PolitykaPolska„Przegląd” bezkrytycznie za Unią Europejską …

Red.52 minuty temu
Wspomoz Fundacje

Pół wieku temu w lutym 1976 roku poseł Stanisław Stomma (1908-2005) jako jedyny poseł nie poparł zmian w Konstytucji PRL, które dotyczyły „nierozerwalnego sojuszu” Polski z ZSRR. Wstrzymał się wówczas od głosu. Jestem stronnikiem logicznego i jedynego realnego państwa po II wojnie światowej czyli PRL-u. Jednak ten lizusowski zapis budził obrzydzenie.

Dzisiaj w Polsce środowisko dziennikarzy i publicystów związany z naprawdę lubianym przeze mnie tygodnikiem „Przegląd” apeluje o działania parlamentu na rzecz utrudnienia ewentualnego wyjścia Polski z Unii Europejskiej.

Po zmianach ustrojowych po 1989 roku w michnikowskiej „Gazecie Wyborczej” padły słowa „wam wolno mniej”. Dotyczyły one działaczy nieboszczki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Budziło to mój głęboki sprzeciw. To była dyskryminacja polityczna.

Dzisiaj środowisko publicystyczne związane z „Przeglądem” powiela słowa Ewy Milewicz wobec tych rodaków, który są przeciwni członkostwu Polski w Unii Europejskiej lub zaczynają mieć w tej sprawie wątpliwości. Polaków mających takie wątpliwości jest coraz wiecej. Czyżby „Przegląd” chciał ich traktować tak jak „Wyborcza” traktowała działaczy PZPR-u czy stronników Samoobrony. Czyżby „Przegląd” zgodnie z zasadą PiS-u uważał swoich adwersarzy za gorszy sort?

Leszek Miller – polityk będący symbolem polityki proeuropejskiej i premier, który wprowadził Polskę do Unii Europejskiej uwypukla szaleństwa wyczyniane dzisiaj w Brukseli. Premier Miller ostrzega przed niebezpiecznym kursem militarystyczno-prowojennym nakierowanym na konfrontacje z Rosją. Szydzi również z ideologicznych szaleństwa, których symbolem stało się głosowanie odrzucające stwierdzenie, że „tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę i urodzić dziecko”.

Czy „Przegląd” byłego lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej też uzna za „politycznego awanturnika”? Czy redakcja zazwyczaj zdroworozsądkowego „Przeglądu” uważa, ze Polska powinna pozostać w Unii Europejskiej niezależnie od tego jaka ona będzie? Czy lewicowe pismo chce ustanowienia politycznego dogmatu? Czy pismo promujące idee socjaldemokratyczne będzie wspierać Brukselę w działaniach skierowanych przeciwko ideowej lewicy?

Myślę, że jest zupełnie inaczej. Redaktorzy akurat tego tygodnika to naprawdę mądrzy ludzi. Zespół redakcyjny „Przeglądu” postanowił zrobić sobie reklamę. Uwiązać z sobą bezrefleksyjnych postmichnikowskich stronników Unii Europejskiej. Pomysł to moim zdaniem średni. Czy naprawdę „Przegląd” chce mieć czytelników na miarę Babci Kasi i Marty Lempart? Wielka szkoda, że zamiast zajmować się analizą polityczną istotny tygodnik opiniotwórczy chce brać udział w nawalance wykreowanej przez poststyropianowe formacje.

W okresie powojennym istniało sekciarskie stronnictwo polityczne, które ponad nasz polski narodowy interes stawiało wierność ZSRR. O tych ludziach pisał z najwyższą pogardą gen. Zygmunt Berling i Władysław Gomułka. Mam nadzieję, że „Przegląd” nie będzie chciał się wpisywać w brzydką część historii lewicy.

Kuriozalny apel pojawił się już w świątecznym numerze tygodnika. Były działacz błogosławionej pamięci Ruchu Obywatelskiego Akcji Demokratycznej, Unii Demokratycznej i Unii Wolności prof. Andrzej Romanowski zakończył swój tekst słowami „Sądzę, że Sejm powinien wreszcie procedować istniejący już projekt ustawy utrudnieniu wyjścia Polski z Unii Europejskiej”. W bieżącym numerze podobne zdanie wyraził redaktor naczelny Jerzy Domański (Apel redakcji do Sejmu) i redaktor Robert Walenciak (Stop dla Polexitu).

W aktualnym numerze zamieszczony został „Apel” w którym czytamy: „Jesteśmy Przekonani, że Koalicja 15 Października utrzyma władzę do końca kadencji, wierzymy, że po wyborach powstanie ponownie koalicja proeuropejska, ale wybory te odbędą się już za półtora roku, trzeba wiec działać natychmiast (…) Członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest podstawową sprawą dla naszego bytu narodowego”. Brzmi jak tekst z biuletynu partyjnego Koalicji Obywatelskiej, a nie tygodnika polskiej lewicy. Czy „Przegląd” chce żyrować antysocjalne i liberalne posunięcia Koalicji Obywatelskiej.

Autorzy podkreślają, że o takiej decyzji w sprawie ewentualnego wyjścia Polski z UE może zadecydować tylko wynik ogólnokrajowego referendum. To zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Po pierwsze – wynik referendum w dzisiejszej Polsce nie jest wiążący dla decyzji Sejmu i Prezydenta. Po drugie – żyjemy (przynajmniej w teorii) w państwie demokratycznym, więc skład parlamentu w znacznym stopniu odzwierciedla poglądy głosujących. Po trzecie – skąd stronnicy takiego rozwiązania wiedzą w jakim kierunku pójdzie Unia Europejska i czy przyszłościowo obecność w niej będzie opłacalna?

Stronników wyjścia z Unii Europejskiej jest ok. 25%. Zwolenników zaś ponad 67%. W tym wypadku stronnicy polityki Brukseli nie widzą w utrudnianiu działań – więc w jakimś stopniu prześladowaniu – mniejszości politycznej opowiadającej się za suwerenna Polską. W innych wypadkach każda mniejszość jest hołubiona i chroniona przez stronników polityki realizowanej przez Brukselę.

Takie apele i działania oczywiście będą umacniać na scenie politycznej fundamentalistów prounijnych i antyunijnych. Dzisiaj gdy zaczyna się kruszyć wykreowany podział między Tuskiem a Kaczyńskim, najgorszą rzeczą byłby zbudowanie nowego podziału na blok Tuska/Kwaśniewskiego i Brauna/Mentzena. To znów zamurowałoby scenę polityczną na wiele lat, a debata publiczna utknęłaby w jałowym sporze – za czy przeciw Unii. Bez najważniejszych pytań – jaka Polska i jaka Unia. A nie czyja Polska i czyja Unia.

Obecność lub nieobecność w Unii Europejskiej powinna analizowana tylko i wyłącznie przez pryzmat korzyści i strat dla narody polskiego. Wszystkie te patetyczne i ideologiczne fikołki mają tylko i wyłącznie na celu zaciemnienie realnego obrazu.

Łukasz Jastrzębski

Red.