OpinieŚwiatBartyzel: Misjonizm made in USA

Redakcja14 godzin temu
Wspomoz Fundacje

Nie ulega wątpliwości, że praźródłem amerykańskiego „demokratycznego imperializmu” jest wiara skrajnych anglosaskich sekt protestanckich – tak skrajnych, że ich wyznawcy musieli uciekać z Anglii Stuartów i anglikanizmu do Ameryki – w to, że stanowią „Nowy Izrael”, grupę wybrańców Boga, których przeznaczeniem jest podbić nowy Kanaan (czyli Amerykę) oraz stworzyć „Miasto na wzgórzu”, zamieszkałe przez doskonałych i czystych purytan, będące „latarnią nadziei” dla świata.

Konkretyzacja tej idei ulegała jednak ewolucji. Zrazu mieszkańcy tego Miasta mieli się izolować od zepsutego, monarchicznego i „pogańskiego” (którym to pojęciem obejmowano zarówno katolicyzm, jak i bardziej umiarkowane nurty protestantyzmu, jak anglokatolicyzm) Starego Świata. Dopóki Ameryka już niepodległa, była wciąż jeszcze relatywnie słaba (wszakże w wojnie z Wielką Brytanią w 1812 roku o mało co tej niepodległości nie utraciła), ten izolacjonizm, w ześwieczczonej wersji „wolnej republiki”, był dogmatem polityki zagranicznej.

Jeszcze szósty prezydent USA, John Quincy Adams przestrzegał, aby nie iść za granicę, „w poszukiwaniu potworów, które należy zniszczyć”. Aliści zgodnie z opracowaną przez niego jeszcze jako sekretarza stanu (lecz znaną pod nazwiskiem ówczesnego prezydenta) „doktryną Monroego”, Stany Zjednoczone uznawały za swoją strefę wpływów kontynent amerykański, sprzeciwiając się też wszelkim ewentualnym zamiarom restauracji monarchii w tym świecie, w zamian za co obiecywały nie ingerować w sprawy europejskie, co można uznać za darowanie Europie „Niderlandów”, gdyż do takiej ingerencji nie były wówczas jeszcze zdolne.

Przejście do demokratycznego misjonizmu, czyli „uszczęśliwiania” całego świata demokracją na wzór amerykański, nastąpiło dopiero w XX wieku za rządów doktrynerskiego półgłowka (jak nazwał go Marian Zdziechowski) Woodrowa Wilsona, a już „na sterydach” zafunkcjonowało na przełomie XX i XXI wieku, bez względu na to czy rządzili Demokraci czy Republikanie. Odtąd „poszukiwanie potworów, które należy zniszczyć” oraz „twórcza destrukcja” jako „historyczna misja” USA jest stałą praktyką globalnej polityki amerykańskiej, co wymaga też – jak to określił autor tej doktryny, czyli Michael A. Ledeen – rzucenia raz co parę lat o ścianę jakimś gównianym państewkiem, aby świat wiedział kto tu rządzi.

Prof. Jacek Bartyzel

fot. amerykańska okupacja Haiti

Za: profil fb

Redakcja