KresyJeśli Paryż wart był mszy, to Wilno warte jest życia

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

Przed kilkunastu laty w jednym z wywiadów jakiego mi udzielił znakomity pisarz, scenarzysta i arcylwowianin Jerzy Janicki – nie mogę napisać, że powiedział – bo faktycznie to on  wykrzyczał takie oto zdanie: „Nie można nie wiedzieć co to był Lwów!”. Rozwijając tę myśl Jerzy Janicki nie krył swojego zbulwersowania faktem niskiego poziomu wiedzy o Lwowie wśród współczesnej inteligencji polskiej.

Ja obecnie trawestując to rozpaczliwe wołanie lwowskiego erudyty piszę „Nie wolno nie wiedzieć co to były Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej”. Powtarzam:” Nie wolno nie wiedzieć co to Kresy Wschodnie zarówno w przeszłości jak i w teraźniejszości. Nie wolno nie wiedzieć zwłaszcza teraz gdy się ma do dyspozycji prześwietną lekturę tematyczną jaką niewątpliwie jest „Kresowa Atlantyda” autorstwa legendarnego już w kontekście Kresów profesora Stanisława Niciei.

Skoro wcześniej wspomniałem o Jerzym Janickim, to godzi się odnotować, że właśnie autor „Kresowej Atlantydy” sprawując  przez wiele lat godność Rektora Uniwersytetu Opolskiego, spowodował przyznanie Jerzemu Janickiemu tytuł doktora Honoris Causa” tej uczelni. Nawiasem mówiąc to właśnie profesorowi S. Niciei za jego dziejopisarską twórczość należą się stosowne odznaczenia państwowe, a także ( jeśli kiedyś zostanie ustanowiony) „Polski Nobel Kresowy”, bo taką rangę naukową i literacką mają wszystkie tomy tej serii wydawniczej, która Polakom dostarcza intelektualnego i duchowego tworzywa do budowy kondycji moralnej narodu.

I oto mam przed sobą XV tom „Kresowej Atlantydy” zatytułowany „Wilno”. Wybitny artysta – malarz, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego Ferdynand Ruszczyc w przepływie zachwytu nad pięknem tego miasta rzekł z emfazą w głosie: „Jeśli Paryż wart był mszy to Wilno warte jest życia”. Zawartość XV tomu w całej rozciągłości potwierdza słuszność tej „Ruszczycowej” konstatacji. Jest ona tym bardziej prawdziwa, że S. Nicieja ukazuje nam Wilno na tyle przez urodę jej zabytków i pejzaży co przez życie i czyny niepospolite mieszkańców tego historycznego grodu. Jeden z nich znany artysta – fotografik Jan Bułhak napisał przed laty, że „Poznać Wilno, to znaczy pokochać je na zawsze”.

Nicieja oddając do rąk czytelników tom poświęcony Wilnu uczynił wiele by pokochali oni to miasto na zawsze poprzez biografie i działalność Wilnian w różnych okresach historycznych i w różnych obszarach ludzkiej aktywności a zwłaszcza w nauce, kulturze i polityce. To dzięki omawianej książce dowiadujemy się ze zdziwieniem, że oto ktoś wybitny, ważny, odnoszący sukcesy w Polsce czy też za granicą, którego znaliśmy z literatury, filmu, z mediów ma wileńskie korzenie, wileńskie wykształcenie lub co najmniej wileńskich przodków (np. Maryla Rodowicz, Hanna Skarżanka, Kazimierz Brusikiewicz, Natasza Zylska, Ada Rusowicz, Emil Karewicz Kira Gałczyńska).

Dobrze pamiętam, że jako mały chłopiec co tchu biegłem ze szkoły do domu któregoś dnia tygodnia – była to chyba środa – by zdążyć przyłożyć ucho do „Pioniera”, który stał na wysokiej szafie w naszej kuchni w domu rodzinnym w Rogowie Legnickim. Ten skromny radioodbiornik pozwalał mi zanurzyć się w czarowny świat muzyki, którą intuicyjnie odczuwałem jako swojską, bliską memu sercu wiejskiego chłopaka. Tym magnesem przyciągającym mnie do ebonitowego pudełka była kilkunastominutowa, a może nawet półgodzinna audycja ze studia radiowego w Łodzi, gdyż w tym mieście funkcjonowała znakomita Orkiestra Mandolinistów pod dyrekcją Edwarda Ciukszy.

