OpiniePolskaWaćkowski: Kaczyński nie jest żadnym strategiem

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Jarosław  Kaczyński,  zarówno  przez  zwolenników,  jak i  przeciwników,  jest  uznawany  za genialnego stratega. Wszyscy uważają, że dzięki swemu geniuszowi jest panem i władcą na prawicy.

Panowanie na prawicy wychowanka politycznego Jana Józefa Lipskiego wynika przede wszystkim z tego, że błędnie uznaje się za prawicowych, czasem nawet narodowych, polityków o trockistowskim rodowodzie,  jak  Antoni  Macierewicz  czy  Jan  Olszewski.  Nad  autentycznymi  liderami  obozu patriotycznego Jarosław Kaczyński góruje z powodu ich kłótliwości. Przy okazji planów przesunięcia wyborów samorządowych  po raz kolejny wyszło, że Kaczyński nie jest genialnym strategiem, bo nie jest tajemnicą, kto podejmuje decyzje w PiS.

Błędy 2019 roku

Kaczyński  popełnił  błędy  w  strategii  wyborczej  przy  okazji  poprzednich  wyborów parlamentarnych. Kilka miesięcy wcześniej przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku  mówiło się, że wybory odbędą się 13 października 2019, a rządzący PiS wraz z prezydentem Andrzejem Dudą będą chcieli maksymalnie skrócić czas na zbiórkę podpisów, co skutkowałaby krótszą kampanią wyborczą. Nawet premierowi Mateuszowi Morawieckiemu wyrwało się kilka miesięcy wcześniej w jednej wypowiedzi, że wybory odbędą się 13 października.

Prawo i Sprawiedliwość jako pierwsza partia w Polsce uzyskała samodzielną większość w parlamencie. Wielu ludzi jednak zapomina, że PiS nie uzyskał większości dzięki rekordowemu poparciu (zarówno PO, jak i SLD uzyskiwało wyniki powyżej 40%, a PiS uzyskał w 2015 roku 37,58%), a rekordowej liczbie głosów na partie, które nie przekroczyły progu wyborczego 5% lub 8%. Na ugrupowania, które nie brały udziału w podziale mandatów padło 16,62% głosów.

W 2019 roku był wyjątkowo krótki czas na zbieranie podpisów pod listami wyborczymi – około 2,5 tygodnia. Wielu ekspertów mówiło, że w ten sposób partia rządząca chciała unieszkodliwić Konfederację, opozycyjną  wtedy  wobec  PiS. Gdyby  Jarosław Kaczyński myślał logicznie, postąpiliby zgoła odwrotnie. Dążyłby do tego, ażeby jak najwięcej małych komitetów zarejestrowało się w całej Polsce lub w kilku okręgach wyborczych. W 2019 roku było jedynie 5 ogólnopolskich komitetów, z czego jedynie Konfederacja i PSL nie były pewne wejścia do Sejmu. Zakładając wówczas optymistyczny scenariusz dla PiS, że obydwa ugrupowania będą minimalnie pod progiem wyborczym, łączny wynik Konfederacji i PSL byłby poniżej 10%.

Gdyby Jarosław Kaczyński był tak genialnym strategiem, dążyłby do ułożenia terminarza wyborów w  taki  sposób, aby nawet  Marek  Jurek zarejestrował  listy w całym  kraju, nie na zaświadczenie, a na podpisy. Ostatecznie PiS zdobył samodzielną większość. Jednak po odejściu Gowina ma chwiejną większość i Kaczyński musi rozmawiać z Pawłem Kukizem.

Błąd z Senatem

Prawo i Sprawiedliwość straciło większość  w Senacie.  Liberalna  atlantycka  opozycja z PO, PSL, SLD w wyborach do Senatu w większości okręgów wystawiała wspólnego kandydata. Także i wyborach do Senatu krótki czas na podpisy doprowadził do utraty większości w Senacie przez PiS. Ordynacja w wyborach do Senatu jest jednoturowa ,a zwycięzca bierze wszystko.

