RecenzjePolski marksizm wciąż żyje

Redakcja4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Czy marksizm nadal może być inspirujący, a dziedzictwo niemieckiego filozofa z XIX wieku może pomóc nam jeszcze rozumieć współczesny świat?

W poszukiwaniu odpowiedzi na takie pytania, ale i szereg innych równie frapujących innych kwestii, warto sięgnąć do lektury najnowszej książki szczecińskiego filozofa, prezesa Stowarzyszenia Marksistów Polskich, prof. Jerzego Kochana. Niezależnie od naszych poglądów na temat roli marksizmu w historii, często zresztą wynikających z powielania błędnych kalek i stereotypów, to lektura bez wątpienia ciekawa.

Jak przystało na intelektualistę prawdziwej, bezkompromisowej lewicy, Jerzy Kochan przypuszcza celny i ostry atak na formację neoliberalną kształtująca od kilku dekad nasz świat. „Kosmopolityczny kapitał miesza na naszych oczach w jednym garze narody, religie, państwa, języki, kultury, tradycje, cywilizacje i zabobony na skalę przemysłową, zbrojny w środki masowego przekazu informacji w stopniu nieznanym dotąd w historii ludzkości”  (s. 21) – pisze. Ten tygiel, bezkształtna mieszanka wcale nie wzbudza jego entuzjazmu, bo prowadzi do dodatkowej, jeszcze większej alienacji jednostki. Interesujące w tym kontekście jest zniuansowane podejście autora do narodu i świadomości narodowej. Kochan omawia dorobek niektórych polskich marksistów, co ciekawe, szczególną uwagę zwracając na tych z nich, którzy do sprawy tej podchodzili w sposób nieszablonowy. Jest wśród jego inspiracji jeden z ideologów syjonistycznych tworzących na terenie Polski, Dow Ber Borochow, wprowadzający do ideowego obiegu coś na kształt „swoistej syntezy nacjonalności i klasowości” (s. 187).

Źródeł alternatywnego sposobu myślenia, dróg wyjścia z obecnej, neoliberalnej pułapki marksista, jakim jest Kochan, poszukuje nie tylko u Karla Marxa. Sporo miejsca w swej książce poświęca niezwykle zajmującym rozważaniom o Immanuelu Kancie, co ciekawe przypominając przy tym, iż ów myśliciel z obecnego Kaliningradu nie odrzucał systemów religijnych, lecz uznawał je za pożyteczne z punktu widzenia stworzenia instancji pozwalającej na zachowania etyczne, legitymizującej zachowania moralne, przede wszystkim u tych, którym takie nadprzyrodzone uzasadnienie jest niezbędne. Ożywczych prądów myśli poszukuje on także na szeroko rozumianym Wschodzie, odnotowując proces „orientalizacji” nawet świeckiej myśli socjalistycznej, polegający na jej syntezie z ludowością, przede wszystkim w krajach, gdzie silne były ruchy narodowowyzwoleńcze, ale także w Polsce Ludowej.

Wydawać by się mogło, że obecna epoka sprzyja możliwości ekspresji, choćby w kulturze, w której pluralizm estetyk, ale i poglądów jest jednym z podstawowych, deklarowanych standardów. Okazuje się jednak, że to nieprawda – tutaj również system wyznacza granice wolności: „otwartość na zindywidualizowaną różnorodność transgresji kończy się bowiem w momencie niebezpieczeństwa ich przejścia w groźne obszary destabilizacji systemu” (s. 64). Podobnie rzecz wyglądała z różnymi ruchami protestu czy formacjami reprezentującymi mniejszości, które zostały inkorporowane do systemu. „Kapitalizm połknął te ‘rewolucyjne’ zmiany, jak połknął tez pigułkę antykoncepcyjną, i połknął je dlatego, że pojawienie się takich pól konfliktów, transgresji i ich ostatecznej akceptacji wytycza zastępcze, bezpieczne płaszczyzny konfliktów.

Przykrywają one to, co istotne” (s. 166) – pisze Kochan, prezentując tym samym trzeźwą ocenę uchodzących za lewicowe postulatów emancypacyjnych rożnego rodzaju mniejszości, które niosą za sobą przedkładanie obrony praw owych mniejszości ponad zmagania o poziom bytu większości. „Wyznacznikami ‘prawdziwej lewicowości’ okazuje się więc stosunek do kwestii kobiecej, homofobii, środowiska naturalnego… ale już nie do klas społecznych, rewolucji socjalistycznej, religii, tworzenia lewicowych partii politycznych” (s. 204) – utyskuje szczeciński filozof.