Ten utalentowany mandolinista, kompozytor i dyrygent już przed wojną w Wilnie założył orkiestrę, której członkowie po opuszczeniu swojego rodzinnego miasta przenieśli się do Łodzi dając wiele koncertów, akompaniując znanym piosenkarkom i piosenkarzom między innymi Renie Rolskiej i Tadeuszowi Woźniakowskiemu oraz nagrywając w 1969 roku płytę, która zyskała wielkie uznanie melomanów tego okresu. Nie spodziewałem się, że kiedyś „zetknę się” z Edwardem Ciukszą na stronicach popularnej serii wydawniczej jaką jest „Kresowa Atlantyda” autorstwa wybitnego historyka polskiego Stanisława Sławomira Niciei. Krótki biogram Edwarda Ciukszy znalazłem w XV tomie „ Kresowej Atlantydy” poświęconym Wilnu.

Nie dawno w serdecznej – jak zwykle – rozmowie z wyjątkową postacią polskiej kultury ( śpiewak operowy wieloletni dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi, autor licznych programów telewizyjnych i radiowych, twórca festiwali muzyczno – artystycznych) jaką jest Kazimierz Kowalski okazało się, że ten łódzki artysta ma też bogatą kartę owocnej współpracy z Edwardem Ciukszyną. I jak tu nie zgodzić się z poglądem, że świat twórców kultury i artystów jest pełen niespodziewanych spotkań , przyjaźni, wspomnień i wspólnej satysfakcji z dokonań.

Nie mogłem też przewidzieć – będąc studentem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku – że prowadzący z nami zajęcia z nauk politycznych prof. Kazimierz Podoski będzie w przyszłości ciepło i z uznaniem opisany przez prof. S. Nicieję w prestiżowym dziele historycznym. Nawet nie przypuszczałem, że energiczny i błyskotliwy wykładowca – a takim był prof. K. Podoski – pochodzi z Wilna, i że jest synem Bohdana Podolskiego współtwórcy tzw. „Konstytucji Kwietniowej”. Dzieje i działalność  kilkudziesięciu Wilnian różnych stanów i profesji w różnych okresach historycznych zawarł po mistrzowsku i kompetentnie oraz pięknie literacko S. Nicieja w omawianym XV tomie „Kresowej Atlantydy”.

Większość czytelników znających twórczość dziejopisarską i edukacyjną prof. S. Niciei postrzega go jako wybitnego znawcę historii Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich. Powszechnie wiadomo, że to właśnie S. Nicieja wprowadził do obiegu naukowego, intelektualnego i edukacyjno – medialnego Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. On też uświadomił naszemu społeczeństwu, że Lwów przez długie lata uczył Polaków patriotyzmu i szacunku dla własnej historii i kultury.

Tym razem niezwykła dociekliwość badacza, ciekawość Świata Kresów i świadomość ich roli dla tożsamości Polaków skierowała uwagę autora „Kresowej Atlantydy” na Kresy Północno – Wschodnie czyli na Wilno. To piękne i historyczne miasto zyskało w osobie S. Niciei swojego wyjątkowego i skutecznego piewcę. Oczywiście urok tego miasta powodował, że miało ono piewców wielu zarówno wśród zwykłych ludzi, którzy tam mieszkali bądź doń przybywali jako turyści jak też wśród wybitnych znawców zagadnienia (np. prof. Uniwersytetu Stefana Batorego Juliusz Kłos czy też prof. Stanisław Lorenc). Uczeni temu miastu poświęcali rozprawy naukowe, książki i przewodniki, a miłośnicy Wilna wyrażali swój zachwyt w sposób bardziej emocjonalny i sentymentalny. Przed wojną opowiadano o tym jak jeden „Wilniuk” wrócił z podróży do Włoch i zapytany przez przyjaciela o wrażenia z pobytu we Florencji odrzekł: „Cóż, Florencja miasto podobne do naszego tylko, że Wilno jest ładniejsze”.

