OpinieRękas: Powiernictwo Kresowe. O kresową politykę realną – polemika

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Gdy ktoś czyni polskiej pamięci o Kresach Wschodnich zarzut, że nie jest dość polityczna, że obraca nas w przeszłość, że więcej w niej poezji, nostalgii i sentymentalizmu, a zbyt mało twardego stąpania po gruncie interesu narodowego – ten ma oczywiście wiele racji. Więcej nawet, z takim podejściem powinien od razu zgłosić się do Powiernictwa Kresowego, bo to my właśnie czynnie i aktywnie ściągamy kresowość z płócien Gersona, Ordy Brandta, Marszewskiego i Alchimowicza, zamieniając sprawę tę w konkret i politykę polską.

Mierzmy zamiary według sił

Politykę, uściślijmy, w skali ludzkiej, czyli jedynie realnie dostępnej i możliwej. Bo co to są za wielkie programy, które biorą się za bary z globalnymi zmianami cywilizacyjnymi, prorokują przemiany ludzkości, wieszczą nowe role polskie – a nie potrafią zająć się prostą sprawą: dlaczego rodzina polska, mająca wszelkie akty własności i uporządkowaną sytuację spadkową, nie może dostać godziwego odszkodowania za odebranej jej bezprawnie mienie, na które dokumenty te opiewają?

Tylko tyle, zanim Szanowni Koledzy obalą neoliberalny kapitalizm, odzyskają polską niepodległość, stworzą system sprawiedliwości społecznej czy co tam im się jeszcze marzy – bardzo proszę, niech swój wielki potencjał i zdolności wykorzystają, by pomóc w celu konkretnym. Odzyskaniu polskiej własności na Kresach. Bo to jest i realne, i możliwe, i pożyteczne wreszcie. Także dla tych tysięcy jednostek, z których składa się naród polski. Nie polemizując bowiem z przydawaniem mu podmiotowości wspólnotowej, widząc dziedzictwo pokoleń i samodzielną wartość – nie możemy też przechodzić do porządku nad pogodnym „ha, furda, że tysiącom polskich rodzin dzieje się krzywda, bo abstrakt narodowy jest ważniejszy!”. Nie, to są rzeczy nierozdzielne.

Pamięć przeciw wykorzenieniu

A więc – konkrety. Tak, istnieją sentymenty kresowe. I pamięć po naszych dawnych ziemiach. Takie same uczucia i emocje istnieją bodaj w każdym społeczeństwie, które w ciągu ostatnich wieków zmieniało miejsce zamieszkania, było przeganiane i grodzone nowymi granicami. Ta pamięć nie jest i nie musi być obciążeniem – raczej wprost przeciwnie, może chronić przed wykorzenieniem, depolonizacją, tworzeniem pokoleń bez właściwości, czyli zagrożeniami jak najbardziej w narodowym, wspólnotowym wymiarze. Tak czy inaczej, jednak tę robotę robią towarzystwa miłośników poszczególnych ziem kresowych, społecznicy, zapaleńcy, wydawcy książek, organizatorzy wycieczek itp. Działają, bardziej niż rzadko wyciągają ręce po publiczne pieniądze – choć powinni i na nie zasługują. Słowem, nie ma co ich mieszać do sporów politycznych. Chyba, że ktoś zamierza też kręcić nosem, że jedni kochają Kociewie, inni uwielbiają Bieszczady, a jeszcze ktoś inny zostawił swe polskie serce na Grodzieńszczyźnie.

Jacy Piastowie, gdzie ci Jagiellonowie?

No dobrze, ale polityka oczywiście się do kresowości się wtrąca, jak to do wszystkiego w Polsce. Głównie poprzez pouczanie czemuż to Kresami zajmować się nie należy. Anachronicznie bywa to nazywane „sporem koncepcji piastowskiej z jagiellońską”. Cóż za pokłady optymizmu w używających tego skrótu! Jakie spory, jakich koncepcji, skąd się Koledzy urwali? Gawędzimy sobie na marginalnych, przyznajmy, stronach internetowych, nasze zasięgi w najbardziej gorących okresach sięgają może stu tysięcy zainteresowanych. Tymczasem główny nurt płynie sobie od medialnej awanturki, do telewizyjnej ustawki, w sposób dyktowany przecież spoza Polski. Gdyby tu naprawdę istniała jakaś prawdziwa, samodzielna koncepcja polityki zagranicznej i pozycji międzynarodowej Rzeczypospolitej, to należałoby na nią chuchać i dmuchać, choćby patronował jej szewczyk Dratewka!

