KresyPublicystykaGdzie jest pos. Robert Winnicki?

Jan Engelgard4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

W ostatnich tygodniach toczyliśmy publiczną polemikę z posłem Konfederacji i jednym z szefów Ruchu Narodowego, Robertem Winnickim, który zaatakował w sposób typowy dla wrogów Narodowej Demokracji „Myśl Polską” (jako „Mysl Prywislanską”) w związku ze sprawą ostatnich tzw. prześladowań mniejszości polskiej na Białorusi.

Zaproponował szereg ostrych posunięć przeciwko Białorusi, w tym blokadę gospodarczą, najwyraźniej bez wiedzy o zasadniczej roli chociażby białoruskich kolei w przewozie towarów na Nowym Jedwabnym Szlaku i sytuacji Polski w razie zerwania, przy takiej blokady, tranzytu przez nasz kraj z użyciem stacji w Małaszewiczach i w ogóle polskiej sieci kolejowej. Zapewne wpłynęłoby to również negatywnie na przewozy kolejowe z Obwodu Kaliningradzkiego realizowane przez terytorium Polski. Ale bez względu na obelgi wobec „MP”, jak i propozycje bez szansy realizacji, wystąpienia te przyniosły chwilowy rozgłos posłowi Winnickiemu.

Tymczasem niedawno mieliśmy 230. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, a tuż przed weekendem majowym dotarły do Polski informacje o proteście polskiej Macierzy Szkolnej na Litwie w związku z planami władz Litwy m.in. usunięcia języka polskiego z 11 i 12 klasy w szkołach średnich i przesunięcia go do grupy przedmiotów do wyboru na maturze obok nowożytnych języków obcych. Po protestach Macierzy Litwini wycofali się z niektórych pomysłów, wprowadzając kosmetyczne zmiany, jednak nadal, zdaniem polskich działaczy, nie jest to zgodne z oczekiwaniami Macierzy, która od czasu usunięcia języka polskiego w roku 2000 z państwowego egzaminu końcowego walczy o jego przywrócenie.

Litwini postąpili zgodnie ze swoją znaną od lat taktyką. Tuż przed 3 maja propozycje ministerialne ograniczające prawa języka polskiego, a w dniu święta prezydent Litwy w polskim sejmie wygłosił parę dub smalonych, okraszonych pustymi frazesami, które jak wiadomo najgłębiej trafiają do dusz Polaków, nawet tych niewierzących. 8 kwietnia 2010 r. podczas wizyty w Wilnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego akurat przegłosowali negatywnie dla Polaków sprawę pisowni nazwisk, samą wizytę prezydenta okraszając typowi dyrdymałami.

I tu przyznaję, że poseł Robert Winnicki zareagował podczas wystąpienia prezydenta Litwy w sejmie okazując wszem i wobec słuszne hasło w języku angielskim „Stop destroying Polish education in Lithuania” („Przestań niszczyć polską edukację na Litwie”), dodając do tego odpowiednie wpisy w mediach społecznościowych. Co prawda nie słyszałem o żadnym oświadczeniu, o szeroko zakrojonych protestach, tak jak było przy okazji sprawy białoruskiej, ale jednak, bądź co bądź zareagował. Skąd zatem taki tytuł felietonu? Ano stąd, że w przypadku Białorusi i Litwy zachodzi jednak zasadnicza różnica okoliczności.

Jedno obie sprawy łączy – z Litwą i z Białorusią mamy traktaty dwustronne gwarantujące na zasadzie wzajemności prawa mniejszości w układających się państwach. Polska, bez względu na rządy, respektuje prawa mniejszości litewskiej i białoruskiej w Polsce. Litwa i Białoruś podchodzą do praw mniejszości polskiej inaczej, jednak z zasadniczo odmiennych powodów.

Litwa jest przez Polskę traktowana jako wielki sojusznik, nie ma mowy o prowadzeniu przez Polskę jakichkolwiek zakulisowych operacji przeciwko Litwie, jej władzom, Polska nie kreuje organizacji mniejszościowych polskich, które używałaby później do działań antypaństwowych i innych o charakterze prowokacyjnym. Wg najnowszej wypowiedzi premiera Morawieckiego w Wilnie 2 maja br.: „Współpraca Polski i Litwy układa się w ostatnich latach bardzo dobrze. Należy się z tego cieszyć i ją umacniać”.

