HistoriaAtomowa apokalipsa była tuż, tuż… (2)

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Drugi rozgrywający się tego dnia incydent  wydarzył się nad terytorium Kuby. Podczas kolejnej misji rozpoznawczej,  za pomocą najnowszej radzieckiej rakiety przeciwlotniczej  S-75 „Dźwina”,  zestrzelony został amerykański samolot U-2.  Zginął  jego pilot – mjr  Rudolf Anderson. Dowódca baterii, która opaliła rakietę uczynił to bez konsultacji z Moskwą, mimo, że nakazywały to procedury.

Miał na to zgodę jedynie jednego z generałów przebywających na Kubie. Strona amerykańska odebrała to jako świadomą prowokację i niewiele brakowało, aby Amerykanie zarządzili odwetowe bombardowania radzieckich wyrzutni pocisków przeciwlotniczych, tym bardziej, że nalegali na to wojskowi. Prezydent Kennedy jednak nie uległ ich naciskom [25].W odpowiedzi na presję gen. Taylora wypowiedział  wtedy znamienne słowa: „Pierwszy krok nie ma dla mnie znaczenia. Jeśli obie strony pójdą na eskalację i będziemy mieć do czynienia z czwartym, piątym krokiem, to szóstego już nie będzie miał kto zrobić. Rozpoczynamy niesłychanie hazardową grę i trzeba o tym pamiętać. Dlatego musimy mieć całkowitą pewność co do  rosyjskich zamiarów. Wstrzymamy się jeszcze jeden raz” [26].

Natomiast strona radziecka po tym incydencie postawiła rakiety ziemia-ziemia stacjonujące na Kubie  w stan pełnej  gotowości bojowej. Również w sobotę 27 października doszło do jeszcze jednego groźnego zdarzenia. Mianowicie jeden z radzieckich okrętów podwodnych pływający w okolicach Kuby został zaatakowany bombami głębinowymi przez zespół okrętów amerykańskich. Dowódca zaatakowanego okrętu podwodnego Walentyn Sawicki, nie mogąc nawiązać łączności z Moskwą, w odwecie kazał przygotować do odpalenia torpedę z głowicą atomową o mocy 10 kiloton, a więc tylko o połowę słabszą aniżeli bomba zrzucona na Hiroszimę. Został jednak powstrzymany przez jednego z trzech najwyższych rangą oficerów na pokładzie, Wasilija Archipowa [27]. Niewiele więc brakowało, aby po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej broń atomowa została użyta!

Powstała sytuacja kryzysowa stawała się coraz bardziej niebezpieczna i w każdej chwili groziła wymknięciem się spod kontroli. Tym bardziej, że w takiej sytuacji, w warunkach wielkiego stresu, gdy każda ze stron mało wiedziała o motywach i intencjach drugiej strony i zakładała, że po drugiej stronie spodziewać się należy najgorszego. Podejmowanie decyzji w sytuacji kryzysowej dokonuje się w warunkach niepewności, wielką rolę wówczas odgrywa prawidłowe  postrzeganie sytuacji, a zwłaszcza zachowań przeciwnika.

Pojawiająca się  w  sytuacji kryzysowej  tendencja, aby przypisywać mu złe intencje i zamiary i w odpowiedzi na nie szybko reagować, grozi podjęciem nieracjonalnych i pochopnych decyzji.  W  rzeczywistości przeciwna strona może mieć inne zamiary, na przykład zakładać  osiągnięcie kompromisu. W takiej sytuacji wiele zależy także  od osobowości najwyższych decydentów. W przypadku atomowego kryzysu kubańskiego  na czele radzieckiego gremium podejmującego kluczowe decyzje stał kipiący energią,  impulsywny i słabo  wykształcony Nikita Chruszczow, natomiast amerykańskiemu sztabowi kryzysowemu przewodniczył John F. Kennedy, który na szczęście racjonalnie i z rozwagą zarządzał kryzysem, a przede wszystkim nie poddawał się wielokrotnym naciskom dowódców wojskowych forsujących opcję użycia siły militarnej.

Nie bez znaczenia było to, że obaj przywódcy mieli za sobą doświadczenie wojenne: Chruszczow w  latach 1941–1945 był członkiem rad wojennych wielu frontów, zaś Kennedy od  1941 służył w marynarce wojennej USA; 2 sierpnia 1943 roku kuter torpedowy, którym dowodził, został staranowany przez japoński niszczyciel „Amagiri”. Te wojenne przeżycia zapewne wpływały na ich zachowanie  i powodowały, że w trakcie kryzysu kubańskiego  starali się oni unikać podejmowania decyzji od których nie było odwrotu i  które mogły doprowadzić do wojennej konfrontacji.

