PolitykaŚwiatWarecki: Uczynił ten, kto nie odniósł korzyści

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Najtęższe głowy na całym świecie próbują dociec, kto stał za krwawym zamachem w podmoskiewskim Crocus City Hall 22 marca 2024 roku. Jeszcze nie ostygły zgliszcza podpalonej przez terrorystów sali widowiskowej, a już Stany Zjednoczone podały światu do wierzenia dogmat, że zamachu dokonało Państwo Islamskie i Ukraina nie ma z tym nic wspólnego.

W charakterystyczny dla siebie sposób skomentowała ten dogmat rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważając, że tak szybko Amerykanie dowiedzieli się kto dokonał zamachu, chociaż od 60 lat nie wiedzą, kto stał za zamachem na prezydenta Johna Kennedy’ego. Możliwe, że w Waszyngtonie wiedziano już to zanim doszło do potwornego aktu terroru, w którym życie straciło blisko 150 osób.

Dogmat o niewinności Ukrainy

Spośród wszystkich ekspertów i komentatorów prawie nikt nie pokusił się o bezpośrednie wskazanie kto w istocie może być za tę zbrodnię odpowiedzialny. Generalnie nie dają się oni wciągnąć w szczegółowe dywagacje na temat „sprawstwa kierowniczego”, ograniczając się w zasadzie do podstawowych wniosków. Na całym Zachodzie w zasadzie przyjęto podaną do wierzenia przez USA wersję, że za zamach na Crocus City Hall odpowiedzialność ponosi Państwo Islamskie. Takie też były pierwsze komunikaty w polskich mediach głównego nurtu i zdaje się, że po dziś dzień na tym poprzestano. W opętanej rusofobią Polsce niektórzy wskazywali nawet na Władimira Putina jako inspiratora tego potwornego aktu terroru, aby rozsierdzić Rosjan, żeby chętniej szli na ukraiński front. Niektórzy komentatorzy, analizując zamach z punktu widzenia potencjalnych korzyści, twierdzili, że sprawstwo kierownicze tego aktu terroru nie pochodziło ani z Rosji, ani też z Ukrainy, szczerze wskazując jednocześnie na zaangażowanie ISIS w przeprowadzenie zamachu.

Rosjanie już wiedzą

Najwłaściwszy kierunek poszukiwań podjęli Rosjanie, którzy dysponując zebranym materiałem dowodowym, mocno wskazują na zaangażowanie Ukrainy w przygotowanie krwawej jatki w Crocus City Hall. W początkowej fazie śledztwa najdalej poszedł szef rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow, wskazując na USA, Wielką Brytanię i Ukrainę jako inspiratorów i organizatorów terrorystycznego ataku na Crocus City Hall. Z ostrożności procesowej nie wskazał jednak konkretnie żadnych osób czy instytucji. Najprawdopodobniej Rosjanie znają już prawdę na temat prawdziwych sprawców aktu terroru w Krasnogorsku i obecnie są w trakcie zbierania twardych dowodów w tej sprawie. Interesujące będzie, jak oni później zebrany materiał dowodowy wykorzystają.

Logika Rittera

Jest jednak jeden ekspert w problematyce wojennej geopolityki, który wprawdzie nie ma tak szerokiego dostępu do materiałów dotyczących zamachu jak rosyjscy śledczy, jednak nie zawahał się wskazać na wielce prawdopodobnego sprawcę kierowniczego tragedii w podmoskiewskim Krasnogorsku. Jest to Scott Ritter, który w latach 90. ub. wieku był inspektorem MAEA ds. poszukiwania broni masowego rażenia w Iraku. Wsławił się tym, że jako jeden z nielicznych sprzeciwiał się interwencji USA w Iraku w marcu 2003 roku, wiedząc, że nie ma tam żadnej broni masowego rażenia, co się szybko potwierdziło.