Co więcej, stosunek państwa polskiego do polskich organizacji mniejszościowych, zwłaszcza do Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, jest dwuznaczny, a czasem przybiera formę krytyki idącej w sukurs propagandzie litewskiej. Stąd często wyrażane odczucie przez litewskich Polaków, że Polska o nich nie pamięta, nie stoi na straży ich zagwarantowanych praw. Praktyczne konsekwencje takiego stanowiska państwa polskiego są widoczne na każdym kroku gołym okiem. Polska podchodzi do ograniczania praw mniejszości polskiej na Litwie bardzo łagodnie, za wszelką cenę nie chcąc dopuścić do jakichkolwiek zadrażnień z państwem, które uważa za ważne ogniwo w polskiej koncepcji permanentnej walki z Rosją.

Cierpią na tym Polacy, powoli, na skutek długofalowo realizowanej polityki litewskiej, odsuwający się od polskości, która przestaje im się w pewnym sensie opłacać, skoro np. nauka języka ojczystego ma znaczenie tylko symboliczne. Jednak politycy w Polsce zdają się na to nie zważać i faktycznie skreślają dla polskości naszych rodaków z Wileńszczyzny. Organizacje polskie i ich działacze z najbardziej znanym Waldemarem Tomaszewskim poddawane są w Polsce krytyce za politykę współpracy z mniejszością rosyjską i za wszystko co w ich działaniach nie jest jednoznacznie antyrosyjskie. De facto polscy politycy i działacze z Litwy są w Polsce osobami niepożądanymi.

W przypadku Białorusi sytuacja jest odmienna o 180 stopni. To Polska łamie traktat międzypaństwowy. Od wielu lat władze Białorusi z prezydentem Aleksandrem Łukaszenką, a zatem i sama Białoruś, są traktowane jako nieprzyjazne, a ostatnio wręcz za wrogie wobec Polski. Polska prowadzi jawne i niejawne działania przeciwko władzom Białorusi w celu ich obalenia. Polska ustami najwyższych władz, większość polskich partii oraz media nazywają władze białoruskiego sąsiada „reżimem”, zachęcają do jego obalenia, wspierają opozycję i głośno afirmują działania mające znamiona zamachu stanu. Szczególnym kuriozum jest finansowana z naszych kieszeni TV Biełsat, propagandowa szczekaczka mająca przekonać Białorusinów do zmiany władzy. W ostatnich latach do całokształtu można dodać stawianie na piedestał w Polsce – w ramach polityki historycznej IPN/PiS – Romulalda Rajsa „Burego” i jemu podobnych, odpowiedzialnego za mordy na Białorusinach, w tym wsparcie administracji rządowej dla marszów pamięci „Burego” w Hajnówce (w 2016 r. na marsz zapraszała nawet strona prezydenta Andrzeja Dudy, który na szczęście wycofał się z pomysłu objęcia patronatu). Warto w tym miejscu zauważyć, że zbrodnia brygady Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” na Litwinach w Dubinkach, mająca charakter odwetu za Glinciszki i w warunkach trwającej nadal II wojny światowej, gdzie Litwini byli naszymi wrogami, także jako sojusznicy III Rzeszy, nie stanowi przedmiotu analogicznego kultu. Można wyrazić przypuszczenie graniczące z pewnością, że gdyby chodziło o zbrodnię na Białorusinach, byłaby ona traktowana podobnie, jak zbrodnie „Burego” – polityka i tutaj decyduje.

Najgorsze, że od wielu lat Polska wykorzystuje do walki z władzą Białorusi polską mniejszość. Popieranie nielegalnego Związku Polaków jest najlepszym tego przykładem. Chyba nikt poważny nie wyobraża sobie, żeby Polska akceptowała funkcjonowanie na swoim terytorium nielegalnej organizacji litewskiej, białoruskiej, ukraińskiej, czy niemieckiej, która działałaby nie tylko wbrew prawu, ale i jawnie atakując władze Polski, a nawet prowadząc działania antyrządowe i wspierając pod własnym sztandarem działania opozycji w Polsce i to z poparciem krajów-metropolii? To coś zupełnie nieprawdopodobnego. Czy Polska akceptowałaby istnienie i nadawanie na teren Polski audycji jawnie antyrządowych stacji telewizyjnych finansowanych z budżetów państw sąsiednich? Nie do pomyślenia. Itd. Itp. A jednak Polska uważa, że takie działania naszego państwa wobec Białorusi są jak najbardziej uprawnione i w porządku! W tym tkwi podstawowa różnica pomiędzy sytuacją mniejszości polskiej na Litwie i na Białorusi. Tylko całkowite zaślepienie bądź pycha granicząca z polityczną nieodpowiedzialnością może utrzymywać stronę polską w przekonaniu, że nam tak wolno, a Białorusi reagować nie wolno. Reakcja ta, będąca wyłącznie pokłosiem skrajnie nielojalnego zachowania Polski, chcąc nie chcąc, uderza w mniejszość polską, która na tym traci w każdej sytuacji. I na Białorusi też w efekcie nastąpi (albo już po części nastąpiło) odejście od polskości, jako kojarzonej z generowaniem nieustannych kłopotów. Jestem przekonany, że gdyby Polska nie podejmowała tych wszystkich antybiałoruskich działań, mniejszość polska na Białorusi żyłaby i rozwijała się bez problemu.