Co prawda ogłoszona przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych blokada morska skutecznie powstrzymała docieranie na Kubę kolejnych statków z ładunkami o przeznaczeniu wojskowym, jednak kryzys ciągle trwał. Amerykańskim decydentom przekazano  kolejne doniesienia wywiadu lotniczego, że pierwsza partia sowieckich rakiet uzbrojona w ładunki atomowe, wycelowana w duże miasta amerykańskie na czele z Nowym Yorkiem i Waszyngtonem, gotowa jest do wystrzelenia. W związku z tym rozważano podjecie inwazji zbrojnej na Kubę w dniu 29 października. Rozwiązanie to traktowano jednak jako ostateczność. Co więcej, pojawiły się obawy, iż w ramach działań odwetowych wojska radzieckie wkroczą do Berlina Zachodniego albo uderzą na amerykańskie instalacje wojskowe w Turcji, w tym na wyrzutnie rakiet „Jupiter”. Tym bardziej, iż zaczęła się  częściowa mobilizacja wojsk radzieckich stacjonujących na terenie Niemiec Wschodnich i jak wcześniej wspomniano, wojsk innych państw Układu Warszawskiego, w tym Wojska Polskiego. Pisze o tym w zamieszczonym dalej opracowaniu Franciszek Puchała. Podobne przygotowania podjęto w państwach NATO.

Gdyby Amerykanie zdecydowali się na dokonanie inwazji na Kubę, to według wszelkiego prawdopodobieństwa byłby to początek III wojny światowej z użyciem broni atomowej. Potwierdzeniem tego może być wypowiedz radzieckiego generała Anatolia Gribkowa podczas konferencji, która odbyła się w Hawanie wiele lat po zakończeniu kryzysu i zgromadziła niegdysiejszych adwersarzy. Otóż gen. Gribkow, który w czasie  kryzysu przebywał na Kubie stwierdził, że w przypadku zerwania łączności z Moskwa, decyzja o użyciu broni nuklearnych przeciwko amerykańskim oddziałom inwazyjnym miała należeć do dowódców na miejscu [28]. Obecny na tej konferencji były sekretarz obrony USA Robert McNamara był wstrząśnięty tą informacją i absolutnie nie był tego świadomy gdy razem z Prezydentem Kennedym kierował posiedzeniami sztabu kryzysowego EXCOMM w czasie owych trzynastu kryzysowych dni.

Jak wspomina w swojej książce pt. „Trzynaście dni” brat Prezydenta Robert Kennedy – prokurator generalny i  członek EXCOMM-u, 27 października 1962 roku  otrzymał on notatkę od dyrektora Federalnego Biura Śledczego (FBI) J. Edgara Hoovera. Zawiadamiał w niej o meldunku, jaki otrzymał on poprzedniego dnia wieczorem, z którego wynikało, „że w sowieckich placówkach w Nowym Yorku podjęto przygotowania do zniszczenia tajnych dokumentów i czyni się tak w przekonaniu, że Stany Zjednoczone podejmą interwencję na Kubie lub podejmą działania wobec sowieckich statków, a to oznacza wojnę” [29].

Oficjalne działania dyplomatyczne zmierzające do rozładowania kryzysu początkowo  nie przynosiły rezultatów.  Stronom konfliktu, m.in.  pod wpływem mediacji papieża Jana XXIII,  udało się jednak porozumieć innymi kanałami. Już 26 października rano rezydent KGB w Stanach Zjednoczonych Aleksander Fomin za pośrednictwem  znajomego dziennikarza przekazał informacje władzom amerykańskim, że Związek Radziecki wycofa rakiety w zamian za zobowiązanie USA zaniechania działań zbrojnych wobec Kuby. Kiedy wydawało się, że porozumienie niebawem zostanie  zawarte, przywódca radziecki Nikita Chruszczow, w wystąpieniu transmitowanym przez radio niespodziewanie  postawił dodatkowy warunek: Stany Zjednoczone powinny wycofać  swoje rakiety „Jupiter” średniego zasięgu z głowicami atomowymi, zainstalowane w Turcji. Dla Stanów Zjednoczonych warunek ten był trudny do przyjęcia, ponieważ jego realizacja zmieniłaby układ sił strategicznych w Europie  na korzyść ZSRR, poza tym nie zostałoby to dobrze przyjęte przez sojuszników z NATO.

W sobotę 27 października dwukrotnie   doszło do spotkania brata prezydenta – Roberta Kennedy’ego z Anatolijem Dobryninem – ambasadorem Związku Radzieckiego w USA. Przekazał on ambasadorowi dwie propozycje strony amerykańskiej. Pierwsza była stanowczym żądaniem wycofania z Kuby radzieckich rakiet w zamian za zobowiązanie Stanów Zjednoczonych do nie dokonywania inwazji na Kubę. Druga zapowiadała gotowość Amerykanów wycofania rakiet z Turcji po rozwiązaniu kryzysu. Propozycje te ambasador przekazał władzom w Moskwie.