Scot Ritter przyznając uczciwie, że nie ma na to twardych dowodów, jednocześnie analizując wnikliwie okoliczności zamachu, jak też i jego szeroki kontekst, bez wahania wskazuje na Centralną Agencję Wywiadowczą jako sprawcę kierowniczego przeprowadzonego w Krasnogorsku zamachu terrorystycznego. W swoich dociekaniach dostępnych na kanele RusProNews w znacznym stopniu opiera się na wstępnych wynikach z rozmachem prowadzonego przez rosyjskie służby dochodzenia. Za kluczowy wątek dyskwalifikujący podany przez Amerykanów dogmat uważa sam fakt ucieczki terrorystów z miejsca zbrodni oraz kierunek ich ucieczki, której celem była Ukraina. Według ustaleń rosyjskich śledczych, napastnicy komunikowali się z kimś na Ukrainie nie daleko od granicy z Rosją, kto miał umożliwić im jej bezpieczne przekroczenie. Udana ucieczka napastników z Moskwy nie była przypadkiem. Rosjanie celowo pozwolili daleko im odjechać, śledząc jednocześnie z kim w tym czasie się komunikowali. Rosjanom jest więc prawdopodobnie znane do kogo napastnicy dzwonili i o czym rozmawiali. Chociaż kierunek ucieczki jest oczywisty, to jednak kierownicze sprawstwo Ukrainy w przygotowaniu tego aktu terroru wcale nie jest oczywiste, co w jednym z oświadczeń wydawał się sugerować sam prezydent Putin, pytając kto oczekiwał na terrorystów po przekroczeniu granicy.

Ukraina pod kontrolą CIA

Pamiętajmy, że od przewrotu z 2014 roku Ukraina nie jest państwem suwerennym, lecz zarządzanym przez CIA amerykańskim bantustanem i – najdelikatniej mówiąc – żerowiskiem dla międzynarodowej oligarchii finansowej i podporządkowanych im korporacji. Wskazuje też na to, co podkreślają też rosyjscy analitycy, logistyka zamachu, który był bardzo dobrze zorganizowany i sprawnie przeprowadzony. W Polsce jak i na całym zdominowanym przez Anglosasów Zachodzie skupiamy się na tych czterech nieszczęśnikach, a jednocześnie ignorujemy tych, których kamery nie pokazują, a którzy przygotowali całą logistykę krwawej jatki w Crocus City Hall.

Teatr dla medialnej gawiedzi

Drugim analizowanym przez Rittera wątkiem jest zapodany przez Amerykanów dogmat o odpowiedzialności ISIS za dokonany akt terroru. Aby uwiarygodnić ten dogmat, wmawia się nam, że napastnicy związani byli z Państwem Islamskim Chorasanu, związanym z Afganistanem, Turkmenistanem i Iranem. Stany Zjednoczone od razu zakomunikowały, że to było ISIS, i że to nie była Ukraina, na co Rosjanie natychmiast trzeźwo zapytali skąd Ameryka to wie i dlaczego Ameryka tak szybko wyszła z tym oświadczeniem? Odpowiedź jest prosta: aby w oczach światowej opinii publicznej uwolnić od winy Ukrainę i zwalić ją na ISIS.

Aby to uwiarygodnić opublikowano fotografię, na której napastnicy na tle flagi Państwa Islamskiego składają przysięgę na wierność organizacji poprzez podniesienie ręki z palcem wskazującym skierowanym ku górze. Tak właśnie czynią terroryści z Al Kaidy czy ISIS przed dokonywaniem aktów terroru. Problem jednak w tym – i zauważył to Scott Ritter – że terroryści z Krasnogorska czynili ów gest lewą ręką, co jest sprzeczne z zasadami islamu, bo zgodnie z zasadami islamu lewa ręka, to ręka nieczysta, którą się nie je i której się nie używa do religijnych obrzędów. Zapewniam, że fotografia nie jest lustrzanym odbiciem. Oznacza to, że ci ludzie praktycznie niczego nie wiedzą o islamie. Może i określają się jako muzułmanie, lecz nie posiadają głębokiej wiedzy o islamie i związanej z tym wyznaniem symbolice.

