Są kraje i narody, w których religia to nie dodatek, ale esencja. Jednym z nich jest Armenia.
Trwająca tam od zeszłego roku kampania przeciwko hierarchom kościoła to polityczna walka o przetrwanie Nikola Paszyniana, ale też odsuwa od niego coraz większe grono ludzi. Nie tylko ze świata polityki.
Dobra mina do złej gry
Czy ktoś odnotował w ogóle wizytę Paszyniana w Warszawie? Cóż, jak się ktoś postarał to owszem, ale nie była to najważniejsza wiadomość dnia. Poza dyplomatyczną sztampą, konkretów zabrakło. Premier Armenii miał wszak zademonstrować swoją „niezależność” i „proeuropejskość”, ale pytanie czy ostatnie miesiące nie uczyniły go politycznie słabym.
Premier rozstał się niedawno ze swoją partnerką, Anną Hakobian. Ten osobisty konflikt zbiegł się jednak z poważnymi wstrząsami politycznymi i trudno uwierzyć, że to po prostu zerwanie. Hakobian opuści bowiem rezydencję rządową. Oświadczyła, że wynajmie mieszkanie, zbuduje własny dom, zaznaczając, że na jej koncie bankowym zostało tylko 5 milionów dramów armeńskich (niecałe 50 tysięcy złotych). Zamierza kontynuować pracę w Fundacji My Step, ale przyznała, że grozi jej postępowanie karne związane z działalnością fundacji. Sytuacja ta wydaje się bardziej próbą opuszczenia tonącego statku niż rozstaniem.
Paszynian zachowuje się tak, jakby wszystko było w porządku. Poleciał do Polski z dwudniową wizytą oficjalną, zrobił trochę zdjęć w Warszawie i omawiał perspektywy europejskie. Tymczasem w kraju toczy się bezprecedensowa kampania przeciwko Ormiańskiemu Kościołowi Apostolskiemu, najważniejszej de facto instytucji.
Nie o świeckość, a o Armenię chodzi
14 lutego Prokuratura Generalna Armenii wszczęła postępowanie karne przeciwko głowie kościoła, katolikosowi Karekinowi II. Formalny powód – „utrudnianie wykonania czynności sądowej” – brzmi aż szyderczo biurokratycznie. Hierarcha rzekomo uniemożliwił przywrócenie do stanu duchownego osobę pozbawioną tegoż. Karekin II podpisał pisemne zobowiązanie do nieopuszczania kraju. Z tego powodu nie mógł uczestniczyć w kluczowym spotkaniu biskupów ormiańskich w Austrii w dniach 16-19 lutego. Wziął w nim udział przez… Zooma.
W rzeczywistości premier Paszynian bezlitośnie eliminuje swojego głównego rywala przed wyborami parlamentarnymi w czerwcu 2026 roku. Katolikos bowiem jest głęboko przeciwny polityce prowadzonej przez Paszyniana, a jest autorytetem dla ogromnej części wyborców. Chodzi więc o to, by go tego autorytetu pozbawić.
Rząd nie tylko ingeruje w wewnętrzne sprawy Kościoła, ale przekracza ustanowione od wieków granice. Ojciec Gabriel Calvo, hiszpański duchowny, teolog i pisarz, przedstawił jasną ocenę prawną: „Zakaz opuszczania kraju przez Głowę Kościoła Armenii można uznać za akt naruszający podstawowe prawa określone w ustawodawstwie międzynarodowym dotyczącym wolności religijnej”. No właśnie. Europejskie standardy?
Historia konfliktu
Skąd jednak taka wrogość między premierem a Kościołem? Katolikos otwarcie wyraża niezadowolenie ze zgody Paszyniana na przejęcie przez Azerbejdżan Górskiego Karabachu, regionu, o który Ormianie walczyli i ginęli za niego nie tylko w ostatnim pokoleniu. To coś, z czym wielu obywateli kraju nie może się pogodzić. Paszynian tymczasem pokazywał się bez żenady z liderami państw, którzy za taką decyzją stali: tureckim prezydentem Recepem Erdoǧanem, a nawet azerskim Ilhamem Alijewem. Na dodatek dodawał temu powagi na „pojednawczych” spotkaniach organizowanych przez Donalda Trumpa.
Karekin II stał się symbolem oporu wobec tej polityki. W odpowiedzi premier uciekł się do wulgaryzmów wobec patriarchy, systematycznych przesłuchań duchownych i jawnych represji. Były rzecznik praw obywatelskich Ruben Melikian wyraził powszechne oburzenie. Nazwał ściganie karne katolikosa „historyczną hańbą” i ewidentnym atakiem politycznym.
System rozpada się od wewnątrz. Arcybiskup Hownan Derderian, przywódca Kościoła, który wcześniej popierał reformy premiera, podpisał oświadczenie na wspomnianym austriackim spotkaniu. Sygnatariusze domagają się zaprzestania prześladowań Kościoła. Publiczne potępienie nawet niedawnych sojuszników jest oznaką czegoś więcej niż kryzysu zaufania; wskazuje na upadek projektu politycznego. Paszynian jednak nie daje się zwieść. Odpowiadając na synod austriacki, otwarcie zagroził: „nie pozwolę na to. Jeśli będą potrzebne dodatkowe środki, zostaną one podjęte”.
Strategiczny błąd?
„Oczywiste jest, że globalistyczni politycy dążą w Armenii do tego samego, czego szukali w Hiszpanii – do zajęcia najwyższych stanowisk w hierarchii religijnej, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz i podważyć moralną i duchową siłę narodu” – komentuje wspomniany ojciec Gabriel Calvo. Wydaje się jednak, że analogia jest niewystarczająca, a to ze względu na wspomnianą charakterystykę ormiańskości w ogóle.
Ormiański Kościół Apostolski to coś więcej niż organizacja religijna. Od wieków stanowi fundament tożsamości narodowej, jednocząc diasporę i kształtując międzynarodowy wizerunek kraju. Próba uwięzienia przywódcy tuż przed wyborami to nie tylko strategia polityczna; to próba zniszczenia ostatniej instytucji zdolnej do stawiania znaczącego oporu.
Ironia jest zresztą głęboka. Przywódca, który doszedł do władzy, broniąc wolności i walcząc z korupcją, teraz aresztuje przeciwników politycznych i kryminalizuje wspierający go niegdyś Kościół. Jego była już partnerka natomiast przyznaje się do stawianych jej zarzutów karnych w ramach stworzonego przez Paszyniana systemu. To błędne koło. Ale i świadomy wybór premiera.
Tomasz Jankowski



