FelietonyCywilizacja sakralna

Redakcja1 rok temu
Wspomoz Fundacje

Według znanej systematyki Feliksa Konecznego taka cywilizacja charakteryzuje się głównie tym, iż prawo religijne jest jednocześnie prawem cywilnym. Nie ma rozróżnienia i separacji według zasady, co Boskie – Bogu, a co cesarskie – cesarzowi. Inną cechą, choć jednak drugorzędną jest daleko posunięta jedność imperium. Świecka jest też duchową i odwrotnie.

W skrajnych, a może klasycznych przypadkach władca sprawuje, także urząd najwyższego kapłana; albo też kierownictwo polityczne spoczywa w ręku duchowieństwa, które tę rolę faktycznie pełni, na przykład  w Iranie. Jednak ów pierwszy aspekt owej cywilizacji w tych uwagach pomińmy, zajmując się tym drugim: istotą władzy duchowo – politycznej. Jednym z centralnych jej sądów jest religijna doktryna podpierająca świeckie rusztowanie.

Spokojnie możemy przejść teraz do współczesności, a konkretnie do przyjrzenia się niektórym kulturowym aspektom nowożytnych dziejów europejskiego kręgu. Czy jego cywilizacyjne podstawy wciąż zanurzone są w łacińskich pryncypiach, czy też może nie? A jeżeli udzielamy odpowiedzi negatywnej – to z jakiego źródła współcześnie czerpiemy? Definiowanie życia, jego znaczenia i dalszych perspektyw już przecież  nie należy do chrześcijaństwa. To nie ono tłumaczy bieg spraw, w tym te arcyważne, odnoszące się do politycznych struktur. Zbyt wiele wiemy o jego śmierci, by tu pisać o tym bolesnym odczuciu. Ale przecież życie się toczy i trzeba je jakoś ogarniać. Porzucenie, tak zwanej rzeczywistości, nie jest bowiem tym wskazanym rozwiązaniem. Zalecaną postawą.

Fundamentem dzisiejszego klimatu jest bunt. Kontestacja skierowana przeciwko podstawom chrześcijańskiego rozumienia świata, w tym polityki i wszelkich struktur władzy. On zrodził nowe doktryny, które od liberalizmu do marksistowskiego kolektywizmu  łączy jedno: wywyższenie człowieka, połączone ze strąceniem Boga, a nawet wszelkich duchowych mocy. Także tych, mogących być skutkiem praw materii. Jednak – co wiemy – natura nie znosi próżni. To co ginie zastępowane jest przez coś nowego. Tak też okazało się być i tym razem. Na politycznym gruncie zwycięstwo odniosła teza, że wszelkie panowanie ma swoje źródło w fikcyjnej społecznej umowie i ma charakter utylitarny. W wersji praktycznej oznaczało to utrwalenie się parlamentaryzmu, w różnych zresztą postaciach. W tym ujęciu i bolszewizm oraz narodowy socjalizm są dziećmi tej samej demokratyczno – liberalnej epoki. Jej modernistycznej wiary w ludzką nieograniczoną moc. Od antropologicznych uwarunkowań trudno jest jednak uciec.

Ta era ma swoich zeświecczonych  interpretatorów i proroków. Jest to całość składającą się na nową cywilizację. Ci liczni twórcy, ten cały jej klimat, owe instytucje – czym zatem są? Wydaje się, iż ostatecznie zastąpiły stary świat. Ale w istocie są zaledwie przysłowiowym małpowaniem, tworzącym nowy rodzaj tym razem laickiej wiary, z dogmatami i inkwizycją (polityczną poprawnością). Teologię chrześcijańską wyparła zatem ta świecka. Wbrew głoszonym tezom również wszechogarniająca. Władza polityczna w pełni jej podlega, w tym sensie, że jest całościowo nadzorowana.

Jaką zatem cywilizację reprezentuje ten świat, znany nam zaledwie od kilku stuleci? Jego charakter wskazuje na to, że nie jest nową, ani nawet poprawioną odmianą starego. Łudząco przypomina w wielu aspektach cywilizację sakralną, co do jej naturalnie faktycznego charakteru. Jest jej jakąś dziwną, chciałoby się rzec, że  satanistyczną wersją.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 27-28 (4-11.2021)

Redakcja