PolskaPodżegacze do przegranej wojny

Redakcja10 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Media, jako pośrednik pomiędzy wydarzeniem a odbiorca zawsze pełniły bardzo ważną rolę, przede wszystkim informacyjną, ale także kulturotwórczą i edukacyjną. Dzięki sprawdzonym informacjom odbiorca mógł w realny sposób orientować się w zmieniającym się świecie i podejmować właściwe decyzje dotyczące jego samego i bliskich. Mógł wyławiać z chaosu informacyjnego najważniejsze wydarzenia i poznawać nowe trendy w kulturze i sztuce. Media również, poprzez przypominanie dorobku historycznego i rocznic zawsze pełniły rolę łącznika i kultywatora tradycji narodowych.

Niestety, od wielu lat pluralizm rynkowy na rynku mediów został dramatycznie zwichnięty. Coraz mniej jest podmiotów niezależnych utrzymujących się ze sprzedaży treści dziennikarskich. Zaczyna natomiast dominować forma wynajmowania witryn medialnych olbrzymim korporacjom i relacjonowanie rzeczywistości przez pryzmat potrzeb „rekinów” gospodarczych dominujących na rynku. W większości przypadków tzw. media stały się tak naprawdę wyłącznie przybudówkami do działalności marketingowej tuzów „korpo” lub agencji rządowych. Widzimy, że to wszystko, co jest obecnie tworzone przez tzw. „media”, jest z reguły wynikiem zamówienia komercyjnego, a nie odbiciem zastanej rzeczywistości. W pogoni za zyskiem, nie ma już miejsca na zajmowanie się relacjonowaniem tzw. „prawdy. Witryny prasowe, radiowe, czy też telewizyjne nie mają na to czasu i miejsca. Realizują niemal wyłącznie zamówienia i to z reguły te najlepiej opłacone. Sprzyja temu brak prawdziwej gry rynkowej. W dobie mediów elektronicznych i darmowego dostępu mało ludzi decyduje się płacić za treści. Aby być odwiedzanym przez czytelników, witryny z reguły muszą utrzymywać „darmowe dostępy” a to powoduje, że aby przetrwać na rynku muszą gros, albo i całość tworzonych treści zbyć wielkim korporacjom. Wynikiem tego jest pogłębiająca się nierównowaga. Podmiot utrzymujący się wyłącznie z treści opisujących rzeczywistość nie ma szans przeżycia. Sytuacja taka stwarza realne zagrożenie sterowania rynkiem medialnym przez podmioty dominujące, które mogą dowolnie preparować publikowane treści.

Tzw. pandemia odsłoniła nam opłakany stan polskich mediów. Widzieliśmy wszyscy ich zaangażowanie w przekazywanie nieprawdziwych informacji o COVID i prześladowanie wszystkich, którzy nie zgadzali się z preparowanymi teściami. Wojna na Ukrainie natomiast uświadomiła, ze ich marny stan stał się poważnym zagrożeniem dla ładu społecznego w Polsce a nawet dla istnienia państwa. Od ponad roku obserwujemy, iż zdecydowana większość mediów mainstreamowych relacjonujących w Polsce wojnę na Ukrainie zwyczajnie okłamuje wszystkich swoich odbiorców. Nie przekazują faktycznie zaszłych zdarzeń, konfabulują znaczenia, podsycają emocje a nawet same są źródłem dezinformacji.

Sterowane przez zagraniczne agencje i wielkie korporacje – media głównego nurtu- kierują do polskich odbiorców wyłącznie spreparowany przekaz mający na celu uzyskanie -zaprogramowanych wcześniej- odpowiednich reakcji. W swojej działalności posługują się głównie tworzeniem fałszywych narracji- mitów.
Przyjrzyjmy się niektórym:

Mit bezinteresownej pomocy

W interesie USA, które prowadzą zastępczą wojnę na Ukrainie jest przekonanie Polaków, że pomaganie Ukraińcom ma jakikolwiek sens. Dzięki temu mogą jak największą część wydatków wojennych zepchnąć na Polaków. Gdyby media informowały np. o klęskach wojsk ukraińskich zapewne większość nie widziałaby sensu pomocy. Po co bowiem inwestować w przegrane sprawy?

Tak samo informowanie o codziennie popełnianych przez wojska ukraińskie zbrodniach na ludności cywilnej Donbasu, a w szczególności Doniecka bardzo szybko ostudziłoby zapędy do pomagania. Nikt, bowiem nie chce pomagać zbrodniarzom. Więc „polskie” media tego nie pokazują. Media nie informują faktycznym stanie państwa ukraińskiego, łamaniu swobód demokratycznych, faszyzacji społeczeństwa i armii, prześladowaniu religii. Kto bowiem chciałby wspomagać autorytarny, niedemokratyczny reżim?

Media przemilczają również, że większość polskiej pomocy jest rozkradana przez różne bandy lub oligarchów już na Ukrainie. Media również o tym nie mówią, bo mogłoby to wśród pomagających wzbudzić wątpliwości o sensowność trwonienia swojego majątku na pomoc hochsztaplerom i przekrętom.

