WywiadyDenis Puszylin: „Ukraina woli prowokacje”

Redakcja5 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Pojawiły się ostatnio informacje o przygotowywanych prowokacjach z użyciem broni chemicznej. Co wiadomo na ich temat?

– Nasz wywiad zdobył informacje o dostawach i transporcie broni chemicznej na obszary kontrolowane przez Kijów, wiemy, na których składach się ono znajduje. Z naszych danych wynika, że najpierw dostarczono tam antidotum, a później substancje chemiczne, które strona ukraińska może wykorzystać nie tylko przeciwko republikom ludowym, ale równie dobrze przeciwko własnym obywatelom, żeby móc później nas o to oskarżyć. To znana praktyka: Ukraina, dokonując kolejnych aktów terrorystycznych, zawsze oskarża właśnie nas.

21 grudnia informacje o tym, że amerykańskie prywatne firmy wojskowe szykują prowokacje z użyciem składników chemicznych, przekazał rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu. Ujawnienie tej informacji nie mogło nie spowodować zaniepokojenia mieszkańców Donbasu, zarówno tych mieszkających w republikach, jak i tych z terenów tymczasowo kontrolowanych przez Ukrainę. Mamy nadzieję, że dzięki przekazaniu tych informacji udało się zapobiec planowanemu atakowi terrorystycznemu. Chciałoby się wierzyć, że Kijów się opamięta.  Z naszej strony podjęliśmy wszelkie możliwe środki zapobiegawcze mające zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom. Właściwe instytucje naszej republiki prowadzą monitoring zagrożeń ekologicznych.

Broń chemiczna zakazana jest przez cały szereg konwencji międzynarodowych w całym cywilizowanym świecie, a jej użycie uznaje się za zbrodnię wojenną. Dlatego robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na te szokujące wiadomości i dzięki temu nie dopuścić do użycia substancji trujących na ziemiach Donbasu. Przecież będą tu żyć i następne pokolenia…

Czy obecny kryzys w relacjach NATO i Rosji wpłynął na sytuację w Donieckiej Republice Ludowej?

– Tak, oczywiście. Odczuwamy to na sobie przez zwiększoną liczbę ostrzałów naszego terytorium przez zbrojne formacje ukraińskie. Zazwyczaj ich intensywność wzrasta na kilka dni przed rozmowami prezydentów Władimira Putina i Joe Bidena.  Ukrainę, która popadła w całkowitą zależność od Stanów Zjednoczonych, wykorzystuje się do szantażowania Federacji Rosyjskiej. Dlatego państwo ukraińskie pod obecnymi rządami stanowi niebezpieczne sąsiedztwo dla Rosji. Mamy tam po lityczną niestabilność, napięcia społeczne, które w każdej chwili mogą doprowadzić do nowego „majdanu”; mamy kryzys ideologiczny, staczanie się w kierunku ultranacjonalizmu. Wzrasta poziom wściekłej retoryki antyrosyjskiej. I do tej całej mieszanki wybuchowej dochodzi jeszcze próba wstąpienia do NATO. Jest oczywistym, że Rosja nigdy nie zgodzi się na rozszerzenie wrogiego wobec niej sojuszu wojskowego aż do swoich granic. Władze w Kijowie podejmują wszelkie starania, by na Moskwę nakładano kolejne, coraz dalej idące sankcje, a jednocześnie błaga Zachód o kolejne środki, sprzęt wojskowy… To dlatego Kijów nie waha się przed prowokacjami przeciwko Donbasowi, przypominając o sobie w ten sposób.

A dlaczego w Kijowie wciąż wstrzymują się z realizacją porozumień mińskich?

