OpinieJak Żydzi wpływają na polskie organy ścigania

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

11 listopada AD 2021 w Kaliszu doszło do pewnego wydarzenia, które samo w sobie szybko odeszłoby w niepamięć, gdyby nie czujność wszelkiej maści donosicieli. Pod wodzą aktora Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego na kaliskim rynku zorganizowano swoisty performance. Głównym punktem programu było spalenie kopii statutu kaliskiego, który w XIII wieku nadał Żydom przywileje, jakich nie mieli nigdzie indziej w Europie. Ot, widowiskowe show z elementami ulicznego teatru i historii. Być może nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby nie fakt, że chwilę później organizatorzy happeningu trafili do aresztu, tylko dlatego, że ktoś doszukał się w ich przedstawieniu „mowy nienawiści” i „antysemityzmu”.

Sytuacja przypomniała mi o pewnym wydarzeniu sprzed lat, kiedy Policja wezwała mnie na przesłuchanie w charakterze świadka. Powód? Jakiś Żyd poczuł się urażony pewnym incydentem, do którego doszło na jednej z demonstracji (na której akurat byłam), więc podkablował na prokuraturze. Ostatecznie sprawa rozeszła się wtedy po kościach, choć okazało się (nie po raz pierwszy zresztą), że to właśnie Żydzi są strasznymi ksenofobami. Dlatego chcę naszym Czytelnikom opowiedzieć dziś o tej historii.

Lato 2014 roku. Na Strefę Gazy spadają izraelskie bomby, giną niewinni cywile, w tym kobiety i dzieci. Jak to w takich sytuacjach bywa, ktoś w Warszawie zorganizował protesty przed ambasadą Izraela. Sezon ogórkowy w pełni, więc wybrałam się tam z aparatem fotograficznym i notesem, w nadziei na zdobycie ciekawego materiału do artykułu. W sumie żadnej sensacji nie było, a moja krótka relacja została opublikowana na jednym z portali. Minęło przeszło pół roku. Dzwoni telefon z Komendy Policji. Zostaję wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka. Na miejscu dowiaduję się o szczegółach. Otóż, na demonstracji przed ambasadą Izraela był podobno transparent z napisem: «syjonizm = nazizm». Jakiś Żyd uznał, że to go obraża i poskarżył się na prokuraturze. Prokuratura z urzędu musiała coś z tym zrobić, więc Policja musiała kogoś przesłuchać. Trafiło na mnie. Pewnie dlatego, że byłam chyba jedyną dziennikarką, która pod własnym nazwiskiem napisała relację z tamtej demonstracji.

Przez Policję zostałam potraktowana bardzo grzecznie, zwykłe standardowe przesłuchanie. Ostatecznie prokuratura i tak umorzyła sprawę. Ciekawsze jest jednak to, czego przy okazji się dowiedziałam, już tak mniej oficjalnie. Otóż okazało się, że niemałą bolączką dla organów ścigania w Polsce są ciągłe skargi środowisk żydowskich (i dewiantów z LGBT, ale o tym innym razem). Chodzi o to, że w momencie, kiedy do prokuratury wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, zgodnie z polskim prawem oficjalnie muszą być wykonane dalsze procedury.

Dało mi to do myślenia. Przecież tego typu skargi powodują pewne ograniczenia, tj. zużywa się zasoby i energię funkcjonariuszy państwowych do reagowania na te donosy. A skoro policja i prokuratura musi z urzędu wszczynać postępowania w sprawach o rzekomym antysemityzmie czy ksenofobii Polaków, to zabiera im się cenny czas. W ten sposób niejako odciąga się polskie organy ścigania od znacznie poważniejszych spraw. A więc poniekąd zmusza się ich do ganiania za mitycznym antysemityzmem, podczas gdy w tym czasie mogliby łapać prawdziwych przestępców, np. złodziei rozkradających Polskę.

Dowiedziałam się wtedy, że prym w tego typu skargach i donosach wiedzie organizacja „Otwarta Rzeczpospolita. Stowarzyszenie Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii”. Sytuacja wydała mi się na tyle ciekawa, że postanowiłam zamieścić wpis o moim przesłuchaniu, które musiało się odbyć, bo jakiemuś Żydowi nie spodobało się porównanie dwóch zbrodniczych ideologii. Przeczytała to znajoma muzułmanka, która również była na wspomnianej demonstracji. W reakcji na moją publikację koleżanka szyitka podesłała mi link do artykułu z portalu izraelczyk.pl, gdzie opisano pikiety pod ambasadą Izraela. Moim oczom ukazał się żydowski paszkwil, z którego dobitnie wynika, że to sami Żydzi są ksenofobami, a nawet antysemitami (sic!).

