AktualnościPolskaSkandal w Markach: antyrosyjskie wulgaryzmy na placu zabaw

Redakcja4 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Nasi Czytelnicy z Marek (powiat wołomiński, województwo mazowieckie) poinformowali o osobliwym happeningu, który odbył się 10 kwietnia na Placu Wolontariuszy w tym podwarszawskim mieście. Pozostała po nim przez kilka dni zainstalowana na placu zabaw dla dzieci ekspozycja drewnianych tablic, które wzbudziły szczególne zainteresowanie mieszkańców.

Plac – Park Wolontariuszy to miejsce codziennego wypoczynku mieszkańców Marek, przede wszystkim rodzin z dziećmi, które mogą tu korzystać z całkiem pokaźnego placu zabaw, wyposażonego ze środków Mareckiego Budżetu Obywatelskiego. O jego powstaniu zadecydowała zatem społeczność lokalna podwarszawskiej miejscowości.

10 kwietnia na placu tym odbył się niezbyt liczny happening – wiec poparcia dla strony ukraińskiej w toczącej się za naszą południowo-wschodnią granicą wojnie. Organizatorami wydarzenia pod hasłem „Solidarni z Ukrainą” byli lokalni aktywiści – Łukasz Krzemiński oraz osoby związane z nieformalną grupą Czyste Marki.

Impreza polegała nie tylko na wiecu, ale również na pozostawieniu w miejskim parku, w pobliżu placu zabaw drewnianych tablic z napisami, głównie w języku rosyjskim i ukraińskim. Napisy mieli spontanicznie wykonywać uczestnicy zgromadzenia, w tym uchodźcy z Ukrainy. W efekcie na miejscy zabaw dla dzieci pojawiły się jednoznacznie niecenzuralne hasła, w tym modne ostatnio „rosyjski okręcie wojenny, idź na ch.j” czy „Putler na ch.j”. Wychodzi więc na to, że miejscowe dzieci, w tym dzieci ukraińskie z rodzin uchodźców, bawić będą się miały w towarzystwie haseł powszechnie uznawanych za ostro wulgarne.

Obecny był także radny miejski Tomasz Paciorek (reprezentujący Stowarzyszenie Marki-Pustelnik-Struga, bezpartyjny, lecz bliski środowiskom prawicy neokonserwatywnej). Według organizatora wydarzenia, to właśnie on odpowiedzialny był za przygotowanie „drewnianych szyldów”, na których powstała ekspozycja w mareckim parku. Zadzwoniliśmy do radnego Paciorka. Stwierdził on, że dostarczył wyłącznie tablice i nie wykonywał żadnych napisów, ani nie jest mu znana ich treść. Zadeklarował, że przekaże numer telefonu do organizatora happeningu, lecz już się nie odezwał.

Skontaktowaliśmy się również z odpowiedzialnym za kontakty z mediami pracownikiem mareckiego Urzędu Miejskiego, Tadeuszem Markiewiczem. W odpowiedzi na nasze pytania zaznaczył, że treść tych haseł nie była wcześniej uzgadniana z Urzędem Miasta Marki. Możemy się domyślać, że treść tablic była wyrażeniem emocji, towarzyszących wybuchowi wojny na Ukrainie i wskazujących, kto stoi za decyzja o rozpoczęciu agresji. Wszystkie hasła były dziełem osób demonstrujących. Obecnie w Parku Wolontariuszy nie ma żadnych tablic związanych z powyższym wydarzeniem”. Jednocześnie poinformował, że organizatorzy zaznaczyli, że na przygotowanych szablonach pojawią się wspierające Ukrainę hasła antywojenne, które mogą zostać wbite w ziemię”. Nie było jednak mowy, iż hasła te będą miały charakter wulgarny.

Jeden z naszych Czytelników z Marek zgłosił sprawę w miejscowym komisariacie Policji, przedstawiając dyżurnemu funkcjonariuszowi wykonane przez siebie zdjęcia niektórych tablic. Policjant stwierdził, że napisy wykonane są cyrylicą, więc i tak nikt nie zrozumie ich treści. Odmówił przyjęcia zgłoszenia w sprawie.

Art. 141 obowiązującego Kodeksu wykroczeń stanowi, iż „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1.500 złotych albo karze nagany”. Jak widać, w wyniku wulgaryzacji i prymitywizacji polskiego dyskursu publicznego, w Markach nikt, w tym funkcjonariusze Policji, w najmniejszym stopniu na ewidentne łamanie prawa nie zwraca uwagi.

MP

Redakcja