– To oczywiste. Władze w Kijowie zdają sobie sprawę, że jak tylko Donbasowi przyznany zostanie odrębny status, wiele innych regionów Ukrainy, na przykład Zakarpacie, również zażąda podobnej samodzielności. Państwo unitarne trzeba będzie przekształcić w kierunku ustroju federalnego i logiczne jest, że doprowadzi to do spadku znaczenia Kijowa, wyraźnie osłabi władze centralne.  Oficjalnie jednak Ukraina nie może odmówić realizacji porozumień mińskich. I dlatego jej władze postanowiły przeciągać proces negocjacyjny, licząc na to, że zmieni się sytuacja geopolityczna, albo, że my popełnimy jakiś fatalny błąd, który pozwoliłby Kijowowi wyjść z gry i zachować twarz. Właśnie dlatego Ukraina ucieka się do wszelkich możliwych prowokacji, tak na linii zawieszenia broni na Donbasie, jak i na gruncie rozmów mińskich. Ukraina chce wewnętrznemu, domowemu konfliktowi na Donbasie nadać wymiar międzynarodowy, wciągając do niego Rosję. Celem Kijowa jest uczynienie, lub choćby zaprezentowanie Moskwy w roli strony tego konfliktu. Na pełną realizację porozumień mińskich nie zgodzi się żaden prezydent Ukrainy, bo każdy z nich bać się będzie nastawionych nacjonalistycznie radykałów, których ugrupowania wywierają ogromny wpływ na decyzje dotyczące przyszłości tego kraju.

A jak ocenia pan działalność grup kontaktowych powołanych w ramach procesu mińskiego?

– Tak, przypomnę, że w ramach Grupy Kontaktowej doszło do podpisania w 2014 roku Protokołu Mińskiego, a w 2015 roku – listy działań służących jego realizacji. Porozumienia mińskie zostały zaakceptowane przez przywódców krajów „czwórki normandzkiej” – Rosji, Niemiec, Francji i Ukrainy. W ramach Grupy Kontaktowej funkcjonują cztery grupy robocze: ds. bezpieczeństwa, polityki, gospodarki i sfery humanitarnej.  Zanim stanąłem na czele republiki, przez prawie cztery lata, od listopada 2014 roku do września 2018 roku pełniłem funkcję stałego przedstawiciela DRL w Grupie Kontaktowej, dzięki czemu doskonale znam wszystkie szczegóły i okoliczności negocjacji mińskich. Można powiedzieć, że znane mi są one od kuchni, od wewnątrz.  I dlatego mogę powiedzieć, że przez wszystkie te lata Kijów ani przez chwilę nie zamierzał realizować porozumień mińskich. Co w takiej sytuacji robiła Ukraina, żeby nikt nie oskarżał jej o łamanie przyjętych zobowiązań, nawiasem mówiąc, przypieczętowanych akceptacją Rady Bezpieczeństwa ONZ? To oczywiste: starała się robić publicznie wrażenie, że nad tym pracuje, udawać aktywne działania, uprawiać PR, a przy tym jednocześnie organizowała różne prowokacje i grała na czas.

Przez wszystkie te lata strona ukraińska wyłącznie tym się zajmowała; organizowała polityczny spektakl dyplomatycznych oświadczeń, unikając jakichkolwiek konkretów i produktywnych kontaktów z przedstawicielami republik ludowych. A przecież żadnego konfliktu wewnętrznego nie można zakończyć bez treściwych rozmów znajdujących się w sporze stron. Rozumieją to i nasi przedstawiciele, i nasi adwersarze w tych negocjacjach. Pokój na Donbasie zależy właściwie od rozstrzygnięć Grupy Kontaktowej. Nam właśnie na tym zależy, jednak Kijów takim rozwiązaniem nie jest zainteresowany. Jedynym rozwiązaniem, jakie w tej chwili dostrzegamy, jest w obecnej sytuacji wymuszenie na Ukrainie przestrzegania jej zobowiązań poprzez nacisk międzynarodowy.

Tymczasem sytuacja się pogarsza. Ilu mieszkańców DRL zginęło w wyniku ostrzałów w 2021 roku?

– W ubiegłym roku w republice zginęło siedmiu cywilów, w tym jedno dziecko. 31 osób zostało rannych, w tym troje dzieci. Ukraina to państwo terrorystyczne, które zabija naszych cywilów, prowadząc ostrzały artyleryjskie i snajperskie. Biorąc pod uwagę fakt, że ofiarami ognia ze strony ukraińskiej padło też 71 żołnierzy Milicji Ludowej DRL, można dojść do smutnego wniosku, że ogólna liczba zabitych obywateli republiki zwiększyła się półtorakrotnie w porównaniu z 2020 rokiem.

Wspomniał pan o republikańskich siłach zbrojnych. Na ile DRL byłaby teraz w stanie samodzielnie odeprzeć agresję ukraińską?