Podobny systemowy gorset obowiązuje również w mediach, będących częścią aparatu ideologicznego panującego systemu. To one, zwraca uwagę Jerzy Kochan, narzucają nam tematy, którymi mamy się zajmować i interesować, całkowicie przemilczając tematy tak naprawdę z punktu widzenia masowych odbiorców najistotniejsze. Dlatego przytacza tu przykład Andrzeja Leppera, który – niezależnie od zadawanych mu przez dziennikarzy pytań – mówił o zagadnieniach, które uznawał za kluczowe. Taka właśnie powinna być taktyka wykorzystania współczesnych środków masowego przekazu: „jeśli już dopadnie nas jakiś dziennikarz z mikrofonem czy kamerą, to mówmy nie na temat” (s. 140). Problem polega jednak na tym, że zazwyczaj nas w takim przypadku owe media będą całkowicie ignorować: to one mają monopol na określanie ram debaty publicznej.

Jednym z podstawowych, często przesadzonych zarzutów wysuwanych pod adresem marksizmu był jego determinizm, przekonanie o nieuchronności kolejnych etapów dziejowych, zastępowalności formacji społeczno-ekonomicznych. Tymczasem determinizm jeszcze bardziej bezwzględny i ignorujący rzeczywistość widoczny jest właśnie we współczesnej myśli kapitalistycznej, choć określenie „myśl” może być tu nieco na wyrost, bo mamy często do czynienia po prostu ze zbiorem w żaden sposób nieuargumentowanych haseł. Pamiętamy „nie ma alternatywy” (ang. there is no alternative, TINA) z Wielkiej Brytanii doby thatcheryzmu, przypominamy sobie Francisa Fukuyamę i ogłoszony przez niego „koniec historii”. Choć rzeczywistość ewidentnie przeczy wszystkim tego rodzaju twierdzeniom, nadal mają one obowiązująca klauzulę w debacie publicznej i nauce: „Cokolwiek może zablokować ujawnienie historycznej skończoności kapitalizmu, cokolwiek może naukowo dowieść, że ‘inny świat jest możliwy’, jest na wszelkie możliwe sposoby blokowane z wykorzystaniem wszystkich możliwości ideologicznych aparatów państwa” (s. 51). Ideologia neoliberalna jest uniwersalistyczna, podobnie jak uniwersalistyczne religie, nie znosząca jakiejkolwiek konkurencji; „kto podważa uniwersalizm, staje się wrogiem wszystkich posługujących się uniwersalizmami. Wrogiem niebezpiecznym” (s. 61).

Neoliberalizm coraz częściej łączy się z metodami nie mającymi nic wspólnego z pozostającą wciąż na poziomie jego „firmowych” sloganów demokracją. Jego codzienną praktyką stało się „kupowanie władzy przez kapitał, mizerna frekwencja wyborcza i wszechobecna przemoc dyktatury burżuazji, która wykorzystuje państwo do wprowadzania nieustającego stanu wyjątkowego, kreuje terroryzm państwowy i indywidualny, aby w jego cieple łamać prawa obywatelskie i redukować nawet tę ułomną demokrację dyktatury burżuazji do postaci zarządzania społeczeństwem wprowadzonym w nieustający stan chaosu i szoku” (s. 53) – pisze szczeciński marksista, wskazując na dokonujący się na naszych oczach całkowity uwiąd instytucji demokratycznych, nawet w ich dotychczasowym, nierzadko iluzorycznym wydaniu.

Podobnie wygląda sytuacja z wolnością, o której powoli możemy zapominać, nawet w jej umiarkowanym, klasycznie liberalnym rozumieniu. W tym sensie, zdaniem autora, nadal trwa XX wiek, który tej wolności człowieka położył kres. Powołuje się tu, co ciekawe, na jednego z głównych teoretyków liberalizmu spośród filozofów polityki, Isaiaha Berlina, który „oskarża cywilizację XX wieku, która niszczy wolność indywidualnego podmiotu” (s. 122).

