OpinieŚwiatDugin: dromokracja na wojnie

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Prędkość odgrywa we współczesnym świecie olbrzymią rolę. We wszystkim. W trakcie Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW) zobaczyliśmy, że także na wojnie, tej współczesnej, jest to jeden z kluczowych czynników. Bardzo wiele, niemal wszystko zależy od tego, jak szybko można uzyskać dane wywiadowcze, przekazać je dowództwu oddziału wojskowego, podjąć decyzję o uderzeniu, a także operatywnie zmienić rozmieszczenie punktów prowadzenia ognia.

Technologiczne uzależnienie od Zachodu

Wynika stąd wielka rola bezzałogowych statków powietrznych i dronów, łączności satelitarnej, szybkości przekazywania współrzędnych lokalizacji przeciwnika, a także prędkości komunikowania rozkazów do ich bezpośrednich wykonawców. Wyraźnie nie poradzono sobie z tym podczas przygotowań do SOW i teraz trzeba wszystko to nadrabiać w sytuacji krytycznej.

Nie doceniono również wagi uzależnienia od Zachodu w sferze technologii cyfrowych, chipów i produkcji precyzyjnej. Przygotowywanie się do frontalnej konfrontacji z NATO i jednoczesne poleganie na technologiach stworzonych i produkowanych albo w krajach NATO, albo w krajach od Zachodu zależnych, nie świadczy zbyt dobrze o poziomie rozumowania.

Teoria Virilio

Tym razem jednak nie o zależności od Zachodu, lecz o czynniku prędkości. Francuski filozof badający znaczenie prędkości dla współczesnej cywilizacji technicznej, Paul Virilio zaproponował ciekawe określenie – dromokrację. Termin ten pochodzi od greckich słów dromos (δρόμος) – szybkość, i kratos (Κράτος) – potęga, władza. Teoria Virilio zakłada, że w nowych warunkach cywilizacyjnych wygrywa nie silniejszy, mądrzejszy, lepiej wyposażony, lecz ten, kto jest szybszy. To właśnie prędkość decyduje o wszystkim. To stąd bierze się dążenie, by za wszelką cenę zwiększyć prędkość procesorów i, odpowiednio, wszystkich operacji cyfrowych. W tym kierunku zmierza cała obecna innowacyjna myśl techniczna. Wszyscy konkurują w dziedzinie prędkości.

Współczesny świat to walka o przyspieszenie. I ten, kto jest szybszy, wygrywa największą nagrodę – władzę. We wszystkich jej postaciach – politycznej, militarnej, technologicznej, ekonomicznej, kulturowej.

Panowanie nad czasem

Największą wartość ma w strukturze dromokracji informacja. To właśnie prędkość przekazywania informacji stanowi konkretny przejaw sprawowanej władzy. Dotyczy to zarówno funkcjonowania światowych giełd, jak i prowadzenia działań wojennych. Ten, kto może zrobić coś szybciej, uzyskuje władzę nad tym, kto się ociąga.

Na dodatek dromokracja jako świadomie obrana strategia, polegająca na próbie panowania nad czasem samym w sobie, doprowadzić może do osobliwych zjawisk. Zaczyna w niej oddziaływać czynnik przyszłości. Stąd bierze się fenomen operacji na rynku futures i prowadzących je funduszy hedgingowych, a także inne mechanizmy finansowe o podobnym charakterze, w których podstawowe transakcje dotyczą tego, co jeszcze nie istnieje.

Czas wbrew prawom klasycznej fizyki

Ideałem dromokracji w sferze medialnej byłoby informowanie o wydarzeniach, które jeszcze nie nastąpiły, lecz prawdopodobnie za moment nastąpią. I nie chodzi tu o jakieś fałszywe informacje, lecz działania w sferze możliwego, prawdopodobnego, z użyciem metod probabilistycznych. Jeżeli uznamy prawdopodobne przyszłe wydarzenie za już występujące, wygrywamy czas, czyli zdobywamy władzę. Inna sprawa, że wcale nie musi się ono zdarzyć. To możliwe, lecz przecież zawiedzione oczekiwanie nie jest aż tak straszne, a tymczasem spełniona prognoza jest nie tylko przyjemna, lecz daje również olbrzymią przewagę.

W tym tkwi istota dromokracji: żywioł czasu jest bardzo złożony i ten, kto zdoła go sobie podporządkować, zdobędzie totalną władzę globalną. Rozwój hiperprędkości prowadzi do skrzywienia rzeczywistości, w której obowiązywać zaczynają zasady fizyki nieklasycznej, sygnalizowane w teorii względności Alberta Einsteina, a w jeszcze większym stopniu w fizyce kwantowej. Zawrotne prędkości zmieniają prawa fizyki. I właśnie w tej sferze, według Virilio, trwa obecnie globalna walka o władzę.