Podczas nerwowej narady radzieckiego sztabu kryzysowego, będącego odpowiednikiem EXCOMM-u, która odbyła się w niedzielę 28 października 1962 roku  w podmoskiewskiej daczy Chruszczowa w Nowo-Ogariewie, a w której uczestniczyli, oprócz premiera Chruszczowa, minister obrony marszałek Radion Malinowski, Andrzej Gromyko – minister spraw zagranicznych, sekretarz KC Leonid F. Iliczew, a także kilka członków Prezydium KC i współpracowników premiera, podjęto ostateczne kluczowe decyzje. Zostały one wyrażone w liście premiera Chruszczowa do Prezydenta Kennedy`go, w którym napisał on m.in. „(…) rząd radziecki, uzupełniając wydane już wcześniej rozporządzenie w sprawie przerwania dalszych prac na stanowiskach przeznaczonych do rozmieszczenia broni, wydał nowe polecenie aby broń,  którą nazywa ofensywną, zdemontować, przygotować do transportu i odesłać do Związku Radzieckiego” [30].

Zostało to potwierdzone w niedzielę 28 października 1962 roku o godz. 11.00 podczas spotkania Roberta Kennedy`ego z ambasadorem ZSRR w Waszyngtonie A. Dobryninem. Ten powiedział R. Kennedy`emu, że „sprawy idą zadawalająco. Strona radziecka zgadza się na demontaż i usunięcie rakiet pod stosowną kontrolą, a jemu Chruszczow polecił przekazać najlepsze życzenia prezydentowi i mnie osobiście”. Stało się to krótko po tym, jak prezydent John F. Kennedy wydał rozkaz o mobilizacji dwudziestu czterech pułków transportowych lotnictwa Gwardii Narodowej potrzebnych do inwazji [31].

W odpowiedzi na decyzje strony radzieckiej  Stany Zjednoczone zobowiązały się  do nie przeprowadzenia interwencji na Kubie. Jednocześnie  władze amerykańskie zobowiązały się także w  ciągu 6 miesięcy wycofać swoje rakiety   z Turcji. O tym drugim zobowiązaniu nie poinformowano opinii publicznej, czego zażądała strona amerykańska, było to zatem  ustalenie niejawne. Chodziło o to, aby nie ucierpiał prestiż Stanów Zjednoczonych  jako mocarstwa. Strona radziecka przystała na ten warunek. Warto dodać, iż z decyzji o wycofaniu z Kuby radzieckich rakiet nie był zadowolony jej przywódca Fidel Castro, tym bardziej, że decyzja ta zapadła poza nim.

Niedługo potem, 5 listopada pierwsze rakiety z Kuby wywiózł z powrotem do ZSRR  statek „Diwinogorsk”, kolejne  wracały na pokładzie statków w ciągu następnych  tygodni.  20 listopada, kiedy ZSRR wyraził zgodę na wycofanie bombowców Ił-28,  Stany Zjednoczone ostatecznie zakończyły blokadę Kuby, a  amerykańskie okręty wojenne  opuściły pozycje  wokół wyspy [32]. W tym momencie atomowy kryzys kubański został ostatecznie zażegnany. Pięć miesięcy później również Amerykanie wywiązali się z zawartego porozumienia – 1 kwietnia 1963 roku rozpoczęli demontaż rakiet „Jupiter” w Turcji [33]. Inną konsekwencją rakietowego kryzysu było zainstalowanie bezpośrednich połączeń tzw. gorącej linii, pomiędzy Białym Domem a Kremlem [34]. Natomiast prawie dokładnie rok po zakończeniu blokady Kuby, 22 listopada 1963 roku,  w zamachu w Dallas w wieku zaledwie 46 lat zamordowany został  Prezydent USA  John F. Kennedy – człowiek, którego rozwadze ludzkość zawdzięcza zapobieżenie wybuchowi III wojny światowej, której skutki mogłyby być straszliwe.

Prof. Paweł Soroka

Fot. Wikipedia Commons

[25] Szerzej zob. J. Kubowski, „Stany Zjednoczone w obliczu zagłady atomowej”, oprac. cit., s.116-118. Zob. też M. Dobbs, „Za minutę Północ”, oprac. cit., s. 336.

[26] Cyt. za W. Kostecki, „Zaczniemy wojnę w poniedziałek”, oprac. cit., s. 152-153.

27 J. Kubowski, „Stany Zjednoczone w obliczu zagłady atomowej”,  oprac. cit., s. 124.

28 Wypowiedź gen. A. Gribkowa przytacza Arthur Schlesinger w przedmowie do książki Roberta Kennedy’ego pt. „Trzynaście dni”, Dom Wydawniczy „Bellona”, Warszawa 2003, s. 6.

29 R. Kennedy, „Trzynaście dni”, oprac. cit., s. 57.

30 Cyt. za „W. Kostecki, Zaczniemy wojnę w poniedziałek”, oprac. cit.,  s. 163.

31 R. Kennedy, „Trzynaście dni”, oprac. cit., s. 66.

32 J. Kubowski, „Stany Zjednoczone w obliczu zagłady atomowej”, oprac. cit., s. 127.

33 M. Dobbs, „Za minutę Północ”, oprac. cit., s. 376.

34 A. Czubiński, „Historia powszechna XX wieku”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2003, s. 564.

 

Myśl Polska, nr 13-14 (27.03-3.04.2022)

 

Redakcja