Drugą ciekawą osobliwością tej fotografii – na co również zwraca uwagę Ritter – jest fakt, że twarze terrorystów są rozmyte. Podkreśla on, że na wszystkich filmach wideo o terrorystach z Al Kaidy czy Państwa Islamskiego wykonanych przed dokonaniem aktu terroru ich twarze są bardzo dobrze widoczne: „Oni identyfikują siebie imionami i mówią dlaczego to robią. Oni nie ukrywają swoich twarzy, tymczasem ci ukryli swoje twarze. Dlaczego? Dla prawdziwego terrorysty Państwa Islamskiego, dla prawdziwego terrorysty Al Kaidy ich prawdziwy cel to niebo. Ci faceci nie podążali do nieba, lecz na Ukrainę, co mówi nam wszystko, co powinniśmy wiedzieć o ich przynależności do Państwa Islamskiego”.

Płatni obcinacze głów

Bezpośredni wykonawcy zamachu nie byli wysokiej klasy profesjonalistami, lecz zmagającymi się z banalnymi życiowymi niedostatkami nieudacznikami, którzy mieli na utrzymaniu rodziny. Trzeba być desperatem, aby zgodzić się na dokonanie tak potwornej zbrodni za równowartość 21,5 tys. zł, ryzykując nie tylko schwytanie, ale i śmierć. To nie byli terroryści ISIS. Terroryści ISIS strzelają dotąd aż nie skończy się amunicja, a następnie rzucają się w tłum i się wysadzają. Dokonują samobójstwa, stając się męczennikami. Zaś ci faceci robili to dla pieniędzy. To nie byli religijni fanatycy, lecz obcinacze głów, którzy zabijali ludzi dla pieniędzy. Polecono im postępować tak, aby wyglądało to jak ISIS” – podsumowuje Ritter.

Przez Ukrainę do CIA

Rosjanie zwracają uwagę na istotny fakt, jakim było wydanie przez ambasadę USA 7 marca pilnego ostrzeżenia o ataku terrorystycznym, gdzie wymieniono szereg miejsc, włącznie z salami koncertowymi. W ostrzeżeniu podano, że atak może nastąpić w przedziale od 24 do 48 godzin. Wiadomo już, że w okresie od 4 do 7 marca napastnicy dokonali rozpoznania w Crocus City Hall. Ósmego marca miał tam dać patriotyczny koncert znany rosyjski muzyk o pseudonimie Szaman. Przypuszczalnie właśnie wtedy miało dojść do ataku terrorystycznego, jednak ze względu na podjęte drastyczne środki bezpieczeństwa terroryści odstąpili wówczas od przeprowadzenia ataku, którego celem według Scotta Rittera było spowodowanie chaosu w Rosji w przeddzień wyborów prezydenckich, które trwały od 15 do 17 marca i poprzez to podważenie legitymację Władimira Putina do sprawowania urzędu. Nie były to rachuby bezpodstawne. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia 11 marca 2004 roku, a więc niemal dokładnie 20 lat temu w Hiszpanii, kiedy po serii krwawych zamachów terrorystycznych w Madrycie (zginęło 191 osób), kilka dni później w wyborach parlamentarnych władzę straciła określana jako centroprawicowa Partia Ludowa ówczesnego premiera Jose Marii Aznara, która w przeddzień zamachów była zdecydowanym faworytem wyborów, na rzecz Partii Socjalistycznej Jose Luisa Zapatero. W czyim więc interesie było osłabienie lub nawet obalenie Putina? „Czy to było celem ISIS? ISIS nie ma żadnego odniesienia do rosyjskiej polityki. To jest cel CIA, to jest cel władz Ukrainy, to jest strategiczny cel Amerykanów. Jeśli zapytamy komu ten atak był na rękę to oczywiste jest, że nie ISIS” – uważa Scott Ritter.