Nie mam wątpliwości, że XV tomem „Atlantydy Kresowej” S. Nicieja zaprosił nas do niezwykłego miasta, w którym żyli i działali w różnych sferach życia ludzie wyjątkowi, których dorobek i czyny stanowią przeogromny zasób dóbr kultury, nauki, życia gospodarczego i politycznego budujący naszą tożsamość narodową w latach minionych ale także mający znaczenie i w dobie współczesnej. Kolejny tom „Atlantydy” poświęcony Wilnu traktuje głównie o ludziach tego Grodu, a jeśli w pewnych sekwencjach tej opowieści pojawiają się zabytki kultury materialnej (świątynie, pałace, fortyfikacje) to stanowią one pretekst lub tło do wyeksponowania ich twórców, autorów, opiekunów i mecenasów. Tak więc w trakcie lektury XV tomu zatytułowanego „Wilno” przez naszą świadomość przewija się imponująca galeria osób, których biografie i dokonania budzą podziw, szacunek, fascynację lub co najmniej zaciekawienie. Nie można pozostać obojętnym wobec żadnej postaci przywołanej przez S. Nicieję z mroków niepamięci lub celowego zapomnienia ze względów n.p. politycznych czy obyczajowo – moralnych. Oczywistym jest, że znakomita większość opisanych przez S. Nicieję osób budzi naszą sympatię, podnieca wyobraźnię, czasem intryguje i zawsze zaciekawia.

Kreślone piórem wybitnego dziejopisarza jakim jest profesor S. Nicieja sylwetki niepospolitych Wilnian zapadają w naszej pamięci i trafiają do serc czytelników. Ze względu na rozległą panoramę ludzi kultury i sztuki oraz ich osiągnięć na gruncie wileńskim XV tom „Atlantydy” mógłby się znaleźć w kanonie lektur  dla studentów wydziałów kulturoznawstwa różnych uczelni bowiem w tomie tym zawarta jest skondensowana wiedza o najważniejszych trendach i postaciach polskiej kultury ważnego segmentu naszego narodu o kresowym rodowodzie mającym wpływ i znaczenie dla całokształtu polskiej kultury zwłaszcza w I połowie XX wieku, ale z odczuwalnymi pozytywnie skutkami w latach późniejszych aż do chwili obecnej.  Do tego ta skumulowana wiedza podana jest pięknym polskim językiem, plastycznym i barwnym opisem – zgodnie z dewizą prof. S. Niciei, że „historia nie musi być tylko nudną opowieścią o czasach minionych”.

Nagromadzenie wybitnych osób ich biografii i życiowych dokonań w kontekście Wilna dało S. Niciei podstawę do tego by uznać taką właściwość tego Grodu jaką jest „ Genius Loci”, który do tej pory S. Nicieja dostrzegał głównie we Lwowie i kilku innych miejscowościach kresowych. Zachwyt autor „Atlantydy” ludźmi Wilna doprowadził go do konkluzji, którą pozwalam sobie zacytować: „Przygotowując się do napisania tego tomu i coraz głębiej zanurzając się w literaturę przedmiotu nabrałem przekonania, że myliłem się wcześniej (szczególnie w I tomie), gdy twierdziłem, że w II Rzeczypospolitej niemal dwa razy liczebniejszy Lwów dominował nad Wilnem, miał mocniejszą pozycję kulturalną i polityczną w odrodzonym państwie polskim. Tymczasem okazała się rzecz dla mnie zaskakująca. Lwów, który w okresie zaborów, a zwłaszcza w okresie autonomii galicyjskiej wyrósł na duchową stolicę Polski, w II Rzeczypospolitej obsunął się na pozycję jednej z prowincji kraju. Wilno, które w czasie zaborów zdetronizowano, odbierając mu miano drugiej stolicy Rzeczypospolitej Obojga Narodów i zepchnięto na pozycję prowincjonalnego „ruskiego gorodka”, w odrodzonej po 1918 roku Polsce odbiło się od dna i poszybowało intelektualnie na pozycję ważnego centrum kultury polskiej i żydowskiej w Europie”.