Teren Górnego Śląska od lat jest bastionem PO – szczególnie takie miasta, jak Chorzów, Siemianowice Śląskie, Świętochłowice. W tych miastach PO uzyskuje wyniki na poziomie Poznania czy najbardziej liberalnych dzielnic Warszawy. Kandydatem PO i przystawek w okręgu obejmującym Chorzów, Piekary Śląskie, Rudę Śląską, Świętochłowice, Siemianowice Śląskie był działacz Śląskiej Partii Regionalnej Henryk Mercik (uczciwe trzeba przyznać – kandydat bardzo merytoryczny i wolny od  antypolskich  wypowiedzi).  Prawo  i  Sprawiedliwość  wystawiło  Dorotę Tobiszowską, żonę współodpowiedzialnego za zniszczenie polskiego górnictwa Grzegorza Tobiszowskiego. Henryk Mercik oficjalnie był kandydatem Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska – PO, N, IPL i Zieloni. Szokiem  dla  wielu był  start związanego wiele lat z  PO byłego prezydenta Świętochłowic (do 2018 roku) Dawida Kostempskiego (za start w wyborach został wykluczony z PO). Za Kostempskim ciągnie się wiele spraw, jednak ani w  2019 roku ani  teraz nie został skazany  w  żadnej z nich. Przy Dawidzie Kostempskim  na  karcie  do  głosowania  była  adnotacja Komitet Wyborczy Wyborców Koalicja Obywatelska Dawid Kostempski.

Zawsze z politowaniem traktowałem ludzi emocjonujących się sporem PO z PIS (rewers i awers tej samej monety). Bardzo mnie bawiło jak będąc w komisji wyborczej niektórzy ludzie eksponowali gadżety sugerujące, że są anty-PiS zaznaczali na karcie do głosowania nazwisko Kostempskiego robiąc  przysługę  PiS. Ostatecznie nieoczekiwanie  mandat zdobyła Tobiszowska, zdobywając 38,35%, Mercik zdobył 27,86%, Kostempski – 19,75%. Prosta matematyka mówi nam, że gdyby nie było Kostempskiego na karcie do głosowania, bezapelacyjnym zwycięzcą byłby Mercik.

Po za okolicami Lubina także województwo dolnośląskie nie należy do łatwych dla PiS. W okręgu obejmującym Jelenią Górę, powiat kamiennogórski, powiat złotoryjski, jaworski, powiat jeleniogórski mandat zdobył Krzysztof Mróz, zdobywając 39,68%, kandydat liberałów Jerzy Pokój zdobył 38,75%,a kandydat Polskiej Lewicy Kazimierz Klimek – 21,58%. Wielu wyborców SLD mogło skojarzyć Polską Lewicę z SLD i zagłosowało na Klimka, dzięki temu kandydat PiS wygrał.

Strategia Kaczyńskiego na wybory parlamentarne w 2019 roku okazała się błędna. Przez błędną strategię – krótki czas na zbiórkę podpisów – PiS stracił większość w Senacie, a także uzyskał minimalną większość  w  Sejmie. Duża liczba kandydatów rozbijałaby głosy przeciwników, wprowadzałaby dezorientację wśród wyborców „konkurencyjnych” partii.

Oczekiwanie na nowe siły

Gdyby Kaczyński był genialnym strategiem, dążyłby do skrócenia kadencji parlamentu, a nie wydłużał kadencje samorządów. Inflacja, obłąkana polityka zagraniczna PiS będzie skutkowała odpływem wyborców.

Część wyborców PiS zostanie w domu, a część uwierzy neoliberałom i innym atlantystom-międzymorzanom.  Utrata  poparcia  i  prawdopodobnie  utrata  władzy  doprowadzi  do porażki w wyborach samorządowych. Klęska PiS w najbliższych elekcjach może doprowadzić  do dekompozycji  ugrupowania rządzonego przez Jarosława Kaczyńskiego. W przyszłym parlamencie prawdopodobnie zabraknie liberalnych narodowo-atlantyckich polityków pokroju Krzysztofa Bosaka czy Roberta Winnickiego.

Klęska PiS i narodowych atlantystów może doprowadzić do tego, że zrobi się miejsce na polskiej scenie politycznej dla partii patriotycznej, prospołecznej i wielosektorowej.

Kamil Waćkowski

Redakcja