Bazy u granic

Amerykański analityk podkreśla, że kiedy ISIS bierze na siebie odpowiedzialność, ogłasza to główne dowództwo Państwa Islamskiego. Tymczasem po akcie terroru w Crocus City Hall zrobiono to za pośrednictwem powiązanej z Państwem Islamskim agencji informacyjnej Amaq. Zwykle dzieje się tak, kiedy oni biorą na siebie odpowiedzialność post factum, co jest kolejnym dowodem na to, że zamach w Krasnogorsku nie był zaplanowany przez ISIS. „Zaplanował to ktoś inny, kto próbował podłączyć się do ISIS dla zmylenia przeciwnika. Jest to przerzucanie winy z prawdziwego sprawcy na kogoś innego. Był to politycznie umotywowany atak ukierunkowany na zdestabilizowanie wyborów w Rosji. Wiemy, że bardzo zainteresowana była tym CIA i ukraińskie służby specjalne. Od 2014 roku CIA współpracuje z ukraińskim wywiadem nad stworzeniem do 12 baz wzdłuż ukraińsko-rosyjskiej granicy w celu szpiegostwa, dywersji i innych rodzajów wrogiej aktywności na terytorium Rosji. Jednym z Ukraińców wyszkolonych w tej tajnej sztuce jest Budanow, obecny szef ukraińskiego wywiadu wojskowego i właśnie Budanow prowadzi szereg działań wewnątrz Rosji ukierunkowanych na destabilizację Rosji” – konkluduje Ritter, stwierdzając, że obecnie wszystko wskazuje na Ukrainę jako organizatora okrutnego aktu terroru w Crocus City Hall, a przez Ukrainę na CIA.

W poszukiwaniu casus belli

Możliwe więc, że inspiratorom tego ataku terrorystycznego najpierw chodziło o sparaliżowanie wyborów prezydenckich w Rosji, a gdy to się nie udało o rozbicie poprzez zastraszenie, spektakularnie zademonstrowanej podczas wyborów wewnętrznej spoistości wielonarodowego i wielowyznaniowego rosyjskiego społeczeństwa. Możliwe, że CIA mierzyła o wiele dalej i jej celem było wyniesienie ukraińskiego konfliktu na poziom globalny. W ten cel doskonale wpisuje się retoryka wielu zachodnich polityków po upadku Awdiejewki, której ukoronowaniem był paryski szczyt z 26 lutego, gdzie debatowano nad włączeniem wojsk zachodnich państw do wojny z Rosją po stronie Ukrainy. A można to zrobić tylko na dwa sposoby – otwarcie włączając się do wojny po stronie Ukrainy, np. poprzez zaatakowanie obwodu kaliningradzkiego, lub poprzez dokonanie skutecznej prowokacji wobec Rosji przez dostarczenie jej casus belli. Śledząc wydarzenia już po dokonaniu zamachu i ucieczce terrorystów ku ukraińskiej granicy, chwilami wygląda to tak jakby ktoś chciał, aby Rosjanie dowiedzieli się, że tym kłębkiem, do którego prowadzi nić jest właśnie CIA. O ile do zamachu widzimy pełen profesjonalizm, o tyle po zamachu fuszerka goni fuszerkę, co doskonale wykazał Scott Ritter. Jednak przy obecnej konfiguracji politycznej w Rosji Anglosasom nie pójdzie tak łatwo. Nawet jeśli Rosjanie zdobędą twarde dowody, że za aktem terroru w Krasnogorsku stała CIA, to dopóki Rosją będzie rządzić Władimir Putin, Rosja nie da się sprowokować, nawet jeśli Amerykanie położą na biurku Putina ewidentny casus belli, bo Rosja gra według własnych reguł. Jeśli takie byłyby cele zorganizowanej w Krasnogorsku krwawej jatki, to ewidentnie żaden z nich nie został osiągnięty. Można by powiedzieć, że byłby to ten przypadek, kiedy rzymskie powiedzenie: uczynił ten, komu przyniosło to korzyść byłoby nieadekwatne. No chyba, że celem było skompromitowanie Ukrainy, aby Stanom Zjednoczonym łatwiej było wycofać się z przegranej już wojny z Rosją. Ten cel jest bardzo bliski osiągnięcia.

