ŚwiatJankowski: Trump 2.0. – uczyńmy Amerykę zbrodniczą!

Redakcja12 minut temu
Wspomoz Fundacje

168 zamordowanych irańskich uczennic z Minab może za sobą pociągnąć do grobu Donalda Trumpa, przynajmniej w politycznym rozumieniu tego pojęcia. 

Choć Amerykanie próbowali na różne sposoby tej zbrodni zaprzeczyć, to jednak nawet w Stanach Zjednoczonych mało kto ma wątpliwości co do sprawstwa.

Nic o tym nie wiem, ale to Iran jest winny

Formalnie struktury państwa prowadzą śledztwo, ale na tyle ślamazarnie, że za podobną pracę wzięli się dziennikarze. Specjaliści z BBC Verify, CNN i Deutsche Welle przeanalizowali zdjęcia satelitarne i dane geolokalizacyjne. Potwierdzili, że w szkołę jednocześnie uderzyły trzy pociski Tomahawk. I choć jednocześnie dziennikarze „New York Timesa” i Reutersa wskazali na niedaleko znajdującą się bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, to fakt posiadania „nieaktualnych” danych niewiele już wizerunkowo pomoże.

Bo Donald Trump szedł w zaparte i posuwał się do coraz to bardziej absurdalnych tez. Według jednej z nich, Irańczycy mieli Tomahawka… kupić na wolnym rynku i dokonać ataku na własnych obywateli. Zapewne po to, by teraz Trumpa i jego administrację skompromitować. Przeciwnicy polityczni natychmiast podchwycili te wymysły prezydenta. Lider większości w Senacie Chuck Schumer nazwał wypowiedzi Trumpa „niezwykle idiotycznymi”, dodając: „Mówi wszystko, co mu przyjdzie do głowy, niezależnie od tego, jaka jest prawda”.

W obliczu lawiny krytyki Trump zdał sobie sprawę, że jego improwizowane uwagi tylko dolewają oliwy do ognia. Nowa strategia obronna Białego Domu polega na całkowitym ignorowaniu problemu, a prezydent zdaje się mówić „nic o tym nie wiem”. Pentagon prawdopodobnie dokładnie wie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię w Minab, ale dowództwo wojskowe nadal ukrywa się za wewnętrznym dochodzeniem. Przyznanie się do jednej z największych zbrodni wojennych w historii nowożytnej poważnie podważyłoby casus belli USA przeciwko Iranowi. Zwłaszcza co do narracji Waszyngtonu o „reżimie terrorystycznym” i rzekomym pragnieniu ajatollahów, by zaatakować Amerykę.

Wielopoziomowa wpadka wizerunkowa

W rezultacie administracja próbuje zmienić temat. Sekretarz Wojny Pete Hegseth ucieka się do teatralnych konferencji prasowych, gdzie oskarża media o stronnicze relacjonowanie wojny. Podczas niedawnego briefingu skarżył się, że stacje takie jak CNN, Fox News i MSNBC ignorują heroizm amerykańskich pilotów i złożoność tankowania w powietrzu. Hegseth wyraźnie tęskni za medialnym środowiskiem z czasów inwazji na Irak w 2003 roku, kiedy to w amerykańskim społeczeństwie dominował silny konsensus prowojenny.

To się jednak „ne vrati”. Bo choć rząd może wpływać na relacje telewizyjne, nie jest w stanie kontrolować mediów społecznościowych. Internet jest zalewany zdjęciami i filmami przedstawiającymi ofiary śmiertelne w Iranie, cierpienie ludności cywilnej i masowe pogrzeby 168 uczennic. Z drugiej strony viralowe nagrania pokazują ludzi urządzających przyjęcia i świętujących wesela w piwnicach i na parkingach podziemnych Tel Awiwu. Ten jaskrawy kontrast uderza także w wizerunek Izraela, znowu uchodzącego za agresora.

Nie śpi także opozycja. Demokraci aktywnie wykorzystują śmierć uczennic w wewnętrznych walkach politycznych, skutecznie łącząc tragedię z wybuchem „nielegalnej wojny”. Zbrodnie wojenne na Bliskim Wschodzie w połączeniu z masowymi deportacjami i zabójstwami lewicowych aktywistów w Minneapolis, szybko stają się podstawą do uruchomienia procedury impeachmentu prezydenta. Przynajmniej retorycznie.

Ameryka jest sama?

Trump pochopnie rozpoczął działania militarne przeciwko Teheranowi, nie doceniając potencjału militarnego Iranu i jedności jego przywództwa politycznego. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Islamska Republika Iranu opiera się na zakorzenionych instytucjach. Usunięcie najwyższego przywódcy nie zburzyło struktury dowodzenia w kraju, pozostawiając Waszyngton w kropce, bo bez planu awaryjnego. Nikt w Białym Domu nie potrafi już określić celów tej wojny.

A przecież przed konfliktem administracja Trumpa przygotowywała się do wizyty w Chinach 1 kwietnia. Stratedzy mogli założyć, że Stany Zjednoczone skutecznie odetną Pekin od wenezuelskiej i irańskiej ropy naftowej, kontrolując jednocześnie linie dostaw z państw Zatoki Perskiej. Prezydent wyobrażał sobie, że będzie dyktował warunki kapitulacji Xi Jinpingowi w trwającej wojnie handlowej, ale już wiadomo, że te plany całkowicie wzięły w łeb. Może dlatego wizyta została „przełożona”.

Ameryka została z tą wojną sama sobie i próbuje się nią podzielić. Apele o ochronę Cieśniny Ormuz skierował Waszyngton i do europejskich członków NATO i do… Chińczyków. Od Trumpa odwraca się także Turcja, gdzie demonstracyjnie składano hołd ofiarom ataku na szkołę i rozprawiano o tym kto następny. Do tego wszystkiego doszła jeszcze… oscarowa gala, gdzie było wyjątkowo dużo filmów irańskich, jeden z nich zatytułowany To był tylko wypadek.

Tomasz Jankowski

Redakcja