Być może pogląd ten nosi znamiona autorskiej ekstrawagancji na tle powszechnie znanego przekonania o wyjątkowości Lwowa. Dla  wielu miłośników miasta „Semper Fidelis” będzie ta ocena obydwu miast wysoce kontrowersyjna, z którą należy polemizować. Z pewnością nie uszłaby ona uwadze takich czcicieli (niestety już nieżyjących) Lwowa jak Marian Hemar, L. Wasylkowski, Witold Szolgina, Jerzy Janicki czy prof. Mieczysław Gębarowicz. Nie można wykluczyć, że zacytowane powyżej tezy prof. S. Niciei to swoista prowokacja intelektualna, która zainspiruje znawców przedmiotu do ciekawej polemiki wokół nierozstrzygalnego dylematu: Lwów czy Wilno? Nie sądzę, żeby tak jednoznaczne opowiedzenie się prof. S Niciei po stronie Wilna wywołało scholastyczny spór z kategorii tych „czy Święta Bożego Narodzenia są ważniejsze od Wielkanocy?’ Natomiast merytoryczna rozmowa o tych dwóch kresowych metropoliach jest wysoce pożądana i potrzebna z punktu widzenia wszystkich tych, którzy dążą do podniesienia poziomu wiedzy naszego społeczeństwa o byłych polskich Kresach Wschodnich.

Wielką zaletą dziejopisarstwa S. Nicei jest to, że ukazując życie, działalność i twórczość mieszkańców miast i miejscowości kresowych w okresie przedwojennym i w latach II wojny światowej śledzi on wnikliwie ich losy po wypędzeniu z Kresów i skrupulatnie ocenia dokonania Kresowian w nowym miejscu osiedlenia – głównie na Ziemiach Odzyskanych. Ten zabieg autorski obecny jest także w odniesieniu do Wilnian, którzy wnieśli ogromny wkład w odbudowę kraju po wojennych zniszczeniach oraz w animowanie życia naukowego i artystycznego. Bardzo trafnie zdefiniował ich S. Nicieja jako kreatorów elit intelektualnych Polski po 1945roku.

Szerzej rzecz ujmując można też powiedzieć, że wielu spośród Wilnian „przeszczepionych” do Polski Zachodniej, Północnej czy też Centralnej było kreatorami rzeczywistości politycznej czy też gospodarczej Polski Ludowej. Do tej grupy zaliczyć można Stefana Jedrychowskiego wieloletniego Ministra Spraw Zagranicznych PRL, który miał nie wątpliwie zasługi w przygotowywaniu Polsko-Niemieckiego Układu o uznaniu przez RFN polskiej granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej. Inni „Żagaryści”, którzy odgrywali ważną rolę w powojennym życiu Polski to m.in. Noblista Czesław Miłosz oraz pisarz i polityk Jerzy Putrament.

Kreśląc panoramę Kresów powojennej elity Polski Ludowej autor „Atlantydy” przywołuje takie postacie jak: Zofia Abramowiczówna, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Osman Achmatowicz,  Rektor Politechniki Łódzkiej Wanda Archemowiczówna, prof. KUL-u Waldemar Babinicz – twórca Uniwersytetów Ludowych, autor ok. 20 tomów opowiadań i powieści, Juliusz Bardach – historyk prawa, Józef Borsuk – dziekan Wydziału Lekarskiego w Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, Janusz Bułhak – fotografik, kompozytor (syn Jana Bułhaka słynnego mistrza fotografii), Seweryn Butrym – aktor („Krzyżacy”, „Lalka”), Zofia DembińskaDeszyńska – Wiceminister Oświaty, Poseł na Sejm PRL, Aleksy Deruga – Dyrektor Polskiej Agencji Prasowej, Łukasz Dorosz – Rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku, Jan Kiejstut Druto – Ambasador PRL w Turcji, Włoszech i Francji, Zbigniew Żakiewicz – pisarz nurtu kresowego w literaturze polskiej, Edward Kisiel – Arcybiskup, Metropolita Białostocki, Eugeniusz Paukszta – powieściopisarz, Kazimierz Podoski – profesor politolog w Uniwersytecie Gdańskim, Stanisław Stomma – prawnik, polityk, Poseł na Sejm PRL, Maria Znamierowska – Prufferowa – etnograf, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Jerzy Sztachelski – Minister Zdrowia PRL.  Ta krótka lista może wydawać się nieco przydługą, ale i tak nie zawiera wszystkich osób z wileńskimi korzeniami o których pięknie i ciepło pisze prof. S. Nicieja. Pełniejszy obraz tej wspaniałej zbiorowości osób ze świata nauki, kultury i polityki znajduje się w XV tomie „Kresowej Atlantydy”

