OpiniePrzypadek Salmana Rushdiego

Redakcja2 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

W piątek prowokator i brytyjski pisarz pochodzenia indyjskiego Salman Rushdie został zaatakowany tuż przed wykładem, który miał wygłosić w mieście Chautauqua w stanie Nowy Jork w USA.

Został dźgnięty w szyję i brzuch. Jest podłączony do respiratora, ma uszkodzoną, wątrobę i układ nerwowy w jednej ręce. Straci najprawdopodobniej również oko. To oczywiście jest złe. Ale nie oznacza to automatycznie, że autor czynił dobro. Salman Rushdie jest autorem wydanej w 1988 roku bluźnierczej książki „Szatańskie wersety”. Od tego czasu otrzymywał groźby.

Rushdie dla mnie jest tym samym co zmarły rok temu duński ilustrator Kurt Westergaard. Ten był autorem obrzydliwej serii karykatur Mahometa, które po opublikowaniu w 2005 roku w dzienniku „Jyllands-Posten” wywołały protesty społeczności muzułmańskiej na całym globie. Obaj są dla mnie częścią tej machiny, która działała na rzecz konfliktowania świata postchrześcijańskiego z światem islamu dawnej w interesie USA a dzisiaj coraz częściej globalnych korporacji.

Zawsze mnie śmieszy ta niemoc, gdy trzeba zdefiniować obrazę muzułmanów lub chrześcijan, i tę dziwną łatwość gdy przychodzi zdefiniować np. antysemityzm czy homofobię. Z ogromnym zdziwieniem zauważyłem, że kilku Kolegów z lewej i z prawej strony sceny politycznej broni tego typu działania i myślenia. Robi to pod pretekstem krzewiciela świeckości (po lewej) i walki z islamem (po prawej).

Musimy być zdecydowanie bardziej ostrożni w tym co serwują nam media. Zderzenie cywilizacji, ku któremu popychają nas strażnicy Liberalnego Globalnego Kapitalizmu w interesie korporacji, USA i Izraela ma kilka poziomów perfidii. Jednym z nich jest zderzenie wartości i antywartości. W imię liberalnego bełkotu o wolności próbuje się szyderstwo i obrzydliwości wynieść na wyżyny sztuki. W krajach popisujących się swym rzekomym liberalizmem dopuszcza się prowokacje polityczne w formie bluźnierstw. To dzieje się również w Polsce. Kilka lat temu znieważono i obrażano muzułmanów publikując wspomniane karykatury. Obrażano i lżono muzułmanów ostentacyjnie, świadomie i wielokrotnie.

Wtedy wielu katolików myślało – nas to nie obchodzi, przecież nie o nas – bardzo się mylili o czym już wtedy pisałem. Za chwilę pojawiły się pseudoartystyczne rzeźby i rysunki szydzące z katolicyzmu. Happeningi wylewające rzygowiny na polskość. Obleśne i obrzydliwe spektakle atakujące tradycję. Marsze, parady i manifestacje plujące na naszą historię i rodzinę. Nic nie dzieje się bez przyczyny. To działania świadomych funkcjonariuszy swych środowisk. To są prowokatorzy realizujący scenariusze napisane przez możnych i wpływowych. To ma rozmiękczać sumienia i zamazywać granice dopuszczalności. To wszystko wyrasta z ideologii liberalizmu i niszczenia tradycji. To pochwała niesprawiedliwości i promocja pogardy dla inaczej wierzących i myślących. To musi budzić sprzeciw.

Myślmy samodzielnie. Przeciwnik boi się że można połączyć społeczno-gospodarcze lewicowe poglądy z obroną Polski, normalności, rodziny i naszych tradycji. Wolność musi znaczyć odpowiedzialność.

Łukasz Marcin Jastrzębski

Na zdjęciu: Salman Rushdie (drugi z lewej) podczas spotkania z premierem Izraela Szymonem Peresem (wikipedia commons)

 

Redakcja