– Jesteśmy w sferze wojskowej dostatecznie przygotowani. Dowodem na to jest choćby to, że od 2015 roku Kijów nie zdecydował się na militarne rozstrzygnięcie tej wojny domowej. Jeżeli Ukraina byłaby przekonana o swojej przewadze, z pewnością przeprowadziłaby operację wojskową. Tymczasem, choć Kijów przykłada taką wagę do tego konfliktu, choć spędza mu on sen z oczu, to jednak unika bezpośredniego starcia zbrojnego, wybierając metody terrorystyczne i różne formy presji na republiki ludowe. Zyskuje czas na wzmocnienie swego potencjału militarnego, wybłagując broń na Zachodzie i ściągając bezpośrednio na linię zawieszenia broni dodatkowe siły i sprzęt.

W Kijowie pamiętają, ile kosztowały ich porozumienia mińskie w 2015 roku, które strona ukraińska musiała podpisać, żeby zatrzymać kolejne zwycięstwa naszego ludowego ruchu powstańczego. Ogromne straty ludzkie i sprzętowe powstrzymały ówczesnego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę.

Druzgocąca klęska sił zbrojnych Ukrainy nie przyniosła pokoju Donbasowi. Gorąca faza wojny zakończyła się w 2015 roku, ale liczba zabitych i rannych w wyniku ostrzałów z jej strony rośnie. Ukraina strzela nie tylko do naszych obywateli, ale niszczy też infrastrukturę. Artyleria Kijowa ostrzeliwuje przez linię zawieszenia broni położone w pobliżu frontu tereny republiki. Na celowniku znalazły się domy mieszkalne, szkoły, szpitale, budynki straży pożarnej… Wyraźnie wzrosła liczba ukraińskich wojskowych dronów. W 2021 roku w wyniku ich użycia ucierpiało kilku cywilów, zginęło też dziecko. Udało nam się zapobiec trzem próbom wywołania eksplozji z potencjalnie ogromną liczbą ofiar cywilnych, gdy strona ukraińska usiłowała ostrzelać z dronów zbiorniki z paliwem na bazie naftowej w stolicy naszej republiki. Pod koniec października Ukraina po raz pierwszy użyła tureckich dronów Bayraktar.

A przypominam, że nasza przestrzeń powietrzna, na mocy porozumień mińskich, jest zamknięta dla wszystkich statków powietrznych, poza dronami Specjalnej Misji Monitoringowej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Ukraina jednak bagatelizuje wszelkie zobowiązania. Z ewidentnym przykładem lekceważenia wszelkich ustaleń i norm międzynarodowych mieliśmy do czynienia choćby 13 października 2021 roku, gdy ukraińskie służby specjalne dokonały porwania obserwatora Wspólnego Centrum Kontroli i Koordynacji ds. Zawieszenia Broni i Stabilizacji reprezentującego Ługańską Republikę Ludową (ŁRL). Stało się to bez względu na udzielone przez stronę ukraińską gwarancje bezpieczeństwa oraz obecność w pobliżu patroli SMM OBWE.

Denis Puszylin

Sporo mówi się o tym, że wielu mieszkańców DRL ma obywatelstwo rosyjskie. Ilu z nich ma już paszporty Federacji Rosyjskiej?

– Liczba rosyjskich dowodów osobistych wydanych mieszkańcom republiki przewyższyła 360 tys.  Jednym z warunków uzyskania obywatelstwa rosyjskiego w ramach uproszczonej procedury jest posiadanie naszych wewnętrznych, republikańskich dowodów osobistych. Na obecną chwilę wydaliśmy ich ponad 880 tys.  Procedura ubiegania się o dokumenty zarówno republikańskie, jak i rosyjskie, jest całkowicie dobrowolna. Obok naszych dowodów osobistych wciąż uznajemy dowody ukraińskie. Nie ma zatem żadnej potrzeby, by spieszyć się ze zmianą dokumentów. Ale chcę powiedzieć, że nasi mieszkańcy uważają tą sprawę za bardzo istotną. Zdecydowana większość chciałaby zrezygnować z dokumentów ukraińskich. Sądzę, że nie trzeba wyjaśniać, skąd bierze się u ludzi taki negatywny stosunek do nich.

Jak wyglądają stosunki DRL z ŁRL? Czy można sobie wyobrazić zjednoczenie obu republik?

