PublicystykaWarecki: Atak na Wenezuelę z perspektywy polskiego podwórka

Redakcja23 godziny temu
Wspomoz Fundacje

Komentatorzy i eksperci z całego świata zastanawiają się, jak amerykańska agresja na Wenezuelę wpłynie na światową geopolitykę, a tymczasem jej następstwa mogą ujawnić się w najbardziej nieoczekiwanych i pozbawionych jakiejkolwiek spektakularności okolicznościach, poza arenami wielkiej polityki. 

Dlatego warto się przyjrzeć potencjalnym zagrożeniom wynikającym z anglosaskiej bandyterki, na przykład z perspektywy tzw. graczy politycznych w Polsce.

Wenezuela a sprawa polska

Amerykańska agresja na Wenezuelę powinna dać bardzo wiele do myślenia przede wszystkim głównym aktorom polskiej sceny politycznej i warto wygenerowaną przez Amerykanów sytuację przeanalizować chociażby pod kątem zmieniającego się układu sił na naszej scenie politycznej. Co więc nam mówi amerykańska akcja w Wenezueli w kontekście polskich realiów politycznych? Mówi więcej niż na pierwszy rzut oka może nam się wydawać.

Mit o agresywnej Rosji

Jak wiemy, na chwilę obecną Polska jest państwem całkowicie podporządkowanym interesom amerykańskim i jest to status, jakim Jankesi chcą „obdarować” zasobną nie tylko w ropę naftową Wenezuelę. Generalnie Polacy są świadomi tego stanu rzeczy, z tym że wielu dla poprawy swojego komfortu psychiczno-intelektualnego woli określać ten stan całkowitej podległości mianem ścisłego sojuszu. Aby nadać pozory prawdziwości tej fikcji i dla zwyczajnej poprawy humoru, pielęgnują oni i powielają hagadę o agresywnej Rosji, która za chwilę nas zaatakuje. I chociaż nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, dla nich nie jest to istotne, bo ludzie hagady nie potrzebują prawdy i rzeczowych argumentów. Za to potrzebują parawanu, za którym łatwo da się ukryć tę haniebną narrację i rusofobia nadaje się do tego doskonale.

Polskim sługom Anglosasów nic nie grozi

Rośnie jednak w Polsce rzesza ludzi, którzy na ten maskowany kłamstwami gorszący stan rzeczy, jaką jest podległość – czy to Anglosasom, czy talmudystom, czy komukolwiek – się nie godzą. I to jest ten istotny i czuły punkt, na który musimy zwrócić uwagę w kontekście amerykańskiej agresji na Wenezuelę. Jak pamiętamy, pretekstem do ataku na ten kraj były niepoparte żadnymi dowodami oskarżenia o to, że Wenezuela zalewa Stany Zjednoczone ogromną ilością narkotyków, zaś na czele tego procederu stoi „nielegalnie” wybrany prezydent Nicolás Maduro. Każdy jednak, kto kocha prawdę i używa rozumu wie, że rzeczywistym powodem amerykańskiej napaści na Wenezuelę jest to, że ten kraj nie chce podporządkować się jankeskiej dominacji, bo pragnie prowadzić suwerenną politykę. Gdyby Maduro płaszczył się przed talmudystami i Anglosasami, jak czynią to od ponad 30 lat rządzący Polską polityczni degeneraci, byłby najbardziej legalnym i demokratycznie wybranym prezydentem Wenezueli i nic by mu nie groziło. I tutaj ponownie wracamy na polskie podwórko.