Wzorzec demokracji, za który uważane były powszechnie Stany Zjednoczone, jest od tej demokracji w istocie chyba najbardziej oddalony. „Czy za demokratyczny może uchodzić kraj, który posiada około tysiąca baz wojskowych na prawie wszystkich kontynentach i dla którego wojna jest codziennym sposobem sprawowania kontroli, dominacji i zapewnienia wyzysku na całym prawie świecie? A może mamy tu raczej do czynienia ze zmilitaryzowanym kapitalistycznym społeczeństwem wojny i militaryzmu, swoistą formą organizacji i panowania kompleksu militarno-przemysłowego w wymiarze globalnym?” (s. 223) – pyta retorycznie autor.

Cała powyższa krytyka systemu neoliberalnego dotyczy również, a może wręcz szczególnie, Polski. „Polska stała się krajem najbardziej proamerykańskim, a chyba nawet neoliberalnym, w sensie politycznym” (s. 158-159). Jest to w dużym stopniu związane z jej rolą na arenie międzynarodowej, z bezapelacyjnym podporządkowaniem miejscowej klasy politycznej Waszyngtonowi. To m.in. dlatego dochodzi w naszym kraju do prób kryminalizacji i penalizacji poglądów alternatywnych, kwestionujących obrany kierunek polskiej polityki zagranicznej i model gospodarczy kapitalizmu. Bezdyskusyjnie i bezrefleksyjnie proamerykański charakter polityki zewnętrznej ujawnił się szczególnie wyraźnie przy okazji kryzysu ukraińskiego trwającego od 2014 roku. Jerzy Kochan zajmuje wobec niego stanowisko zdecydowanie odmienne od tego, które panuje w głównym nurcie, również na lewicy. Dostrzega kluczowe momenty kształtowania się świadomości narodowej współczesnej Ukrainy, zauważając m.in., że w okresie istnienia ZSRR istotnym bezpiecznikiem był „patriotyzm radziecki, równie silny jak patriotyzm ukraiński, a przy tym w dużym stopniu niekonkurencyjny wobec niego, lecz raczej uzupełniający i wspierający go” (s. 251).

Organizacja przewrotu, destabilizacja i chaos wprowadzony z zewnątrz na Ukrainie to „przede wszystkim akcja USA mająca na celu rozbicie budowanego przez lata porozumienia europejsko-rosyjskiego z wiodącą rolą współpracy niemiecko-rosyjskiej” (s. 273). Szczeciński filozof poddaje druzgocącej krytyce większość formacji lewicowych w Polsce, określając je mianem „NATO-lewicy” i wskazując, że w istocie są one jednym z elementów legitymizacji istniejącego systemu podporządkowania Warszawy polityce amerykańskiej. On sam formułuje postulat logiczny, aczkolwiek w warunkach polskich wyjątkowo śmiały: „wystąpienie Polski z NATO i intensyfikacja obecności w UE, na podobieństwo Austrii czy Finlandii, umożliwiłoby odseparowanie kraju od haniebnych pokus odgrywania urojonej roli neokolonialnego mocarstwa” (s. 265).

Jaką wizję ładu międzynarodowego preferuje Jerzy Kochan? „Wydaje się, że połączenie Unii Europejskiej z Rosją i innymi państwami postradzieckimi jest logiczną konsekwencją zamiaru tworzenia bloku polityczno-gospodarczego mogącego stworzyć przeciwwagę dla Chin, świata arabskiego i innych powstających centrów światowych epoki policentrycznej, postamerykańskiej. Oparta na rosyjskich surowcach Europa, podobnie jak kooperująca z Unią Rosja, to ciało mogące stawić czoło nowoczesnej globalizacji” (s. 251). W wielu krajach europejskich konieczność stworzenia tej geopolitycznej alternatywy jest czytelna i zrozumiała. Imperium amerykańskie natomiast ze wszystkich sił będzie starało się takiej kooperacji eurazjatyckiej zapobiec, tworząc podziały i konflikty.

Dodajmy, jednym z jego instrumentów w tych działaniach jest Polska i kilka innych krajów naszego regionu Europy. Z tego wynika istota polityki wschodniej realizowanej przez kolejne ekipy rządzące w Warszawie. Kochan nie zostawia na niej suchej nitki: „taka antynarodowa polityka bycia kundlem na łańcuchu przy budzie, szczerzącym bezzębny pysk na Wschód i szczekającym z wielkim zapałem – to nie jest figura patriotyczna. To polityka zgody na instrumentalne wykorzystywanie Polski i narażanie jej na kosztowne straty, niepotrzebne wydatki i rosnące zapóźnienie cywilizacyjne. To polityka nieodpowiedzialna i beznadziejnie głupia” (s. 254).