Tak to polityka Polski, prowadzona w imię sfalsyfikowanych przez historię pryncypiów, doprowadza do stopniowego zanikania polskości wśród polskich mniejszości narodowych na Białorusi i na Litwie. Paradoksalnie za sytuacje w obu krajach odpowiada ta sama beznadziejna polityka. Na Litwie apoteoza tego państwa przez Polskę prowadzi do wyobcowania tamtejszych Polaków wobec Ojczyzny, na Białorusi walka z władzami, do której cynicznie wykorzystuje się polską mniejszość i jej rzekoma „obrona”, prowadzą do tego samego. Oczywiście w lepszej sytuacji są Polacy z Litwy, stanowiący większą siłę w państwie, samodzielnie zorganizowani, często wbrew Polsce. I oni będą borykać się z odchodzeniem młodych, ale pozostawieni sami sobie Polacy na Białorusi, zarówno ci z iluzorycznym wsparciem Polski, jak i pozostali, znajdują się w o wiele gorszej sytuacji. I żadna blokada Białorusi tu nic nie pomoże.

Chyba, że poseł Winnicki zaproponowałby blokadę katastrofalnej polskiej polityki zagranicznej na kierunku wschodnim. Wówczas znajdzie moje całkowite i szczere poparcie. Nie dlatego, żebym sądził naiwnie, że taki apel coś zmieni, ale jednak nawet pojedynczy głos-symbol liczy się tam, gdzie mamy do czynienia ze szkodliwą jednomyślnością. Byłoby to o wiele cenniejsze od kroczenia drogą błędów młodości, po stronie tych, którzy walcząc rzekomo o wolność dla Białorusi tak naprawdę pragną przejąć nad nią kontrolę. Oto przeglądając materiały do tego tekstu natknąłem się na informację medialną z sierpnia 2005 r., w której oznajmiano, że Młodzież Wszechpolska kończy okupację (sic!) ambasady Białorusi. Chodziło wtedy o słynne namioty. Żeby w pełni ocenić poziom myślowy ówczesnych młodzieńców i skonstatować, że po 16 latach na krok nie ruszyli do przodu, wystarczy przypomnieć sobie ich wypowiedzi z 2005 r.

Ówczesny sekretarz MW Mariusz Tomczak: „Rozpoczynamy nowy etap naszej walki o prawa Polaków na Białorusi, zwijamy nasz namiot i będziemy starać się innymi metodami, mniej spektakularnymi, wymóc na prezydencie Białorusi Aleksandrze Łukaszence, by zadbał o prawa mniejszości polskiej na Białorusi”. Szef warszawskiej MW Konrad Bonisławski dodał, że MW „nie rezygnuje z walki o polskość na Białorusi, niezależnie, czy to się władzom Białorusi podoba czy nie”. Wreszcie, wtedy rzecznik MW, a dziś poseł, Krzysztof Bosak poinformował, że działacze MW planują wyjazd do Grodna, „by dalej wywierać presję na reżim białoruski”. Wirtualna Polska, skąd pochodzi news, dodała w komentarzu, że grupa MW już raz chciała wyjechać na Białoruś, jednak odmówiono jej wiz. I to jest najlepsze podsumowanie tej wielkiej walki z „reżimem” na Białorusi, toczonej, „czy się to podoba władzom Białorusi, czy nie”, zapewne nieustająco przez owe 16 lat aż do najnowszych propozycji posła Winnickiego, które świadczą o zastoju co najmniej w owym nieszczęsnym 2005 roku. Czas wyrosnąć z krótkich spodni, panowie!

Poza tym, poseł Winnicki kiedyś będzie podsumowywał swoje życie i działalność polityczną. I będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy był samodzielnym, niezależnym i odważnym politykiem polskim, czy tylko dął w rurę tam gdzie nie wymagało to najmniejszej odwagi czy wyrzeczenia (poza przekrzykiwaniem się z całą sejmową sceną polityczną), jak w przypadku Białorusi. Także brak reakcji posła Winnickiego na przedłużane bez końca tymczasowe aresztowanie Mateusza Piskorskiego, o którą to reakcję prosiłem go na piśmie i osobiście podczas publicznego spotkania, za to troska wykazywana o Janusza Walusia, mordercę politycznego z RPA, nie rokuje dobrze. Ale wciąż mam nadzieję.

Adam Śmiech

Myśl Polska, nr 21-22 (23-30.05.2021)

Jan Engelgard