Możliwy błąd systemu

Dopóki zarząd nad Polską sprawują talmudyczno-anglosascy wasale, i tak długo jak ci kaci Polski będą wynoszeni do władzy, amerykańskie Apacze i Chinooki nie pojawią się nad Pałacem Namiestnikowskim. Jednakże sytuacja jest na tyle dynamiczna, że w końcu wybory w Polsce mogą uczciwie wygrać skupieni wokół Konfederacji Korony Polskiej zwolennicy zrzucenia talmudyczno-anglosaskiej kurateli. Wbrew pozorom, nie jest to takie niemożliwe, chociażby na zasadzie jakiegoś „błędu w systemie”. Jakoś trudno sobie wyobrazić, że w reakcji na to obecni okupanci Polski powiedzą: „o, super, to wspaniale, bardzo się cieszymy z waszego wyboru i go szanujemy”. Z pewnością natychmiast zostanie uruchomiona procedura zastosowana przez Donalda Trumpa w odniesieniu do Wenezueli.

Braun „antydemokrata” 

W jednej chwili okaże się, że przywódca Konfederacji Korony Polskiej, Grzegorz Braun jest straszliwym antydemokratą, do czego się zresztą publicznie przyznawał. Ale to jeszcze nie będzie najgorsze. Okaże się coś o wiele gorszego – że Braun jest tak straszliwym antysemitą, że po Iranie stanowi największe zagrożenie dla istnienia Izraela, bo przecież publicznie proponował, aby zakończyć całkowicie nieudany eksperyment o nazwie Izrael. Błyskawicznie ruszy nawała medialna, na ulice wylegną tłumy zaniepokojone zagrożeniem, jakie dla demokracji stwarza kierowana przez Grzegorza Brauna „faszystowska”, „rasistowska”, „ksenofobiczna”, „homofobiczna” etc. Konfederacja Korony Polskiej, a jakby tego było mało rozhuśtane emocjami państwo sparaliżuje obstrukcja nielojalnych wobec nowej władzy nieusuwalnych urzędników. A jakby tego było mało, sprawę na polecenie Brukseli zbada Sąd Najwyższy, który uzna wybory za nieważne, bo na ich wynik miało wpływ na przykład to, co mówił na Petersburskim Forum Ekonomicznym prezydent Władimir Putin.

Jeśli jakimś zrządzeniem losu dojdzie do sytuacji, że Korona wygra wybory, to Grzegorz Braun może być pewnym tego, że system poczuje się zagrożony i z pewnością zareaguje z całą mocą. W tym miejscu natrętnie nasuwa się pytanie: czy Grzegorz Braun i jego współpracownicy zdają sobie z tego sprawę i czy mają już opracowane warianty skutecznego przeciwdziałania tym próbom. Podpowiadam, że nie ma co liczyć na to, że jakoś to będzie. Szybciej Brauna i Korony nie będzie, niż jakoś to będzie.

Trzeba być gotowym

Co więc w takiej sytuacji powinni zrobić przywódcy Korony, aby – jeśli nawet nie uniknąć, to przynajmniej zminimalizować ryzyko zastosowania w Polsce przez Jankesów wariantu wenezuelskiego? Przede wszystkim bardzo dobrze przygotować się do przejęcia, gdy nadejdzie ten moment, wszystkich struktur państwowych. Już powinny być gotowe projekty ustaw, rozporządzeń i wszystkich niezbędnych aktów prawnych, tak aby zostały one błyskawicznie przyjęte i wdrożone. Już obecnie powinni być wytypowani ludzie do objęcia od najwyższych do najniższych stanowisk we wszystkich strukturach państwowych na ich wszystkich poziomach.

No i najważniejsze – już dzisiaj Grzegorz Braun i jego najbliżsi współpracownicy muszą wiedzieć, co zrobić z amerykańską ambasadą w Polsce, która będzie – niczym podczas kijowskiego majdanu z przełomu 2013 i 2014 roku – rozsadnikiem i sponsorem antyrządowych zamieszek. Dlaczego w USA nie było dotąd zamachu stanu? Bo nie ma tam amerykańskiej ambasady. I chociaż jest to stwierdzenie anegdotyczne, to na miejscu Grzegorza Brauna, jeśli poważnie mówi i myśli o odzyskaniu przez Polskę suwerenności, nie lekceważyłbym jego przesłania.

Krzysztof Warecki

Redakcja