To dlatego właśnie nie widzę sensu w rytualnych egzekwiach endecko-piłsudczykowskich i wzruszam ramionami (życzliwie) gdy trzyosobowa grupa uczciwych marksistów polskich mierzy się w ideowej debacie ze złożoną z czterech zawodników drużyną narodowych polskich liberałów. Fajnie, że ktoś w ogóle jeszcze myśli. Tak, wiem. Nie ulegając głównonurtowym modom i zmyłom należy tworzyć programy, traktować się poważnie, dawać świadectwo i pokazywać, że istnieje alternatywa. Aż może kogoś kiedyś oświeci. Może, tak, czemu nie. Tylko czemu nie zrobić przy okazji czegoś pożytecznego?

Lepsze życie dla Polaków

Nie wierzyłem i nie wierzę w wielkie wyzwolenia dusz, ciał i umysłów. Za zupełnie rozsądny poziom osiągnięć uważam czynienie z naszych gmin czy miejskich dzielnic troszkę lepszych miejsc dla polskiego życia. A lepsze życie – to także własność, dochód, pieniądze dla polskich rodzin, osłabianie coraz dotkliwszych materialnych ciosów zadawanych Polakom. To Koledzy, bez urazy, jesteście romantykami i pięknoduchami, może i wiedzącymi znakomicie co w której książce napisał kolejny profesor Dupersztangier, ale niekoniecznie czemu tyle kosztuje bilet autobusowy, skąd się biorą kolejki u lekarzy, dlaczego i jak bardzo jeszcze zdrożeje gaz. Aha i wyraźnie nie kojarzycie po co ludziom własność prywatna. Na to ostatnie odpowiem – by żyć i mieć choćby minimum niezależności. Jak chcecie namawiać ludzi do myślenia, gdy mają być pozbawieni takiego marginesu, gwarantowanego przez własność? Także polską własność na Kresach.

Powiernictwo Kresowe – Kresy jako interes, nie sentyment

Bo do znudzenia powtarzam. Ani Powiernictwo Kresowe, ani ja sam nie przewracamy granic, ani się tym w ogóle nie zajmujemy. Nasza organizacja jest czapą dla pracujących pro bono prawników opracowujących wnioski właścicieli polskich majątków, które po skompletowaniu są kierowane do odpowiednich sądów na Ukrainie, Litwie, Łotwie – a także w Polsce, gdzie sprawy tej pozostawionej własności ani razu mimo obietnic nie załatwiono. Nie uczyniły tego ani republiki sowieckie, białoruska, litewska ani ukraińska, choć to one były do tego zobowiązane tzw. umowami republikańskimi z państwem polskim. Nie zrobiono tego w PRL ani nie przeprowadzono w III RP, bowiem tak zwane uregulowanie kwestii mienia zabużańskiego było, łagodnie mówiąc, bezprawiem i rozbojem w biały dzień. Naruszano wszystkie procedury administracyjne, zmuszano Kresowian do znajdujących się poza ich zasięgiem kwerend archiwalnych na Wschodzie, następnie bezprawnie odbierano, właściwie kradziono przedkładane dokumenty. A wypłacano, jeśli w ogóle, jakieś grosze, bez żadnego związku z realną wartością utraconej własności.

Inni odbierają – ty, Polaku, ani się waż!

Tymczasem w III RP rozdawnictwo trwało w najlepsze. Gminom post-żydowskim oddawano szpitale, szkoły, gmachy publiczne, które nigdy nie należały do związków wyznaniowych. Po kamienice zgłaszały się wypasione kancelarie prawne, demonstrując akty własności z niewyschniętym jeszcze atramentem, pieczątką wydziału konsularnego ambasady w Tel Awiwie i podpisem 120-letniego „spadkobiercy”. Oddaliśmy im hektary miast. Ale nie, my swojego nie odbierzemy, my ponad to, my nie z takich…! Super, tylko potem niech ci nie-tacy niech nie dociekają czemu wokół tyle polskiej biedy.