Oczywistym jest, że więcej miejsca w „Niciejowej” opowieści o niezwykłych  „Wilniukach” poświęca autor „Atlantydy” Tadeuszowi Konwickiemu, Leopoldowi Tyrmandowi, Franciszkowi Walickiemu – „Cesarzowi” polskiej sceny muzycznej, Maryli Rodowicz ( z Wilna pochodzili jej dziadkowie, babcie, ojciec – współwłaściciel apteki „Pod Łabędziem” w Wilnie), aktorom Emilowi Karewiczowi i Zygmuntowi Kęstowiczowi, piosenkarzom – Krzysztofowi Cwynarowi, Andrzejowi Dąbrowskiemu, Adzie Rusowicz, śpiewakowi Bernardowi Ładyszowi, Nataszy Zylskiej, pisarzowi Pawłowi Jasienicy.

W Wilnie byłem na przestrzeni wielu minionych lat kilkadziesiąt razy. Pierwszy raz gorąco zachęcony przez Wilniankę Aldonę Jozapawiczius, która podobnie jak ja była doktorantką w Państwowym Uniwersytecie im. M. Łomonosowa w Moskwie. Dowiedziawszy się, że wśród zagranicznych doktorantów jest też Polak uznała, że powinna mnie namówić do wizyty w Wilnie. Nie musiała się z tym mocno natrudzić,  gdyż ja również byłem ciekaw tego miasta. W czasie tej pierwszej wizyty poznałem męża Aldony – Algisa, obecnie profesora matematyki w tamtejszym uniwersytecie. Ojciec Algisa opowiadał mi z dumą, że w dzieciństwie  ukończył kilka klas w polskiej szkole. Jozapawicziusowie (rodzice Algisa i ich dzieci) nigdy nie powiedzieli złego słowa o Polsce i Polakach pomimo tego, że są  Litwinami „z krwi i kości”. Podobnie z dużą sympatią dla naszej wspólnej litewsko – polskiej przeszłości odnosi się zawsze inny „typowy” Litwin Jonas Butkeviczius profesor – architekt, syn znanego litewskiego rzeźbiarza i malarza.

Z Jonasem toczymy nieraz historyczne spory, ale nie przekraczają one granic i temperatur, które  zagrażałyby naszej przyjaźni. Przed laty prof. Jonas Butkeviczius przyjmował w swoim wileńskim mieszkaniu niemal całą oficjalną delegację Sejmu RP z Jej Przewodniczącym Waldemarem Pawlakiem. Kiedy zrealizowaliśmy program dzienny wizyty (między innymi spotkanie z Marszałkiem Sejmu Litwy) zaproponowałem kolegom z delegacji prywatne odwiedziny litewskiego intelektualisty w Jego mieszkaniu ozdobionym pracami rzeźbiarskimi i malarskimi ojca naszego (co oczywiste) gospodarza wieczoru. I choć Jonas jest wielbicielem litewskich tradycji i zwyczajów przebieg spotkania miał iście słowiańską atmosferę i przyjacielski klimat godny zapamiętania.

Prof. S. Nicieja pisze też w XV tomie o współczesnych poetach polskich wymieniając wśród nich  Wojciecha Piotrowicza, który jest także  tłumaczem, rzeźbiarzem i jednym z twórców Zespołu Pieśni i Tańca „Wilia”. W mojej świadomości poeta Wojciech Piotrowicz funkcjonuje w swoistym duecie twórczym z Rimantasem Szalną, z którym wspólnie piszą książki i hymny pochwalne na cześć Adama Mickiewicza.  Rimantas Szalna jest dyrektorem Muzeum Adama Mickiewicza na wileńskiej starówce, w jednym z mieszkań w którym mieszkał i tworzył nasz Wieszcz Narodowy.

