OpinieŚwiatWszystkiemu winne Niemcy?

Redakcja4 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Jedną z nici przewodnich obecnej propagandy w Polsce,  ale nie tylko, jest zmasowany atak na politykę wschodnią Berlina. Jak się czyta polskie gazety i słucha tego, co mówi się w TVP – to wyłania się obraz niemal współsprawstwa Niemiec w inwazji Rosji na Ukrainę. Ponoć to polityka Berlina „rozzuchwaliła” Putina, czego koronnym dowodem ma być oczywiście forsowanie projektu Nord Stream II.

Do oskarżycieli dołączył się oczywiście mający swoje pięć minut Wołodymyr Zełeński, który przy każdej okazji ruga Niemcy za brak dostatecznego wsparcia dla „naszych żołnierzy broniących europejskich wartości” (sic!). Posunął się obecnie także do kroku bezprecedensowego – odmówił przyjęcia w Kijowie prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera, co uznać należy za wyjątkowe upokorzenie. Przedstawiciel rządzącej SPD wydał oświadczenie, w którym czytamy:

„Oświadczenie rządu ukraińskiego, że wizyta prezydenta w Kijowie jest obecnie niepożądana, jest godne ubolewania i nie oddaje sprawiedliwości bliskim i dojrzałym stosunkom między naszymi krajami. Przy całym zrozumieniu dla egzystencjalnego zagrożenia, jakie stanowi dla Ukrainy rosyjska inwazja, oczekuję, że przedstawiciele Ukrainy będą przestrzegać minimum zwyczajów dyplomatycznych i nie będą nadmiernie ingerować w politykę wewnętrzną naszego kraju”.

Oczywiście prezydent Ukrainy, który już próbował wtrącać się w wewnętrzne sprawy Węgier, pouczając Viktora Orbana, co ma robić, teraz obrał za cel Niemcy. Dlaczego to robi? Bo ma na to przyzwolenie innych możnych tego świata, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Publiczne ruganie Niemiec jest dobrze widziane w Waszyngtonie i w Londynie, bo, po pierwsze, osłabia i tak już osłabioną Europę, która traci podmiotowość polityczną, po drugie, jest ostrzeżeniem przed próbami ponownego odbudowania normalnych relacji z Rosja po zakończeniu wojny. Anglosasi nie po to w tę wojnę inwestują i chcą by trwała długo, by pozwolić na powrót do poprzedniej sytuacji, kiedy Niemcy i Francja miały z Rosją dobre stosunki.

Na tym tle teza o „współwinie” Berlina za to cię obecnie dzieje – jest oczywiście fałszem. Konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą był i jest podsycany prawie wyłącznie przez USA i Wielką Brytanię, a nie przez Niemcy, ale takiej optyki u nas w ogóle nie bierze się pod uwagę. Jak przekonująco pisze prof. John J. Mearsheimer:

Odpowiedzialność za ten kryzys ponoszą głównie Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy. U źródeł problemu leży ekspansja NATO – podsta­wowy element szerszej strategii mającej na celu wyprowadzenie całej Europy Wschodniej, w tym Ukrainy, z orbity Rosji i zinte­growanie jej z Zachodem. Można by sądzić, że polityka ta wpisu­je się w klasyczną strategię odstraszania, pomyślaną pod kątem powstrzymania potencjalnej agresji Rosji, ale tak nie jest. Strategia Zachodu opierała się przede wszystkim na zasadach liberal­nych, a jej czołowi architekci stanowczo podkreślali, że Moskwa nie ma żadnych powodów do obaw. Celem było włączenie Ukrainy do „wspólnoty bezpieczeństwa”, powstałej w zachodniej części Europy w czasie zimnej wojny i od jej zakończenia rozszerzającej się na wschód. Rosjanie nadal jednak korzystali z realistycznego podręcznika. Poważny kryzys, który z tego wyniknął, w wielu zachodnich przywódcach wzbudził niekłamane zaskoczenie”.

Udział Niemiec w tej polityce, która doprowadziła do obecnego kryzysu jest oczywiście drugorzędny, aczkolwiek istotny. Poparcie dla Majdanu, lansowanie braci Kliczków, łudzenie Ukrainy obietnicami wejścia do UE – to są błędy polityki niemieckiej, ale wpisują się one w błędy całego Zachodu. Przy czym trzeba podkreślić, że Niemcy nie zaogniały sytuacji w sferze dla Rosji najważniejszej, czyli militarnej. Przekształcenie Ukrainy w państwo członkowskie NATO de facto to nie była polityka Berlina, tylko Waszyngtonu. Niemcy konsekwentnie sprzeciwiały się akcesowi Ukrainy do NATO, co było jak najbardziej słuszne. Ostatnio wywoływana co rusz do tablicy b. kanclerz Angela Merkel – potwierdziła, że nie zmienia w tej kwestii zdania i podtrzymała słuszność swojej decyzji o blokowaniu akcesu Ukrainy do NATO w 2008 roku.

Dlatego obecnie krzyk „Niemcy są winne” jest typowym zachowaniem w stylu „łapaj złodzieja” i próbą odwrócenia uwagi od prawdziwych przyczyn kryzysu. Z Rosją gospodarczo współpracowała cała Europa, gaz i ropa płynęły (i płyną) do wszystkich prawie państw europejskich z Polską na czele, która procentowo  importuje więcej ropy z Rosji niż Niemcy. W projekcie Nord Steram II udział brały nie tylko firmy niemieckie, ale także francuskie, holenderskie i brytyjskie. Importując ropę i gaz Europa i Niemcy nie „tuczyły i rozzuchwalały Putina”, ale przede wszystkim rozwijały własne gospodarki, Polska także.  

Niemiecka polityka współistnienia z Rosją była słuszna, bo nie narażała Kontynentu na wstrząsy. Załamała się (nie wiemy czy na stałe), bo było to nie w smak USA i Wielkiej Brytanii. Polska w tej wielkiej grze odgrywała i odgrywa rolę szczekacza – tradycyjną neopiłsudczykowską teorię dwóch wrogów (Rosja i Niemcy), która w przeszłości doprowadziła nas do tragedii – wprzęgnięto obecnie w politykę służenia globalnej polityce Ameryki.

Scriptor

Fot. Wikipedia Commons

Redakcja