OpinieW poszukiwaniu zaginionych rusofili

Red.2 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Przez moment było mi żal Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Stało się to po tym jak zaczął się festiwal medialnego łajania go za to, że miał przed laty kontakty z Rosjanką, która pracuje dla Rosyjskiego Domu Aukcyjnego w Petersburgu. Ale szybko mi przeszło.

Marszałek użył swojego otworu oralnego i wygłaszał równie rusofobiczne bzdety co jego przeciwnicy. Tyle, że ich wektor był skierowany w przeciwną stronę. W tym momencie przypomniał mi się Mikołaj Gogol i cytat z jego „Martwych Dusz” – „Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”.

Prezydent chce badania tego, czy Marszałek Sejmu poprzez swoją żonę wiele lat temu znał się z pewną Rosjanką z Petersburga. A nawet czy robił z nią interesy. Sam Czarzasty zaś bezrozumie zarzuca prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu, że w przeszłości jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej złożył wizytę w Moskwie.

Lider największej partii opozycyjnej zarzuca liderom koalicji, że działają w interesie Rosji. Jako koronny dowód przedstawia to, że obecny premier i minister spraw zagranicznych spotkali się przed laty z swoimi odpowiednikami w Federacji Rosyjskiej. A nawet dobrowolnie rękę podawali i palili papierosy na balkonie.

Rządzący w Warszawie w interesie Brukseli są święcie przekonani, że główna siła opozycyjna działa na rzecz Rosji. Przypominają przy tym, ze ojciec byłego premiera z ramienia PiS-u miał kiedyś gdzieś za swojego życia przyjaźnie wypowiedzieć się o Rosji. Liderowi tej formacji zaś wywlekają, że po wypadku lotniczym w Smoleńsku zwrócił się do „przyjaciół Rosjan”.

Telewizyjna gwiazda Polskiego Stronnictwa Ludowego Piotr Zgorzelski wręcz stachanowsko odrabia pańszczyznę w licznych przekaziorach. Przewodniczący KP PSL staje się najważniejszą twarzą rusofobicznego obłędu nad Wisłą, przebijając w tym nawet swojego lidera Władysława Kosiniaka-Kamysza. On akurat musi się bardzo starać, by ktoś nie wywlekł mu dawnych działań na rzecz pamięci o polskich ofiarach ukraińskiego ludobójstwa na naszych Kresach.

Lewi i prawi biją w Konfederację Korony Polskiej, a zwłaszcza Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika jako w ruskie onuce. Dla każdego człowieka, który przeczytał książkę lidera Korony „Od Lenina do Putina” lub obejrzał film „Towarzysz generał idzie na wojną” oczywistością jest jego mało przychylny stosunek do Rosjan. Poseł Korony Włodzimierz Skalik, zadzwonił do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) z prośbą o to by ona potwierdziła, że nie ma on nic wspólnego z Rosją. Nikt – nawet on sam – nie wie po co mu taki certyfikat.

Dziennikarze i komentatorzy walą w dziennikarkę, która pojechała do Rosji i nakręciła to co widziała. Oskarżyli oni kanał w którym wyemitowano jej reportaż o wspieranie rosyjskiej narracji. Warto dodać jednak, że to ten sam kanał, który odmówił rozmowy z jednym z niszowych kandydatów w wyborach prezydenckich ponieważ oskarżył go poglądy prorosyjskie.

Dalej biskupi, celebryci, sportowcy, pisarze – i można by jeszcze bardzo długo. Pamiętam baśń Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty króla”. Władca zostaje tam okłamany przez oszustów, którzy twierdzą, że potrafią uszyć niewidzialne ubrania. Król, nie chcą wyjść na głupka udaje, że widzi te szaty. Podobnie jego dworzanie i poddani. Wszyscy udają. W końcu, podczas parady, przypadkowy chłopiec krzyczy: „Król jest nagi!” – stwierdzając to co oczywiste.

Debata publiczna w Polsce polega na tym, by wzajemnie się okładać pałą rusofobii. Nikogo nie interesują realne i urojone powiązania z Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Izraelem, Wielką Brytanią czy Watykaniem. Nie ma Piatków od rozrysowywania tajemnych schematów ukazujących związki różnorakich osób z Sorosem lub von der Leyen z domu Albrecht.

Polska to niezwykle dziwny kraj, by nie napisać świrlandia. W kraju, gdzie na scenie politycznej nie ma żadnej prorosyjskiej, ani nawet pozbawionej rusofobii formacji ciągle poszukuje się stronników Rosji. Dziwaczne i zupełnie nielogiczne to zajęcie – podobne do poszukiwań dziewic wśród pensjonariuszek domu spokojnej starości dla byłych pracownic agencji towarzyskich.

Czekam na takiego chłopca jak z baśni Andersena, który powie – „uważam, że w naszym polskim interesie jest ułożenie poprawnych stosunków z najwiekszym państwem świata. A opinie opłacanych lobbystów, paranoicznych rusofobów, obślizgłych koniunkturalistów mam głęboko pomiędzy pośladkami. A nawet trochę głębiej”.

Łukasz Jastrzębski

Red.