało zaatakowane przez Rosję. W związku z tym my, inni, mamy święty obowiązek bronić Polski. Również: zabić Putina i Słowian!

Słynny marionetkowy przywódca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, w ciągu kilku minut dokładnie zbadał wszystkie okoliczności incydentu i ustalił, że sprawcą był Putin. Kto jeszcze? Następnie, jak jesteśmy już do tego przyzwyczajeni, oświadczył „odpowiedzialnie”: „Rosyjski terror dotarł na terytorium NATO. To jest rosyjski atak. To bardzo znacząca eskalacja. Musimy działać!” Jasne. Tak więc NATO musi natychmiast interweniować zgodnie z artykułem piątym, wypowiedzieć wojnę Rosjanom.

Oczywiście, gdyby Zełenski nie był jakimś marionetkowym prezydentem, gdyby miał odrobinę odpowiedzialności i gdyby mógł myśleć o katastrofalnych konsekwencjach takiego posunięcia, nie powiedziałby czegoś takiego. Ale nie zrobił tego, tylko wymachiwał szabelką. Dostał ją od Zachodu.

Łotewski minister obrony, Artis Pabriks (na zdjęciu), również przeszedł tropem Zełenskiego. „Zbrodniczy reżim rosyjski wystrzelił pociski, które nie tylko wymierzone były w ukraińskich cywilów, ale także wylądowały na terytorium NATO, w Polsce. Łotwa w pełni stoi po stronie swoich polskich przyjaciół i potępia tę zbrodnię” – powiedział nieodpowiedzialny przywódca bałtyckiego mini-państwa.

11.11.2022. Rīga, Latvija. Aizsardzības ministrs Artis Pabriks un Nacionālo bruņoto spēku komandieris ģenerālleitnants Leonīds Kalniņš noliek vainagus Rīgas Brāļu kapos pie Mūžīgās uguns, ar klusuma brīdi godinot Latvijas karavīrus, kuri atdevuši savas dzīvības par Latvijas brīvību un neatkarību.
Foto: Armīns Janiks (Aizsardzības ministrija)

I tutaj do chóru podżegaczy wojennych dołączyła grupa krasnoludków i agentów o nazwie Momentum. Katalin Cseh napisała: „Szokująca wiadomość: rosyjskie rakiety uderzyły w terytorium Polski należącej do NATO. Mniej więcej tak daleko od granicy z Ukrainą, jak Vásárosnamény. Zginęły dwie osoby, obywatele UE. Skończył się czas dwutorowej polityki. Teraz okazuje się, że przyjaźń węgiersko-polska lub węgiersko-rosyjska jest silniejsza”.

A jej lewicowa partia obwieściła w oświadczeniu, które zostało potem usunięte: „Czas na swing politics się skończył. Rząd musi zdecydować: Putin czy Europa?”. Podłością tego gangu jest używanie samego terminu „swing politics”, który w czasie II wojny światowej był desperacką próbą Węgier miotających się między dwoma potworami – nazizmem i bolszewizmem.

Na szczęście były jakieś trzeźwe, zamyślone głosy. Na przykład sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział: „Trzeba reagować ostrożnie, trzeba dokładnie sprawdzić, jak doszło do incydentu, ważne jest, aby dokładnie ustalić fakty”. Z kolei polskie MSZ stwierdziło, że pociski zostały „rosyjskiej produkcji”. Tak po prostu. Ale gdyby mogli dokonać oględzin szczątków, mogliby powiedzieć, czy były to pociski ofensywne, czy przeciwlotnicze. To nie ma znaczenia. Jeśli to pierwsze, to bardziej prawdopodobne jest, że zostało wystrzelone przez Rosjan, jeśli to drugie, to może bardziej Ukraińcy. Ale wszystko, co napisali, to było, że  „rosyjskie”. Prezydent Polski Andrzej Duda starał się nieco uspokoić nastroje, stwierdzając, że w tej chwili „nie ma jednoznacznych dowodów na to, kto wystrzelił pociski”.