Ale oprócz budowanej sztucznie zachęty do pomagania materialnego budowane są o wiele bardziej groźne mity, które służą wepchnięciu Polaków już bezpośrednio do wojny, jako strony konfliktu.

Mit słabej Rosji

Bardzo groźny jest fałszywy, kreowany przez media mit o słabości Rosji. Bardzo często państwo rosyjskie jest wyśmiewane, jako słabe, niezaradne, upadające. Lekceważy się siłę rosyjskiej gospodarki i jej potencjał finansowy.

Próbuje się przedstawić armię rosyjską, jako rozpadającą się strukturę rządzona przez nieświadomych nowoczesności żołdaków. Przemilcza się jej potęgę militarna i lekceważy posiadaną przez nią broń jądrową.
Przywódca Rosji -Władimir Putin przedstawiany jest , jako człowiek wiecznie chory na raka, albo mający udar, czy też zmagający się z jakimś atakiem serca. Odmawia się mu człowieczeństwa jak i jakiejkolwiek racjonalności.

Mit „słabej Rosji” ma niewątpliwie na cele poluzowanie wszelkich hamulców ostrożnościowych i mechanizmów samozachowawczych tkwiących od wieków głęboko w świadomości Polaków, a postrzegających Rosję, jako silne państwo. To osłabienie ma na celu przełamanie w Polakach zakorzenionego przez pokolenia lęku przed potęgą Rosji i możliwym odwetem.. Niewątpliwie rezultatem oczekiwanym przez operatorów narracji jest zachęcenie Polaków do udziału w wojnie przeciwko Rosji. Media polskojęzyczne wyraźnie mówią: „śmiało, Rosja jest słaba, bezbronna, nie ma amunicji, i rakiet, razem z Ukraińcami dacie radę ja pokonać, odwagi”. Nie trzeba nawet mówić, że akceptacja społeczna dla takiej narracji grozi hekatombą polskiej młodzieży na Ukrainie i zagładą polskiej państwowości.

Mit Rosji – głównego wroga Polski

Sterowane z USA polskojęzyczne media za wszelką cenę starają się wytworzyć w świadomości Polaków przeświadczenie, że Rosja jest głównym wrogiem Polski. Nie przytaczają oczywiście żadnych racjonalnych argumentów na potwierdzenie tej tezy, ale posługują się przypominaniem zbudowanych na emocjach dawnych resentymentów historycznych. Wyciąga się z lamusa wszelkie zatargi polsko rosyjskie a szczególnie Bitwę Warszawską, traktat Ribbentrop Mołotow, Katyń i okres PRL.

Oprócz tego z przestrzeni publicznej usuwa się wszystko, co przeczy nagłaśnianej narracji. Niszczy się upamiętnienia żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie z a wyzwolenie Polski od hitleryzmu. Próbuje się usuwać rosyjską kulturę z teatrów, sal operowych, bibliotek. „Aresztuje” się dzieła Puszkina, Dostojewskiego, czy też Czajkowskiego. Próbuje się prześladować Rosjan, korzy mieszkają w Polsce albo przez Polskę poróżują. Seanse nienawiści w reżimowych mediach ukazują Rosjan, jako ludzi drugiej kategorii, którzy są winni całego zła, jakie istnieje na świecie.

Utrudnia się z całą mocą działalność ambasady rosyjskiej w Polsce blokując środki finansowe i prześladując rosyjskie dzieci. Wszystkie ta działania maja na celu sprowokowanie reakcji rosyjskiej, tak, aby w opinii publicznej utrwalił się ten mit – złych Rosjan – wrogów Polski.

Jak Powiedział Goebbels – „kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą”. Mit Rosjan, jako głównych wrogów Polski ma podsycać emocjonalnie budowaną nienawiść pomiędzy narodami i uniemożliwić im rozwiązania wszelkich sporów na drodze pokojowej i wykluczyć jakakolwiek współpracę.

Mit braterstwa ukraińskiego

Od samego początku wojny media prześcigają się w podkreślaniu zupełnie fałszywej bliskości politycznej, kulturowej i cywilizacyjne Polaków i Ukraińców. Lansuje się ideę tzw. Międzymorza – czyli wspólnego bloku państw Europy Środkowej, a przede wszystkim Polski I Ukrainy. Przypomina się resentymenty z czasów istnienia Pierwszej Rzeczypospolitej, kultywuje jakieś wspólne walki w Bitwie Warszawskiej, etc.
Jest to wyjątkowo fałszywy mit, gdyż ani politycznie, ani kulturowo, ani cywilizacyjnie nic nas z Ukrainą nie łączy. Jak pamiętamy z historii, to najpierw powstania kozackie, potem rzezie hajdamackie a ostatnio – zbrodnia wołyńska były wielkim ciosami osłabiającymi państwo polskie. Polacy posiadają swoją własna bogata kulturę opartą na korzeniących łacińskich i chrześcijaństwie i nigdy nie będzie im bliskie bezhołowie ukraińskie i barbarzyństwo związane z cywilizacją stepowo-turańską. Dzieli nas wiara, język i wartości. Także aspekty cywilizacyjne i społeczne. Polacy nie zaakceptuję ukraińskiej oligarchii i kultu siły budowanych obecnie na elementach nacjonalistycznych i szowinizmie narodowym.

