KresyNie dajmy się odciąć od kresowej spuścizny

Redakcja3 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Niestety, pan profesor Piotr Gliński ostatecznie pozbawił mnie złudzeń co do projektu nazywanego wstępnie „muzeum kresowym”. Piszę ,,niestety” gdyż był taki okres w mojej aktywności publicznej, kiedy to miałem zaszczyt, a może nawet przyjemność epizodycznej współpracy z panem Wicepremierem Piotrem Glińskim, który kilkakrotnie wykazał zrozumienie i życzliwość dla spraw dolnośląskiej kultury, z którymi przybywałem do profesora jako reprezentant wojewódzkich władz samorządowych.

Od tych pozytywnych momentów upłynęło trochę czasu i oto w telewizji publicznej usłyszałem w wykonaniu pana Wicepremiera i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (to było jeszcze bez sportowego członu w nazwie) przekaz, który potwierdził moje i wielu Kresowian przypuszczenie, że zapowiadane szumnie jako Muzeum Kresów w Lublinie – wcale kresowym nie będzie. W koncepcji, którą skrótowo przedstawił pan prof. Piotr Gliński i o której często wypowiada się pani Mieszkowska, Kresy będą obecne ,,kątem”, jakby ,,z łaski” decydentów i nawet bez prawa nazwy ,,Kresy” w szyldzie tworzonej za duże pieniądze instytucji kultury.

W dużym skrócie rzecz ujmując – w planach ministerialnych decydentów inspirowanych przez środowiska ,,uniwersalizmu jagiellońskiego” i ,,giedroyciowskich” koncepcji urządzania Rzeczypospolitej, ogromnemu obszarowi zagadnień kresowych wystarczy skromny ,,kącik” sentymentalnych pamiątek przywiezionych przez wypędzonych ze swojej Ojcowizny Kresowian. Ten ,,kącik” to tylko dział w strukturze Muzeum Narodowego w Lublinie, bo tak docelowo ma się nazywać ta instytucja. I nie ważne jest czy ten dział oficjalnie będzie się nazywać działem historii dawnych Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej,  czy do jego określenia twórcy muzeum użyją innych enigmatycznych pojęć, gdyż np. słowa ,,Kresy” unikają jak przysłowiowego ognia. Dobrze wiemy, że tego pojęcia nie akceptuje też umownie rozumiana strona ukraińska, a dokładniej rzecz ujmując nacjonalistyczne i antypolsko nastawiona jej część.

Mam nieodparte wrażenie, iż w sprawie tworzonego w Lublinie muzeum, a zwłaszcza w odniesieniu do jego segmentu, który powinien być nazywany „kresowym”, prof. Piotr Gliński nie mówi własnym głosem, lecz prezentuje wykładnię ideową i organizacyjną przygotowaną mu przez współpracowników, którzy jeszcze niedawno usiłowali wmawiać polskiej opinii publicznej, że Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach powinien być obchodzony 17 września (dzień agresji ZSRR na Polskę), a nie 11 lipca (dzień apogeum banderowskiego ludobójstwa). Taki przewrotny, wręcz bałamutny pogląd zaprezentował wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jarosław Sellin, jeden z najbliższych współpracowników wicepremiera prof. P. Glińskiego.

Chcę też wierzyć, że nie własnym głosem i nie z własnej woli Prezydent naszego państwa Andrzej Duda podczas niedawnej wizyty oficjalnej na Ukrainie wypowiadał złowróżbne dla wszystkich Polaków hasło: ,,Sława Ukrainie’”, będące uroczystym powitaniem zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA. Takich czasów dożyliśmy, że prezydent RP albo wprowadzony w błąd, albo nieświadomy symboliki upowskiego zawołania ,,na oczach świata” wypowiada haniebne słowa, z którymi na ustach zbrodniarze ukraińscy szli mordować polskie niemowlęta, kobiety, starców, zakonnice i księży. O zgrozo! O Boże, ty tak często przyzywany przez prezydenta – słyszysz i nie grzmisz?! Być może warto byłoby przybliżyć panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie nauczanie błogosławionego biskupa Grzegorza Chomyszyna – proroka Ukrainy.

To wybitny hierarcha kościoła grecko-katolickiego, którego Sejm RP uczcił stosowną uchwałą w 2017 roku, z następującym uzasadnieniem: ,,Postać błogosławionego biskupa powinna stać się symbolem polsko-ukraińskiego pojednania opartego na historycznym i duchowym dziedzictwie wspólnoty obu narodów bazującym na niepodważalnych fundamentach moralności i prawdy’”. Błogosławiony biskup Grzegorz Chomyszyn nigdy nie stanął po stronie tych których hasłem rozpoznawczym było zawołanie ,,Sława Ukrainie”. Na pocieszenie i częściowe ,,usprawiedliwienie” pana Prezydenta dodam, że w tym wysławianiu Ukrainy na banderowską modłę nie jest on osamotniony. To hasło bezrefleksyjnie wygłaszali inni polscy politycy ,,pielgrzymujący’” kilka lat temu na kijowski Majdan. Nauka z tamtych wydarzeń ,,poszła w las’”, a nie do praktyki życia politycznego polskich liderów. A szkoda, bo kardynalne błędy w postępowaniu na grząskim gruncie polityki historycznej czynią wielką szkodę w świadomości narodowej i godzą w prestiż i godność Polaków. Nie tylko tych pochodzących z Kresów Wschodnich.