– Mamy wyjątkowo ciepłe i przyjazne relacje z bratnią Ługańską Republiką Ludową. Mamy wspólną historię, teraźniejszość i przyszłość; mamy wspólną przestrzeń gospodarczą i celną, podobne problemy i perspektywy. W obecnych warunkach jest jednak zbyt wcześnie, byśmy mogli mówić o zjednoczeniu republik. DRL i ŁRL traktowane są w porozumieniach mińskich jako strony konfliktu. Zjednoczenie mogłoby stworzyć dla Kijowa możliwość uznania tych porozumień za formalnie nieobowiązujące i odmowy ich realizacji, do czego my, oczywiście, nie chcemy dopuścić.

Poza współpracą z ŁRL są jednak także inne kierunki waszej polityki. Skupmy się może relacjach handlowych ze światem zewnętrznym.

– Donbas jest jednym z największych ośrodków przemysłowych Europy z przemysłem zorientowanym na eksport. Wojna, a później blokada gospodarcza i transportowa wprowadzona przez Ukrainę były odczuwalnym ciosem dla naszych przedsiębiorstw. Zniszczono wieloletnie więzi kooperacyjne i logistyczne.

Od kilku lat pracujemy nad realizacją oczywistego zadania: zachowania potencjału przemysłowego regionu. W ubiegłym roku, wbrew wspomnianym wyzwaniom i ograniczeniom, udało nam się osiągnąć wzrost dynamiki rozwoju gospodarczego.  W okresie od stycznia do października 2021 roku produkcja przemysłowa wzrosła o 14% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2020. Prym wiedzie sektor budowy maszyn, przemysł metalurgiczny i chemiczny. Przemysł maszynowy odnotował w 2021 roku wzrost aż o 41%. Nasze obroty handlowe z zagranicą od stycznia do września 2021 roku zwiększyły się o 24% w porównaniu z rokiem poprzednim. Naszym największym partnerem handlowym pozostaje Federacja Rosyjska. Utrzymujemy też kontakty gospodarcze z Republiką Osetii Południowej, Republiką Abchazji i szeregiem innych krajów. Obecnie rozpoczynamy współpracę z Syryjską Republiką Arabską.

Pamiętam, że podczas jednej z wizyt w Doniecku zaproszono mnie na spotkanie do szkoły, w której uczyły się polskie dzieci. Czy władze republiki wspierają jakoś mniejszości narodowe, na przykład w oświacie?

– Gwarantujemy równość praw i swobód niezależnie od pochodzenia narodowego. Każdy obywatel ma prawo posługiwania się swoim językiem ojczystym.  O ile mi wiadomo, funkcjonuje zarejestrowane w naszej republice polskie stowarzyszenie kulturalne „Polonia”. W zakresie działalności tej organizacji pozarządowej jest badanie i popularyzacja kultury polskiej, języka polskiego.  Obecnie nie działa w republice żadna polska szkoła, ani odrębne polskie klasy. Ale jeśli przedstawiciele mniejszości narodowej wystąpiliby z taką inicjatywą, wyszlibyśmy im naprzeciw. Ustawodawstwo republiki przewiduje prawo uzyskania edukacji przedszkolnej, podstawowej i średniej w językach ojczystych.

W tym roku miną cztery lata od śmierci w zamachu terrorystycznym pana poprzednika na czele DRL, Aleksandra Zacharczenki. Czy zleceniodawcy i wykonawcy tego zabójstwa zostaną kiedyś ukarani?

– Zakończyło się śledztwo, nazwiska zleceniodawców i wykonawców tego głośnego zabójstwa są już ustalone. Wszystkie ślady prowadzą na Ukrainę.  Eksplozja w restauracji w samym centrum Doniecka, w której zginął pierwszy przywódca Donieckiej Republiki Ludowej, to jedna z wielu ukraińskich zbrodni wojennych. I wszystkie osoby z nią związane powinny ponieść najsurowsze kary właśnie jako przestępcy wojenni.  Prokuratura Generalna DRL prowadzi tysiące spraw karnych dotyczących zbrodni wojennych przeciwko mieszkańcom Donbasu. Te przestępstwa nie ulegają przedawnieniu i z całą pewnością doprowadzimy ich sprawców przed trybunał.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Denis Puszylin (ur. 1981 r. w Makiejewce) – przywódca Donieckiej Republiki Ludowej (od 2018 roku), w latach 2015-2018 przewodniczący Rady Ludowej (parlamentu) DRL, przewodniczący Ruchu Społecznego „Republika Doniecka”, członek partii Jedna Rosja.

Myśl Polska, nr 3-4 (16-23.01.2022)

Redakcja