FelietonyPublicystykaDogmaty

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Pojęcie dogmat i wszystko co od niego pochodne jest w tych czasach całkowicie skompromitowane. Można, by rzec, że leżą one bezużyteczne na śmietniku historii. W tej epoce nieustannego ruchu, ciągłego stawania się, wreszcie ewolucji, miejsca na dogmaty już nie ma. Bo i po co ta przeszkoda, tamująca zwycięski pochód antropocentryzmu; gdy miarą rzeczy  jest sam człowiek.

Przez różnych gnostyków zwany Adamem Kadmosem. Człowiekiem kosmicznym. Nie ma tu przestrzeni na osobowy charakter i specyficzną naturę; istnieją tylko zjawiska i fenomeny. Zresztą pozostające w nieustannych ruchu. W biegu od punktu „a” do punktu „z”. Wynika z powyższego, że ludzkość zbawi się sama. Jest to jej przeznaczeniem. Dziejowym prawem. Trzeba by zatem uznać, iż jedynym nowożytnym dogmatem pozostało przekonanie, że  jest nim jego brak.

Czym jest więc ta zdegradowana przez nowożytność dogmatyka? To nic innego niż stanowczy sąd o rzeczywistej naturze jakiejś konkretnej sprawy, dotyczącej obszaru życia duchowego. Tymczasem współcześni demiurgowie uznają, że wszystko ma swoje źródło w samej materii; jej prawidłach nieustającego ruchu; stałej wędrówce ku górze, czyli zjawisku coraz bardziej złożonym. Inny świat dla nich nie istnieje, zaś  duchowość ma swoje podstawy w społecznych urojeniach, tak zwanej alienacji, nieumiejętności prawidłowego rozeznania rzeczywistości, itd. Są to – według nich – skazy przezwyciężalne, a życie dzisiejszych ludzi niezbicie ma świadczyć o tym, że istotnie tak właśnie jest. Trwa więc wyłącznie to, co można zbadać i ustalić na podstawie pożytecznego  doświadczenia.

Czyżby? W tym zwycięskim pochodzie, na tej drodze staje jedna przeszkoda: chrześcijaństwo. I tylko ono, gdyż wszystkie inne całościowe systemy, pretendujące do roli wielkich religii, są w ostateczności odmianami gnostycyzmu. Gdyż bez wiedzy nie ma tam innej drogi do zbawienia. Śmiertelnym przeciwnikiem tych doktryn postępu i sztuk samozbawienia jest wyłącznie chrześcijaństwo, a właściwie jego katolicki ryt, głównie on. Zakłada bowiem pewność prawdy, stałość życia mimo oczywistej zmienności samych kostiumów. Takie przeświadczenia oparte zostały  na całym szeregu dogmatów. A one natomiast: raz ogłoszone nie podlegają dyskusji i prawom ciągłych zmian. Przez wieki są stałe. Ale to jeszcze zbyt mało by trwać w niezmienności.

 Dla obrony dogmatów niezbędna jest instytucja powołana, by je strzec, wykładać i w ich duchu pouczać ludy i narody. A jest nią Kościół katolicki, ze swoją unikatową strukturą, instytucjami życia, sposobem komunikowania się z rzeszami; wreszcie, co najważniejsze z papieskim urzędem. Tym zwieńczeniem, bez którego Kościół nie może owocnie żyć. Dlatego też spór pomiędzy rzymską konfesją, a wszystkimi doktrynami progresywizmu jest konfliktem zasadniczym, egzystencjalnym i w swej istocie fundamentalnym. Wiadomo, że wróg pod postacią tak zwanego modernizmu przełamał współcześnie szańce i wyszczerbił warowne mury, ale nie unicestwił łacińskiej dogmatyki. Ta wciąż trwa mimo jej teologicznego rozcieńczenia, rozwodnienia i nadania jej dialektycznej dwuznaczności. Wydaje się, że patrząc na sprawy z tej perspektywy, może jeszcze nie wszystko jest bezpowrotnie stracone?

Antoni Koniuszewski

Redakcja