Wojna sieciowo-centryczna

Analogiczne teorie możemy odnieść do bardziej stosowanej i mniej filozoficznej sfery – teorii wojen sieciowo-centrycznych. Właśnie z taką wojną sieciowo-centryczną mamy obecnie do czynienia w ramach SOW na Ukrainie. Głównym wyróżnikiem takiej wojny jest prędkość przekazywania informacji pomiędzy poszczególnymi jednostkami i ośrodkami dowódczymi.

To w tym celu żołnierze i sprzęt bojowy wyposażani są nagrywające pod różnym kątem kamery i inne narzędzia zapisu danych, przekazujące informację do jednego punktu. Dochodzą do tego dane ze śmigłowców, bezzałogowych statków powietrznych i satelitów. Są one zintegrowane z jednostkami bojowymi i ogniowymi. I właśnie taka całkowita sieciowa integracja zapewnia najważniejszą przewagę – przewagę prędkości. Na tym polegają systemy działania HIMARS, taktyka mobilnych grup i jednostek dywersyjno-rozpoznawczych. Do tego służyła również łączność satelitarna Starlink.

Probabilistyka i fałszywe informacje

W teorii wojen sieciowo-centrycznych przyznaje się czasem, że szybkość podejmowania decyzji przeważa często nad ich zasadnością. Zdarza się wiele błędnych kalkulacji. Jednak jeżeli działa się intensywnie, pozostaje jeszcze czas na naprawienie błędu. Działa tu zasada obecna w atakach hakerskich czy atakach DoS – najważniejsze jest uderzanie po całej linii wojsk przeciwnika, co pozwoli na znalezienie ich słabych miejsc, wejść typu back door. Można zgodzić się na znaczne straty, bo w przypadku sukcesu efekty będą imponujące.

Integralną częścią wojen sieciowo-centrycznych są również otwarte kanały informacji, przede wszystkim media społecznościowe. Nie tylko towarzyszą one działaniom zbrojnym, oczywiście, informując tylko o tym, co jest korzystne, zaś informacje niekorzystne ukrywając bądź deformując, lecz pracują również nad prawdopodobną przyszłością. Działa tu znów zasada dromokracji. To, co dziś uznajemy za fałszywe informacje, jest niczym innym jak sondowaniem i sztucznym stymulowaniem możliwych przyszłych zdarzeń. Wiele fałszywych informacji nie przynosi żadnego efektu, podobnie jak próby ataku przy włamaniu hakerów, lecz od czasu do czasu docierają one do celu, a wówczas mogą pozwolić na zdobycie i przejęcie kontroli nad całym systemem.

Błyskawiczne symulakrum narodu

Dromokracja w sferze politycznej pozwala na rezygnację z twardych reguł ideologicznych. Na przykład, na samym Zachodzie rasizm i nazizm nie są, delikatnie mówiąc, wspierane. Dla Ukrainy i innych społeczeństw zaangażowanych w obronę geopolitycznych interesów Zachodu robi się tu jednak wyjątek. Kwitnie tam antyrosyjski nazizm i rusofobia, a na Zachodzie nikt tego nie zauważa, odwracając głowę. Problem przecież polega na tym, że błyskawiczne konstruowanie jednego narodu tam, gdzie nigdy on nie istniał i gdzie żyją na jednym terytorium dwa różne narody, nie jest możliwe bez nacjonalizmu. A żeby sprawę jeszcze przyspieszyć, skorzystać trzeba z jego postaci skrajnych, włącznie z typowym nazizmem i rasizmem. Znów mamy tu problem dromokracji. Trzeba szybko stworzyć symulakrum narodu. Do tego potrzebna jest radykalna ideologia, różne wzorce i mity o własnej wyjątkowości, nawet te najgłupsze. Wszystko to konsekwentnie wprowadza się w życie, a w warunkach całkowitej kontroli przestrzeni informacyjnej społeczeństwa Zachodu po prostu nawet tego nie zauważają.

Następnie zaczyna się intensywna propaganda tych idei, nie mających nic wspólnego z zachodnią liberalną demokracją. Później z reguły zaczyna się wojna, w której agresorzy prezentowani są jako ofiary, a broniący prześladowanych jako kaci. Najważniejsza jest kontrola informacji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem globalistów, dochodzi do szybkiego rozstrzygnięcia, a po nim pospiesznie przeprowadza się czystkę struktur neonazistowskich. Niemal to samo obserwowaliśmy w Chorwacji, w czasie rozbijania Jugosławii. Najpierw Zachód pomagał chorwackim nazistom – neoustaszowcom i zbroił ich przeciwko Serbom, a następnie pozbył się także ich, by nie pozostawiać śladów. Najważniejsze, by wszystko to robić bardzo szybko. Neonazizm ma pojawić się nagle, szybko odegrać swoją rolę i równie szybko zniknąć. Jakby go nie było.