Chodzi o artykuł pt. „14, 15 i 17 lipca Allah przybrał postać polskiej wieprzowiny”. W tekście szyderczo opisano demonstracje w obronie Palestyńczyków z bombardowanej Strefy Gazy. W wydarzeniu obok Polaków uczestniczyli mieszkający w naszym kraju muzułmanie. Pełen kpin i obelg artykuł żydowskiego portalu opatrzono podsumowaniem: «W taki oto sposób niespożywający wieprzowiny Allah stał się podobny do polskich warchlaków».

Po pierwsze, mamy tutaj do czynienia z bluźnierstwem i nienawiścią na tle religijnym. Polskiemu Czytelnikowi pragnę wyjaśnić, że arabskie słowo Allah jest używane na określenie Boga nie tylko przez muzułmanów ale także chrześcijan z Bliskiego Wschodu. A zatem, obrażono Boga, którego na żydowskim portalu porównano do nieczystego mięsa świni. Po drugie, autorzy artykułu uderzyli w godność drugiego człowieka, który w ich mniemaniu jest gorszy. W tym konkretnym przypadku ksenofobii mamy do czynienia z uprzedzeniem wobec Polaków, chrześcijan i muzułmanów, których połączyła empatia z prześladowaną i mordowaną ludnością palestyńską. Po trzecie, publikacja żydowskiego autorstwa jest skrajnie antysemicka, bo Semitami są przecież także sami Palestyńczycy, których cierpienie zostało w tekście wyszydzone. I wreszcie, artykuł z portalu izraelczyk.pl ma charakter antyżydowski, ponieważ jego rynsztokowy poziom, okraszony nienawiścią względem osób innego wyznania, narodowości i posiadających odmienne poglądy, w konsekwencji prowokuje do spotęgowania niechęci względem samych Żydów.

Powyższe wnioski zebrałyśmy z koleżanką we wspólnym liście otwartym do: Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita. Dodałyśmy do wiadomości: Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, Ambasada Izraela w Polsce, Media. Reakcja na skandaliczną publikację żydowskiego portalu była zerowa.

Wspominam o tym przy okazji wydarzeń kaliskich nieprzypadkowo. Otóż aresztowanie organizatorów kaliskiego zgromadzenia dobitnie pokazuje kto w naszym państwie pociąga za sznurki. Oto bowiem mamy sytuację, że za kratki idą obywatele Polski, którzy nieprzychylnie wypowiadali się na temat Żydów, podczas gdy podobne, a nawet gorsze zachowania wobec innych narodowości czy mniejszości nie spotykają się z taką reakcją. Wystarczy wspomnieć ostatni Marsz Niepodległości, podczas którego podpalono niemiecką flagę, co zbagatelizowano. Nikt również nie podniósł konsekwencji za transparenty z napisem „jebać islam”, podczas antyimigranckich manifestacji sprzed kilku lat. Szokuje też brak reakcji za permanentne szkalowanie i obrażanie Rosjan, które z każdym kolejnym rokiem dramatycznie przybierają na sile. Prześladowań w przestrzeni publicznej doświadczają także Polacy wyznający tradycyjne i katolickie wartości, które na każdym kroku są deptane i wyszydzane. Jakoś słynny celebryta-satanista nie trafił za kratki za publiczne podarcie Biblii i nazwanie świętej dla chrześcijan księgi „gównem”. Jednak najbardziej szokuje fakt, że bezkarne pozostały osoby, które na ulicach polskich miast domagały się legalizacji mordowania nienarodzonych polskich dzieci, przeklinając przy tym na całe gardło.

Doszło w Polsce do sytuacji przerażającej. Otóż, z jednej strony na polecenie żydowskich środowisk aresztuje się organizatorów happeningu ze spaleniem kopii jakiegoś dokumentu sprzed kilkuset lat. Z drugiej strony nikt nie trafił do aresztu za nawoływanie do zabójstwa na tle ksenofobicznym – bo właśnie tym jest domaganie się „prawa” do likwidacji dzieci z Zespołem Downa.

Co się zaś tyczy samego zachowania organizatorów kaliskiej imprezy. Moim zdaniem liderzy Kamratów popełnili podstawowy błąd. Nie dlatego, że zadarli z Żydami, ale dlatego, że nie skorzystali z instrukcji działania zawartej w Nowym Testamencie, która brzmi: «Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie.» (Mt 10,16-23).

Zabrakło czystego serca oraz sprytu. I to jest największa bolączka wszelkich ruchów patriotycznych, narodowych i antysystemowych w Polsce.

Agnieszka Piwar

Redakcja