Także gospodarczo, Ukraina jest naturalnym i bardzo groźnym konkurentem polskiego rolnictwa i przemysłu, państwem nieposiadającym wiarygodnych instytucji finansowych i samorządowych. Rządzą tam mafie i wszechobecna korupcja, nie przestrzega się żadnych norm współżycia zbiorowego. Wszelka próba połączenia tak odmiennych organizmów grozi wywróceniem całego ładu społecznego i w konsekwencji zagładą państwa.
Niestety, pomimo tych oczywistych faktów media głównego nurtu za wszelką cenę starają się znaleźć elementy wspólne i stworzyć na siłę wizję wspólnego polsko ukraińskiego organizmu politycznego. Ukraińców przedstawia się jak braci, którzy giną za wspólne cele. To oni „bronią” Polski i Europy przed szowinizmem rosyjskim i są przedmurzem całej demokratycznej Europy.

Budowany z takim uporem fałszywy mit ma oddziaływać dwutorowo. Z jednej strony ma na celu wytworzenie u Ukraińców przeświadczenia, że warto dalej prowadzić wojnę i przelewać krew, gdyż stoją za nimi „bracia Polacy” i cała potęga Zachodu. Z drugiej zaś strony tak pieczołowicie budowana „bliskość” ma na celu przekonanie Polaków, aby zechcieli popełnić to szaleństwo i wysłali na pomoc „krajanom” swoją młodzież na rzeź na Donbasie, kiedy nadejdzie pora.

Walka o prawdę

Aby nasi rodacy nie popełni masowego harakiri i nie poszli na przegraną wojnę z Rosją, ważne jest aby ludzie dobrej woli przekazywali społeczeństwu rzetelne informacje . Kluczowe jest informowanie o faktycznych zdarzeniach, które zaszły na Ukrainie, a przede wszystkim o tragicznym położeniu armii ukraińskiej, która nie dysonuje i nigdy nie będzie dysponowała odpowiednim potencjałem do pozytywnego rozstrzygnięcia wojny na Donbasie. Przedłużanie tego konfliktu nie ma żadnego sensu dla Ukrainy a jest bardzo groźne dla Polski.
Jednocześnie trzeba stale uświadamiać, ze Ukraina nie jest żadną demokracją, ale fatalnie zarządzaną oligarchią, gdzie władze kultywują kult neonazistów, zbrodniarzy z OUN – UPA. Ideologii banderowskiej Ukraina nigdy się nie wyzbędzie, tak jak nie zburzy nigdy żadnego pomnika Bandery i nigdy nie przeprosi nas za Wołyń. Musimy mieć tego świadomość.

Ważna jest też walka z innymi budowanymi fałszywymi narracjami, takimi jak bezinteresowna pomoc-, która drenuje kieszenie Polaków, nie służy niczemu, a tylko przewleka wojnę. Ważne jest, aby pokazywać faktyczną siłę armii rosyjskiej, która jest drugą armią na świecie, ale pierwszą w Europie i Polska powinna się z nią liczyć. Machanie szabelką przed głową mocarstwa atomowego może się, bowiem skończyć fatalnie.

Trzeba walczyć ze stereotypami i pogardą okazywaną naszym braciom –Rosjanom. Należy przełamywać nazrzucaną nam odgórnie przez Zachód wrogość do Rosji i Wschodu. Trzeba natomiast przypominać wszystko, co nas łączy- tysiącletnie sąsiedztwo, walkę z hitleryzmem i wspólne zwycięstwo w 1945, wspólnotę interesów ekonomicznych i możliwości, jakie daje pokojowa współpraca na pomoście handlowym Wschód – Zachód. Rosja jest, bowiem naszym naturalnym parterem, z jednej strony – najbliższym rynkiem zbytu dla polskiego rolnictwa i przemysłu ( Moskwa, Petersburg), z drugiej zaś strony jest dostawcą najtańszych na świecie surowców energetycznych niezbędnych dla polskiego przemysłu. Nie mamy tez z nią żadnych sporów terytorialnych, czy narodowościowych. Trudno o lepszą synergię.

Nie jest proste walczyć z manipulacją i kłamstwem podniesionym nieomal do rangi ideologii narodowej i emocjami rozgrzanymi przez zakłamane media nieomal do czerwoności. Ale nie mamy innej drogi. Trzeba podjąć nierówną walkę, inaczej nasze domy, i zakłady pracy, nasze dzieci i bliskich może spopielić pożoga wojny. Nie dajmy się zwyciężyć podżegaczom do nie naszej wojny.

Piotr Panasiuk

Redakcja