W przypadku Polski, podobnie jak innych krajów naszego regionu, hegemonia dyskursu neoliberalnego musi opierać się na wyparciu ze świadomości lub całkowitym zafałszowaniu obrazu rzeczywistości okresu Polski Ludowej. Pisząc o jej faktycznych dokonaniach, Jerzy Kochan zwraca uwagę: „realizacja tego wszystkiego w warunkach zacofanej i zdemolowanej przez drugą wojnę światową i nazistowskie ludobójstwo Polski, w warunkach zimnowojennej konfrontacji alternatywnych systemów politycznych i walki światowego kapitalizmu o likwidację ruchu socjalistycznego, walki grożącej w każdej chwili wojną atomową, otóż realizację tych reform, i to w tak wielkim zakresie, można uznać za prawdziwy cud XX wieku” (s. 164). Cud ów stał się, paradoksalnie, możliwy na zgliszczach i ruinach pozostałych po katastrofie II wojny światowej (autor prezentuje tu pogląd zbliżony do Andrzeja Ledera z jego książki o „prześnionej rewolucji”); „wszystko to wyeliminowało, wprost biologicznie, potencjalnych obrońców prywatnej własności, otwierało perspektywy łatwego awansu pokoleniowego, demokratyzowało społeczeństwo, które musiało po tragedii wojny tworzyć w swoistym sensie na nowo inny świat” (s. 221).

Polska Ludowa była zatem, co powinno być dla wszystkich oczywiste, w dużym stopniu wykorzystaną szansą skoku cywilizacyjnego we wszystkich wymiarach. Prezentowanie jej jako źródła obecnego zapóźnienia jest twierdzeniem całkowicie pozbawionym podstaw, a do jego falsyfikacji wystarczy elementarna znajomość historii społecznej i gospodarczej kraju. „Zacofanie cywilizacyjne Polski to nie efekt Polski ludowej, która w rzeczywistości musiała odrabiać wielowiekowe zapóźnienie ziem polskich i organizować skrócony kurs oświecenia, industrializacji i tworzenia narodu” (s. 266) – przypomina Jerzy Kochan.

Przeprowadzono zgodnie z wytycznymi konsensusu waszyngtońskiego proces neoliberalnej transformacji systemowej i gospodarczej po 1989 roku w dużej mierze dorobek kilku dekad PRL zaprzepaścił i zrujnował. Kapitalizm nie mógł powstać bez kapitału, o czym przypominają zresztą nie tylko marksiści i ludzie lewicy, lecz także zwolennicy modelu wolnorynkowego, choćby Witold Modzelewski. Czym rachityczny w naszym kraju kapitał mógł bowiem konkurować z zachodnim, przeważnie korporacyjnym? „Może konkurować w ‘uelastycznieniu’ miejsc pracy, w wypieraniu etatów przez śmieciówki, w okrucieństwie, bezwzględności wyzysku, w zwalnianiu kobiet w ciąży, likwidacji ośmiogodzinnego dnia pracy, w popieraniu bezrobocia, wydłużaniu lat pracy, zakazywaniu tworzenia związków zawodowych” (s. 269-270) – gorzko konstatuje Kochan, zwracając uwagę na główne rysy polskiego neoliberalnego kapitalizmu. Warto zresztą nadmienić, że raczkujący polski kapitał został po kilku latach pożarty przez drapieżne korporacje, sprowadzony co najwyżej do roli taniego podwykonawcy.