Powyższa dygresja jest kolejnym przyczynkiem do dyskusji o potrzebie autentycznego, prestiżowego Muzeum Dziedzictwa Kresowego, bo w tym pojęciu ,,dziedzictwa” mieszczą się wszystkie odcienie i aspekty życia Polaków na tych historycznych obszarach, na których kształtowała się fundamentalna część naszej tożsamości narodowej. Pojęcie dziedzictwa na pewno zawiera w sobie martyrologię, ale także jasne strony życia kresowych Polaków i współżycia z innymi narodowościami te ziemie zamieszkującymi. Dziedzictwo to także chlubne karty zgodnego, twórczego współżycia z Rusinami, późnej Ukraińcami. Te pozytywne zjawiska i przykłady powinny być wykorzystywane współcześnie. O tej prostej zależności będą świadczyły wystawy, konferencje i publikacje organizowane przez prawdziwe kresowe muzeum, a nie różnego rodzaju atrapy imitujące zadośćuczynienie zgłaszanym od wielu lat postulatom Kresowian.

Ogromną siłę sprawczą dziedzictwa i jego znaczenie dla współczesności dostrzegają też liczni historycy polscy: prof. Stanisław Nicieja, prof. Włodzimierz Osadczy, prof. P. Semków, dr hab. Jolanta Załęczny, dr Stanisław Dziedzic, Krzysztof Bąkała i wielu innych. W tym gronie jest też profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Mieczysław Ryba, którego pogląd warto tu zacytować: ,,Kościół katolicki i polskie Kresy to potężne dziedzictwo, które powinniśmy upamiętniać, żebyśmy nie skarłowacieli jako wspólnota”. Od siebie dodam: abyśmy się nie skundlili. Abyśmy nie przyjęli na siebie roli kundli obszczekujących innych na polecenie mocodawców z którymi nie zawsze i nie wszędzie jest nam po drodze.

Szlachetną misję promocji polskich Kresów Wschodnich i uświadamiania społeczeństwu szczególnej roli, jaką odegrały one w kształtowaniu tożsamości narodowej Polaków, spełnia z dużym powodzeniem Muzeum Niepodległości w Warszawie, kierowane przez dr Tadeusza Skoczka. Ważną rolę w tym obszarze tematycznym odgrywa też Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. Dyrektorzy obydwu tych instytucji tj. dr Tadeusz Skoczek i dr Janusz Gmitruk (MHPRL) mają osobisty dorobek autorski w odniesieniu do historii polskich Kresów Wschodnich. Muzeum Niepodległości ma w swoich zbiorach cenną kolekcję ,,Lwoviana”, często przywoływaną przez historyków nie związanych z muzeum. Postulowane przez środowiska kresowe i wybitnych znawców zagadnienia ,,Muzeum Dziedzictwa, Historii i Tradycji Polskich Kresów Wschodnich” ma gromadzić, a następnie eksponować ,,dowody istnienia” Kresów i Kresowian w naszych dziejach Ojczystych i na określonej przestrzeni geograficznej.

Użyłem tu metafory autorstwa prof. Niciei, który na jednym ze spotkań postawił fundamentalne pytanie: ,,Jeśli spytają jaki jest dowód twojego istnienia – co im odpowiesz?” W tym pytaniu zawiera się problem tożsamości narodowej i pamięci historycznej. Bo w jednej z dyskusji na temat przyszłego muzeum prof. Nicieja powiedział: „Kresy są częścią polskiej historii. Polak powinien wiedzieć, co się wydarzyło w Zbarażu czy Kamieńcu Podolskim. To jest historia Polski. Ta wiedza musi być gdzieś zlokalizowana, dlatego sens utworzenia tego muzeum jest naprawdę wielki”. Postulat utworzenia Muzeum Dziedzictwa Kresów jest wyraźnie obecny w twórczości dziennikarskiej redaktor Danuty Skalskiej z Polskiego Radia Katowice. Dzielna córka ukochanego Lwowa od wielu lat na antenie radiowej promuje Kresy we wszystkich ich odniesieniach historycznych, artystycznych, obyczajowych i społecznych.