Po trupie prawdy i przyzwoitości

Jeden z gości w programie „60 minut” Olgi Skabiejewej tłumaczył amerykańskie niepowodzenia na rosyjskim odcinku tym, że w USA po upadku ZSRR nie ma już ekspertów od Rosji. Wydaje się jednak, że problem Ameryki leży w zupełnie czym innym, bo w USA nie brakuje ekspertów od Rosji, czego znakomitym przykładem jest Scott Ritter. Problem Ameryki polega na tym, że dla pozostających w głębokim upadku intelektualnym i moralnym przedstawicieli elit zachodnich prawdziwi eksperci nie są potrzebni i są raczej problemem, a nie zasobem wiedzy i doświadczenia, z którego warto skorzystać. Wynika to z faktu, że w swoich działaniach anglosascy politycy już dawno nie funkcjonują w kategoriach prawdy i fałszu, lecz w kategorii znanej z cywilizacji żydowskiej hagady, która ukierunkowana jest na osiągnięcie celu w oderwaniu od obiektywnych kategorii moralnych, z którymi takie pojęcia jak prawda i fałsz są ściśle związane. Dlatego dla nich obiektywna prawda albo nie ma znaczenia, albo jest zagrożeniem, które należy zwalczać.

Oczywiście, kierując się moralnymi kategoriami, można by poddawać w wątpliwość wszelkie insynuacje, że urzędujący w Langley funkcjonariusze i ich polityczni mocodawcy mogliby się posunąć do przygotowania tak strasznego aktu terroru, którego jedynym doraźnym celem było zabicie jak największej liczby bezbronnych ludzi. Dla uformowanego na wartościach naszej cywilizacji człowieka wydaje się to niewyobrażalne. Wynika to z tego, że przeciętny człowiek Zachodu, karmiony przez media mitami o prawach człowieka i doskonałości demokracji, wierzy w elementarną prawość ludzi stojących na czele zachodnich państw. Nawet jeśli wie, że są oni skłonni do wielu nikczemności, to jednak nie mieści mu się w głowie, że jest to nikczemność nie mająca granic. Wielu ludzi na Zachodzie nie jest w stanie, a często nie chce uwierzyć, że rządzący nimi ludzie mogliby posunąć się do takiego poziomu okrucieństwa. A jednak jest to jak najbardziej realne.

Nie liczą się z życiem

Wiele fałszywych flag z przeszłości pokazuje, że dla rządzących Zachodem elit, życie zwykłego człowieka nie ma najmniejszego znaczenia. Tak było 7 grudnia 1941 roku, kiedy na ołtarzu politycznych interesów złożono życie 2,4 tys. Amerykanów i tak było 11 września 2001 roku, kiedy na ołtarzu politycznych interesów złożono życie blisko 3 tysięcy ludzi. Czymże więc jest śmierć blisko 150 niewinnych osób w kontekście założonych korzyści? Niczym, tak jak niczym jest śmierć kilkuset tysięcy Ukraińców ginących w nieswojej wojnie z Rosją. Tak, ci ludzie bez najmniejszych skrupułów mogli zorganizować masakrę w Crocus City Hall w Krasnogorsku, składając na ołtarzu politycznych interesów zarówno życie bezbronnych ofiar, jak i ich oprawców.

Krzysztof Warecki

Redakcja