Fałszowanie historii najnowszej odbywające się na gigantyczną skalę polega również na posługiwaniu się teorią totalitaryzmu, pozwalającą stawiać znak równości pomiędzy faszyzmem i komunizmem. Rzeczywistym celem tego dominującego dziś ujęcia jest, jak zauważa Jerzy Kochan, „wytwarzanie ideologicznych zasłon poznawczych (zasłon epistemologicznych) stanowiących niezbędny składnik ideologicznych podstaw reprodukcji systemu późnego kapitalizmu” (s. 203). Alternatywa socjalistyczna jest tymczasem deformowana i prezentowana jako zagrożenie dla aspiracji jednostek, uniemożliwiające im indywidualny rozwój, choć w istocie tak przecież nie jest. „Socjalizm oznacza wyłączenie spod reguł gospodarki towarowo-pieniężnej tych podstawowych sfer ludzkiej egzystencji. Zdrowie, wyżywienie, wykształcenie, mieszkanie, dostęp do kultury, wypoczynku…” (s. 242) – stwierdza Jerzy Kochan, podkreślając tym samym, że preferowany przez niego model ma na celu wyrównywanie szans, a nie społeczno-ekonomiczne zglajszachtowanie. Jak pokazuje praktyka polityczna w różnych częściach świata, nie chodzi zresztą o jeden uniwersalny wzorzec ideologiczny. Socjalizmy mogą czerpać obficie z rozmaitych tradycji, powoływać się na bardzo zróżnicowane źródła; „możemy też dostrzec strategiczne sojusze marksistowskiej lewicy i lewicy religijnej, w tym chrześcijańskiej w walce przeciw kapitalistycznemu wyzyskowi i neoliberalnemu pustoszeniu świata” (s. 232).

Jerzy Kochan swoim pisarstwem i działalnością naukową oraz publicystyczną dowodzi, że marksizm w Polsce wciąż żyje i ma się dobrze. Funkcjonuje jednak na obrzeżach debaty publicznej i świata naukowego, choć jeszcze niedawno było całkiem inaczej: „W Polsce, kraju o wielkich tradycjach socjologicznych i wspaniałym dorobku wielkich badaczy, takich jak Kazimierz Kelles-Krauz, Ludwik Krzywicki, Stanisław Ossowski, Julian Hochfeld, Adam Schaff, Zygmunt Bauman, Maria Hirszowicz, Włodzimierz Wesołowski, Jarosław Ładosz, Stanisław Kozyr-Kowalski, Jerzy Wiatr, ale także przecież Jerzy Szacki, Jerzy Kmita, Marek Siemek, Leszek Nowak, Piotr Sztompka… likwidacji podlega problematyka klas społecznych, klasy społeczne przestają istnieć i są – wraz z całym marksizmem – składane na wysypisku historii” (s. 162). Autor podejmuje krytykę najbardziej poczytnych interpretatorów Marxa, którzy stali wobec niego niezmiennie na stanowiskach krytycznych; m.in. Leszka Kołakowskiego i Andrzeja Walickiego. Dla innych, jak się okazuje, w przestrzeni naukowej i publicznej nie ma już miejsca.

Co więcej, są poddawani różnego rodzaju szykanom. Jedną z najbardziej absurdalnych ilustracji ich traktowania było skierowanie policji przez wykonującą bezwiednie polecenia i myśli Zbigniewa Ziobry prokuraturę na konferencję organizowaną w ośrodku Uniwersytetu Szczecińskiego w Pobierowie, z pogwałceniem wszelkich zasad dotyczących eksterytorialności uczelni nakładającej obowiązek uzyskania zgody rektora. Organizatorem tej konferencji był w 2018 roku właśnie Jerzy Kochan. Wprawdzie został on następnie przeproszony przez ówczesnego szefa resortu spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego, ale w świat poszła informacja o tym, jak polscy policjanci mają oceniać „poprawność” wypowiedzi naukowców.

Zorganizowana nagonka na ludzi konsekwentnej, autentycznej polskiej lewicy ma wiele wymiarów, ale sprowadza się do realizacji zasadniczego zadania: eliminacji z debaty publicznej wszelkiej ugruntowanej krytyki kapitalizmu i podporzadkowania Warszawy ośrodkowi zewnętrznemu – Waszyngtonowi. „Łatwiej w Polsce obecnie być gejem, lesbijką, Żydem, Murzynem niż socjalistą czy komunistą” (s. 283) – pisze Kochan. Wszystko to nie zniechęca szczecińskiego filozofa do działań publicznych, a nawet do zaangażowanej publicystyki, w której nawołuje on do powstania „antykorporacyjnego frontu ludowego”. Jego wizja socjalizmu zakłada zakorzenienie w warunkach krajowych, a nawet respektowanie narodowych odrębności i tradycji; „dziś zwrot w stronę socjalizmu jest patriotycznym nakazem chwili” (s. 271) – stwierdza.

Mateusz Piskorski

Jerzy Kochan, „Filozofia. Marksizm. Socjalizm. Studia, szkice, polemiki”, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2021, ss. 313.

Myśl Polska, nr 35-36 (29.08-5.09.2021)

Redakcja

Powiązane Posty