Opinie„Assad, Maduro …Tusk?”

Red.23 godziny temu
Wspomoz Fundacje

O pewniej różnicy między ideowym PZPR-owcem, a styropianowcem.

W nocy z piątku na sobotę, Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę, porwały prezydenta kraju Nicolasa Maduro oraz jego żonę. Będzie sądzony w USA. Inwazja Amerykanów na Wenezuelę stanowi jaskrawy przykład naruszenia prawa międzynarodowego, a w szczególności złamania artykułu 2.4 Karty Narodów Zjednoczonych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie raduje się z takiego obrotu sprawy.

Władze Polski Ludowej, a już na pewno te po 1956 roku działały na rzecz zwiększenia suwerenności Polski od Związku Radzieckiego. Polska mimo wiadomych ograniczeń z biegiem czasu stawała się bardziej suwerenna w swoich decyzjach. Powszechna była opinia – również w wojsku i służbie bezpieczeństwa – że polskie problemy należy załatwiać polskimi rękami.

W grudniu 1981 roku wprowadzono na terenie Polski stan wojenny. Decyzja ta wbrew dzisiejszej propagandzie została przyjęta przez zdecydowaną większość narodu z ulgą i zrozumieniem. Wbrew IPN-owskim zaklęciom i wyrywkowemu powoływaniu sie na pojedyncze dokumenty, nikt rozsądny nie chciał w Polsce radzieckiej interwencji i tego, by polskie problemy były rozwiązywane niepolską siłą.

Społeczeństwo zrozumiało intencje ówczesnych władz, nawet jeśli było w znacznej części nastawione do nich krytycznie. Naród nie chciał, by to radzieckie wojsko wprowadzało na terenie Polski porządek. Potwierdzeniem tej tezy jest to, że kilkumilionowa „Solidarność” praktycznie zeszła wtedy ze sceny, nie chcąc nadstawiać karku za swoich insurekcyjnych przywódców. Byli tacy w kierownictwie Solidarności, którzy byli gotowi wysłać robotników z gołymi rękami na radzieckie czołgi. Być może ten zdrowy rozsądek sprzed 45 lat wynikał z tego, że wielu miało jeszcze w myślach obraz powstania w Warszawie w 1944 roku i wydarzeń w Budapeszcie w 1956 roku.

Dzisiaj na wielu profilach działaczy i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) w mediach społecznościowych umieszczono grafiki lub hasła mówiące o tym, iż czekają na interwencję amerykańską i aresztowanie premiera Donalda Tuska. To oczywiście żarty. Pokazują one jednak głębokie upośledzenie polityczne tych ludzi. Ich przesączone nienawiścią mózgi powodują, że przez otwór oralny i palce na klawiaturze przelewa się tęsknota za obcą interwencją, byleby uderzyła w siostrzaną styropianową formację.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” – kiedyś odznaczony medalem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy – Tomasz Sakiewicz na portalu X napisał „Assad, Maduro …Tusk?”. Taki żart. Czy wyobrażają sobie Państwo podobny w okresie Polski Ludowej? Dajmy na to, że redaktor naczelny „Trybuny Ludu” lub „Rzeczywistości” sugeruje, że KGB powinno aresztować Annę Walentynowicz i osądzić ją w Moskwie?

To jest jedna z różnic między działaczami PZPR-u, a działaczami Prawa i Sprawiedliwości. Ci pierwsi w zdecydowanej większości rozumieli, że przede wszystkim są Polakami. Ci drudzy uważają siebie przede wszystkim za wojowników z „komunistami”, a właściwie wojowników dzisiejszym erzacem komuny. Dlatego bohaterem tych ludzi może być Ryszard Kukliński lub Janusz Waluś.

Tu nie idzie z resztą tylko o PiS. Jestem głęboko przekonany, że obie postsolidarnościowe formacje z radością przyjęłyby fakt aresztowania lidera konkurencji przez obcych – ważne, że tych z Zachodu. Radykałowie po obu stronach styropianowej barykady są tacy sami, chociaż w różnych formach. Wystarczy przypomnieć sobie hasła wykrzykiwane przez motłoch na pogrzebie generała Wojciecha Jaruzelskiego czy podpitą tłuszczę na Krakowskim Przedmieściu.

I to jest prawdziwym dziedzictwem Solidarności. To jest dzieło Giedroyciów, Michników, Kaczyńskich, Gwiazdów, Morawieckich, Sikorskich, Romaszewskich i Macierewiczów. Dziedzictwo uległości wobec obcych na Zachodzie i wiara w szlachetne intencje zaoceanicznych ośrodków kierowniczych.

Łukasz Jastrzębski

Red.