Rimantas Szalna

Ale Rimantas Szalna kocha Adama Mickiewicza oraz Polaków i Polskę nie z racji swojej funkcji  (muzeum jest w strukturze Uniwersytetu Wileńskiego) lecz z autentycznej, głębokiej potrzeby serca. Może o tym zaświadczyć każdy uczestnik organizowanych przez Stowarzyszenie Kulturalne „Krajobrazy” wyjazdów studyjno – turystycznych, których kierownikiem od lat jest Maria Dychowicz – sekretarz Stowarzyszenia. Scenariusz pobytu grup „Krajobrazów” zawsze zawiera zwiedzanie mieszkania Adama Mickiewicza, następnie błyskotliwy, skrzący się anegdotami wykład autorstwa obydwu poetów (R. Szalny i W. Piotrowicza) o obiecującym i adekwatnym do sytuacji tytule  „Kobiety w życiu wieszcza” i uroczyste, nastrojowe zakończenie przy lampce dobrego wina w prastarej piwnicy pod muzealnymi pokojami. Zawsze gdy spotykam się z Rimantasem Szalną i widzę oraz odczuwam żarliwość z jaką promuje postać i twórczość Adama Mickiewicza nasuwa mi się myśl o tym, że temu wspaniałemu przedstawicielowi inteligencji  litewskiej należy się od państwa polskiego wysokie odznaczenie stosowne do Jego zasług na polu troski i dbałość o polskie dziedzictwo kulturowe na Litwie.

W XV tomie „Atlantydy” czytelnik znajdzie też bardzo nowatorskie i kompetentne oceny środowiska polskiego w Wilnie tworzonego przez pokolenia urodzone tam już po 1945 roku. W tym kontekście pojawia się wiele nazwisk – w tym wiele z którymi wiążą mnie dobre wspomnienia i uczucia przyjaźni (Romuald Mieczkowski, Jerzy Surwiło, Jan Sienkiewicz). Kilku z nich było na moje zaproszenie na Ziemi Legnickiej prezentując swoją twórczość literacką. Znaczącą rolę w podtrzymywaniu polskości prof. S. Nicieja słusznie przypisuje gazecie „Czerwony Sztandar (obecnie „Kurier Wileński) Zespołom Folklorystycznym: „Wilia”, „Wileńszczyzna”, Kapeli Wileńskiej a także Polskiemu Teatrowi Dramatycznemu.

Od siebie dodam, że większość polskich organizacji i zespołów artystycznych znalazło „przytulisko” w wielce zasłużonej dla podtrzymywania ducha narodowego i krzewienia polskości instytucji jaką jest Dom Kultury Polskiej kierowany przez Pana Artura Ludkowskiego, który wspierany przez nieliczny, ale niezwykle kompetentny i ofiarny zespół współpracowników (Krystyna Zimińska, Teresa Tomaszewicz, Władysław Wojnicz) spełnia funkcję prężnego ośrodka promującego kulturę polską nie tylko na stołeczne Wilno, ale i na całą Litwę. Bywa i tak, że Rodacy, którzy przybywają z kraju i znajdują tu gościnną przystań też zaczerpną coś dla swojego serca i duszy z wileńskiej kultury i polskości, która przetrwała mimo różnych zawirowań historycznych i politycznych.

Profesorowi S. Niciei należy się szczere uznanie za ten XV tom „Atlantydy” poświęcony Wilnu, które opisał przez pryzmat swoich kresowych doświadczeń wprowadzając do narracji o tym mieście nowe wątki personalne, nowe oceny pewnych zjawisk i wydarzeń historycznych oraz odkrywając nowe powody dla zachwytów nad tym historycznym Grodem.

Przemieszczając się na obszary bliższe polityce S. Nicieja odnotowuje powstanie Stowarzyszenia Społeczno – Kulturalnego Polaków na Litwie (1988), które z czasem przekształciło się w Związek Polaków  Litwy. W tym kontekście brakuje mi w tekście prof. S. Niciei takich nazwisk jak: Michał Mackiewicz, Waldemar Tomaszewski, Aleksander Pieszko i Artur Ludkowski. Teraz to właśnie oni dbają skutecznie o prawa językowe i kulturowe Polaków w Wilnie, mimo że nie zawsze znajdują zrozumienie i aprobatę ze strony politycznych decydentów w Macierzy, którym „poprawność polityczna” zaciemnia prawdziwy obraz polsko – litewskiej rzeczywistości.

Dr Tadeusz Samborski

Prezes Stowarzyszenia „Krajobrazy” w Legnicy

Myśl Polska, nr 11-12 (14-21.03.2021)

Redakcja

Powiązane Posty