Na tym polega tajemnica Wołodymyra Zełeńskiego. Nieprzypadkowo na herszta wybrano nieprzewidywalnego komika. Jego psychika jest niestabilna i skłonna do radykalnych zmian. To idealny polityk dla plastycznego społeczeństwa. Dziś mówi i robi jedno, a po chwili coś zupełnie innego. Nikt już nie pamięta, co było przed sekundą, bo tempo strumienia informacji wciąż wzrasta.

Nieodrobiona lekcja z dromokracji

Jak my wyglądamy na tym tle? Gdy tylko działaliśmy aktywnie, zdecydowanie i niemal spontanicznie (pierwsza faza SOW), odnosiliśmy wielkie sukcesy. Prawie połowa Ukrainy znalazła się pod naszą kontrolą.

Gdy tylko spowolniliśmy tempo operacji, inicjatywa przeszła na stronę przeciwnika.

Okazało się wtedy, że niedostatecznie przyswoiliśmy sieciowo-centryczny charakter współczesnych wojen i zasady dromokracji. Kiedy zajęliśmy pozycję reaktywną, przeszliśmy do obrony, umknął nam czynnik szybkości. Owszem, ukraińskie zwycięstwa są zazwyczaj wirtualne, lecz w świecie, w którym ogon kręci psem, w którym prawie wszystko jest wirtualne (włącznie z finansami, usługami, informacjami itd.), to już wystarcza. Dowcip o dwóch rosyjskich żołnierzach desantowych siedzących w ruinach Waszyngtonu i narzekających, że „ale wojnę informacyjną to przegraliśmy”, jest wprawdzie zabawny, lecz dwuznaczny. To przecież również coś wirtualnego, pewna probabilistyczna próba kodowania przyszłości. Ale gdy dochodzimy do reality check, nie wszystko jest już tak proste. Trzeba tu albo obalać całą dromokrację, wirtualność i sieciowo-centryczny postmodernizm, czyli całą współczesność i kierunek rozwoju współczesnego Zachodu (jak można to zrobić jednym ruchem?), albo choć częściowo przejmować metody reguły wroga, czyli przyspieszać. Pytanie, czy my, Rosjanie, jesteśmy w stanie wejść do sfery dromokracji i nauczyć się wygrywania sieciowo-centrycznych wojen (w tym informacyjnych), nie jest wcale abstrakcyjne. Od tego bezpośrednio zależy nasze zwycięstwo.

Jazda z dużą prędkością

Musimy dlatego przemyśleć naturę czasu po rosyjsku i patriotycznie. To, jak dużo czasu zajmuje nam zrozumienie wszystkiego, z jakim opóźnieniem, jak powoli wcielamy coś w życie, w zasadzie przeczy przysłowiu o tym, że „Rosjanie długo odpalają silnik, lecz szybko jeżdżą”. Jesteśmy dziś w momencie, w którym – jeśli nie będziemy jechać bardzo szybko – sytuacja może stać się bardzo niebezpieczna.

Im szybciej coś zrobimy, tym szybciej to naprawimy. Nie będę już wspominał o wyposażeniu naszych żołnierzy w sieciowy sprzęt, przyspieszenie procesu dowodzenia i skuteczne środki ochrony informacji. A to przecież niezbędne, by dorównać poziomem znakomicie wyekwipowanemu wrogowi.

To, że po ujawnieniu spekulacji Wojentorgu z cenami podstawowego umundurowania dla zmobilizowanych żołnierzy, nie zaczęła się błyskawicznie fala zdecydowanych represji ze strony władz, jest bardzo złym znakiem. Komuś we władzach wydaje się, że my wciąż jeszcze odpalamy silnik, a tymczasem wcisnęliśmy już gaz do dechy. Trzeba to pilnie przemyśleć. Inaczej może się okazać, że pędzimy, jakby to powiedzieć… Odrobinę nie w tą stronę.

Dromokracja to nie żart. Rzecz nie w tym, żeby wyprzedzić Zachód. Musimy prześcignąć go w tym, czym tak się szczyci, ale żeby to zrobić, musimy sami działać z prędkością błyskawicy. I z rozsądkiem. Rosja nie ma już prawa ani czasu na drzemkę i spowolnienie.

prof. Aleksandr Dugin

Źródło: https://t.me/russica2/48892, https://t.me/russica2/48893, https://t.me/russica2/48894.

Redakcja