Swoją aktywnością kresową wypracowała sobie wraz z mężem Janem silny mandat do zabierania głosu w sprawie muzeum. Jest to ważki głos. Podobnie jak głos legendarnej już bohaterki Kresów z 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK Moniki Śladewskiej, zamieszkującej obecnie we Wrocławiu. Panią Monikę Śladewską stającą odważnie w debacie publicznej (najczęściej na łamach prasy) o sprawach kresowych, boleśnie dotyka relatywizm moralny i polityczny stosowany coraz częściej w naszym życiu społecznym. Podobny stan ducha odnotowuję u Danuty Wojciechowskiej, córki wołyńskiej pisarki i publicystki, jaką jest wspomniana i darzona przeze mnie ogromnym szacunkiem pani Monika Śladewska. Obie Panie w poczuciu sprawiedliwości dziejowej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości optują za prawdziwym, prestiżowym, kompetentnym i właściwie zaprogramowanym Muzeum Dziedzictwa Polskich Kresów Wschodnich. Opinii takich zacnych osób, o których wyżej wspomniałem lekceważyć nie można.

Muzeum Dziedzictwa Kresowego, w którym jeden z rozbudowanych działów powinien być poświęcony ludobójstwu dokonanemu przez OUN-UPA na ludności cywilnej (głównie wiejskiej) polskiej, ormiańskiej, żydowskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, czeskiej i węgierskiej, będzie spłaceniem części moralnego długu wobec niewinnych ofiar okrutnych zbrodni. Jest to tym bardziej zasadne wobec faktu, iż nie jest jeszcze możliwa z powodu sprzeciwu strony ukraińskiej ekshumacja doczesnych szczątków zamordowanych mieszkańców Wołynia, Podola, Pokucia, Polesia Małopolski Wschodniej. Nie ma społecznej zgody na chronologiczną deformację dziejów kresowych, która kryje się w założeniu, że muzeum postulowane przez władze, a dokładnie rzecz ujmując dział w lubelskiej instytucji, będzie obejmować okres tylko do 1939 roku! A gdzież się podziały Kresy w latach II wojny światowej? Pytam organizatorów nieudanego projektu. Kresy w tych latach rzeczywiście spływały krwią niewinnych ludzi- głównie Polaków. Ale Kresy były, istniały, nawet próbowały się rozpaczliwie bronić.

Nie warto się spierać o to, kiedy nastąpił ,,kres Kresów”, ale warto przypomnieć, że Kresy i kresowość istniały jeszcze po wojnie w sercach i umysłach Kresowian instalujących polskość we Wrocławiu, Opolu, Jeleniej Górze, Legnicy, w Szczecinie, na Ziemi Lubuskiej, czyli z ofiarnością i talentem zagospodarowujących Ziemie Odzyskane. Te szlachetne dokonania naszych Rodaków wypędzonych ze Lwowa i Ziemi Lwowskiej, z Tarnopola, Stanisławowa, Grodna, z Wilna i z Wileńszczyzny, którzy w pierwszych powojennych latach skutecznie scalali Ziemie Odzyskane z Macierzą, powinny być wprowadzone do głównego nurtu pamięci narodowej.

To tylko jedno z zadań programowych przyszłego ,,Muzeum Dziedzictwa Historii i Tradycji Polskich Kresów Wschodnich”. Taką wizję kresowego muzeum postulują przedstawiciele środowisk polonijnych na całym świecie. Oni także nie wyrażą zgody na amputację pamięci lub pamięć wybiórczą, będącą rezultatem uprawiania poprawności politycznej i skłonności do posłuszeństwa wobec obcych środowisk uprawiających globalną politykę, w której Polska i niektórzy Polacy ze swoimi fobiami są traktowani instrumentalnie. Bo trudno ocenić to inaczej, kiedy w stosunkach z krajami Giedroyciowskiego ,,błogostanu” godzimy się na jawną asymetrię nie tylko w ocenie przeszłości, ale także w wydarzeniach bieżących.

W sprawie Muzeum Dziedzictwa Kresowego niezbędne jest kresowe pospolite ruszenie, które uświadomi decydentom, że próba kamuflażu tego zagadnienia w formule sentymentalnej izby pamięci, która będąc nawet działem w Muzeum Narodowym w Lublinie nie spełni oczekiwań wielu tysięcy polskich obywateli stojących na gruncie prawdy, moralności, honoru narodowego, który tak dobitnie, przekonywająco i wyraziście przejawiał się właśnie na Kresach Wschodnich. Kresowy, dumny i wierny Rzeczypospolitej segment naszego narodu zasłużył sobie na Muzeum z prawdziwego zdarzenia! W tym kontekście ruchy pozorowane tylko boleśnie demaskują rzeczywisty stosunek władz różnych opcji politycznych do spadkobierców wielowiekowego fenomenu geopolitycznego, społecznego i kulturowego, jakim przez ponad 700 lat były Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej.

dr Tadeusz Samborski

Prezes Stowarzyszenia Kulturalnego ,,Krajobrazy’” w Legnicy

Myśl Poslka, nr 7-8 (14-21.02.2021)

Redakcja