A byłaby to przecież godziwa wymiana. Za utrzymywanie 4 milionów ukraińskich przesiedleńców w Polsce – czemu nie odzyskać od Ukrainy tego, co i tak prawnie się Polakom należy? Za militarną obronę istnienia Republik Litewskiej i Łotewskiej, grzanie ich i oświecanie – polska reprywatyzacja. Co w tym wygórowanego i nienormalnego? Inni się przecież nie krępują, ofiary Holokaustu silne amerykańskim poparciem wyrywają, co się da. A my co, nadal nic? Jeszcze krytykować?

Kulawa, pełna afer, oszustw, sitwiarstwa, a często i ludzkich dramatów, reprywatyzacja w Polsce również nie może być argumentem przeciw restytucji na Kresach. Znów – przeciwnie, przecież ofiarami afer z przejmowanymi przez bandytów kamienicami byli bardzo często potomkowie tych przygnanych zmianami granic, którzy za domy i gospodarstwa pozostawione na Wschodzie nie dostawali żadnej własności, tylko nakaz kwaterunkowy, albo dzierżawę działki na Ziemiach Zachodnich. Ani to uczciwe, ani nie było ekwiwalentne. I teraz też nie jest, gdy najpierw wywala cię z mieszkania gangus z oparciem w Ratuszu, a potem jeden z drugim poucza, żebyś się nie ważyła odzyskać dziadkowej kamienicy w Wilnie czy Lwowie. Wiecie co najlepiej byłoby zrobić z takim poradnictwem?

Bogactwo polskości

Bo nie, restytucja Kresów to nie jest wcale sprawa hrabiów i dziedziców. Przeciwnie, ci sobie już w sporej mierze poradzili. Ogromną większość wśród zgłaszających się do Powiernictwa stanowią potomkowie drobnych właścicieli, których ojcowizna to kilku – kilkunastohektarowe gospodarstwa, apteki, małe miejskie domki, apteki. Pewnie, są też kompletne teczki pozostawionych pod Charkowem kopalni miedzi. Ale polskość na Kresach była zróżnicowana, znakomicie oddając przekrój naszego narodu, co przeczy skądinąd tezie, jakobyśmy stanowili na Wschodzie tylko garstkę wyalienowanych, wielkopańskich elit. Otóż nie, to jest naród, w całym swym bogactwie doświadczeń i życiorysów. Nie abstrakt. Nie wiem jakimi Koledzy są narodowcami. Ja takim, który widzi naród w Polkach i Polakach, i to Polaków problemy stara się rozwiązywać.

A jeśli już ktoś chce dziejopisarskich bajań…  Polityka piastowska? Chętnie, poproszę. Może będzie łatwiej, bo to już zakres Korony Królów z przyległościami. Oto 7 kwietnia 1340 roku, po śmierci Bolesława Jerzego II, piastowskiego księcia halicko- włodzimierskiego, jego legalny dziedzic i następca, Kazimierz Wielki został Panem i Dziedzicem Rusi, co potwierdził ze swego ośrodka tamtejszej władzy, ze Lwowa, przyłączonego odtąd do Korony Polskiej. Tak, poproszę taką polską politykę piastowską. Odrywając się zaś od historii – tak, po przeszło trzech dekadach rabunkowego pozbawiania Polaków własności publicznej i prywatnych oszczędności odzyskanie tego, co się naszym rodakom prawnie należy, to nie kwestia „fundamentów neoliberalizmu”, tylko polskiej racji stanu. Bo na czym mamy budować niepodległość gospodarczą, jeśli właśnie nie na polskiej własności?

Solidaryzm golców i pryncypializm naiwnych nie oddadzą nam państwa, ani nie wzmocnią narodu. Powiernictwo i ja proponujemy w zamian narodowy pozytywizm, zbudowany m.in. na kresowej polityce realnej. Zainteresowanych działalnością Powiernictwa Kresowego zapraszam do śledzenia naszego kanału na komunikatorze Telegram: https://t.me/PowiernictwoKresowe

Konrad Rękas

Redakcja