Pentagon oznajmił we wtorek, że Stany Zjednoczone potwierdzają doniesienia prasowe, że dwie rosyjskie rakiety uderzyły w Polskę w pobliżu granicy z Ukrainą, „ale w tej chwili nie mogą tego w pełni potwierdzić”. Ale przynajmniej nie twierdzili, że są to Rosjanami. To też coś. Prezydent USA Biden najpierw przeczytał w gazecie, że jest mało prawdopodobne, aby pocisk został wystrzelony z Rosji. Później powiedział: „Istnieją przesłanki, że pocisk, który uderzył w Polskę we wtorek i zabił dwie osoby, był ukraińskim pociskiem przeciwlotniczym”.

Wow!

Wygląda więc na to, że o ile niektóre zachodnie gazety, wojenne jastrzębie i politycy śmieciowi wypowiedzieliby wojnę Rosjanom od razu, domagając się zemsty i odwetu, to nie rosyjskie, ale ukraińskie rakiety zabiły dwóch polskich rolników – przynajmniej według prezydenta USA. A jeśli ta druga wersja się wydarzyła, to znaczy, co następuje: Ukraina zadała Polsce cios. Dwóch obywateli państwa członkowskiego NATO zostało zamordowanych. W przypadku takiej zmiany okoliczności, co z tym konkretnym piątym artykułem? Czy łotewska minister obrony, i inni krwiożerczy, podżegający „stratedzy” zaczynają żądać, abyśmy użyli nasze wojska przeciwko ukraińskiemu marionetkowemu państwu, które Zachód uzbroił do szpiku kości? W końcu do tej pory bezczelnie obiecywali, że każdy centymetr kwadratowy państwa członkowskiego NATO będzie chroniony, niezależnie od kosztów.

Oczywiście nie jest bez znaczenia, czy był to wypadek, czy celowa prowokacja. Czy pocisk „zgubił się”, czy został wystrzelony bezpośrednio na terytorium Polski. Ze swojej strony nie wykluczyłbym niczego. Czy pamiętacie incydent z marca, kiedy radziecki dron rozpoznawczy Tu-141 Strizs wylądował na Węgrzech i rozbił się w Zagrzebiu? A potem okazało się, że są na wyposażeniu już tylko w armii ukraińskiej, a nie rosyjskiej. Wskazywał na to fakt, że po incydencie zapanowała wielka cisza. Wydaje się, że jeśli Ukraińcy strzelają – to albo „przypadkowo”, albo po to, by wplątać NATO w wojnę, oskarżając o to Rosjan. Nie ma znaczenia, kto naruszył naszą przestrzeń powietrzną, kto zagroził ludności cywilnej kilku krajów NATO swoim przeterminowanym złomem.

Tymczasem ktoś wysadza gazociąg Nord Stream, a prezydent Serbii Vučić mówi wymownie: „Wszyscy wiedzą, kto przeprowadził ten atak, ale udajemy, że jesteśmy głupi, żeby nie zaszkodzić interesom kraju”. Niektórzy ludzie chcą bezpośredniej wojny NATO, jeszcze więcej wojny, więcej cierpienia. Dlatego podżegają. I kto wie, czy ich kolejna prowokacja się nie powiedzie.

W pewnym sensie tak samo działają przeciwko nam. Gwendoline Delbos-Corfield, kłamliwa, antywęgierska reporterka, napisała przed chwilą na Twitterze: sytuacja na Węgrzech jest alarmująca, więc UE musi przyjąć wobec nas znacznie ostrzejsze stanowisko, a także należy wszcząć procedurę z artykułu siódmego. Nie wystarczy więc odebrać należne nam środki unijne (i przekazać je Ukrainie), musimy też odebrać nam prawo do głosowania. A belgijski liberał Guy Verhofstadt zacisnął zęby: „Szantaż jest cyniczną i lekkomyślną grą Orbana, ponieważ pozwoliliśmy mu ujść na sucho. Być może będzie lepiej, jeśli Orbán opuści Unię Europejską, a zamiast niej dołączy Zełenski”.

To te nieskończenie prymitywne, krwiożercze, nieodpowiedzialne postacie przewodzą teraz Zachodowi, popychając go w kierunku zagłady świata. Musimy stanąć im na drodze.

Tamas Pilhal

Za: „Magyar Nemzet”

Fot. Tydzień Patriotów w Rydze (fot. profil fb Artisa Pabriksa)

Redakcja