PublicystykaNie odrzucajmy lewej strony

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Tekst Kolegi Mateusza Piskorskiego „Polski marksizm wciąż żyje” i wywiad z profesorem Jerzym Kochanem “Przeciwko aparatom ideologicznym państwa” wzbudził żywą dyskusję w środowisku endeckim i postendeckim. Przeważały głosy że nie warto… bo przecież to lewica.

Byłem trochę zawiedziony, że koledzy nie doczytali fragmentu, w którym prof. Kochan mówi o NATO. To był zupełnie inny głos niż ten, który słyszymy w mediach. I dla samego tego fragmentu warto było ten wywiad zamieścić.

„Myśl Polską” od początku cechowała ideowość i realizm. Powstała na emigracji jako pismo przeciwne rządom komunistów w Polsce, ale nie przeciwne Polsce. Po roku 1956 pismo i środowisko z nim związane odwrotnie od większości „polskiego Londynu” i emigracji nie pluło bezrefleksyjnie na Polskę Ludową. Rozumiało znaczenie nowych granic, jednoetniczność, i państwową orientacje antyniemiecką. Pozostawało krytyczne ale sprawiedliwe. Łamy „Myśli” nie zamykały się jednak przed innymi orientacjami. Znajdziemy na przestrzeni 80 lat teksty chadeków, ludowców, socjalistów. I właśnie to jest wielkość „Myśli” – pismo nie musi być sekciarskie, można na jej łamach dyskutować również z orientacjami politycznymi przeciwnymi. I tak się działo przez lata, dlaczego teraz z tego zrezygnować? W żadnym innym piśmie nikt nie ma odwagi by zamieścić wywiad z człowiekiem, który wprost nazywa się polskim marksistą.

To nam powinno zależeć, by lewica w Polsce była lewicą polską. A by coś o niej wiedzieć, trzeba rozmawiać. Lewica zawsze jakaś będzie, Polska rządzona przez monopartię narodową może powstać tylko w rozpalonych głowach młodych uczestników Marszu Niepodległości. Ja zdecydowanie wolę lewicę z twarzą prezesa Stowarzyszenia Marksistów Polskich (SMP) Jerzego Kochana niż „lewicę” z twarzą panów Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka. Świadomi narodowcy rozmawiali z lewicą. bez histerii.  Na ostatni Zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,  list „Do Polek i Polaków – delegatów na XI Zjazd PZPR” wystosowało odrodzone Stronnictwo Narodowe. Nie obrazili się, chociaż oni akurat mieli realne powody. W liście podpisanym przez kol. Adama Krajewskiego czytamy między innymi:

Nie odmawiamy zasług, w tym zwłaszcza w zagospodarowaniu Ziem Zachodnich, likwidacji bezrobocia, w umasowieniu oświaty i opieki socjalnej, w prowadzeniu polityki zagranicznej uwzględniającej interes i dobro Państwa Polskiego oraz odbudowaniu zniszczonego w wyniku II wojny światowej materialnego dziedzictwa Narodu (…) Po wojnie nie dopuszczono naszego Stronnictwa do działalności publicznej (…) przez siły niepolskie wywodzące się z KPZU, KPZB i Polej Syjon. Mamy świadomość i wiemy, że Polsce potrzebna jest partia sprawiedliwości społecznej, którą Wy nazywacie partią socjalizmu lub lewicy. Nam, jako Ruchowi Narodowemu, zależy na tym abyście tworzyli partię polską, reprezentującą socjalne interesy Narodu Polskiego, partie niezależną od wszelkich ośrodków zewnętrznych – wszelkich międzynarodówek”

Podobnie sytuację widział kolega Bohdan Poręba (na zdjęciu), który w swoim przemówieniu na ostatnim Zjedzie PZPR powiedział między innymi:  „Towarzysze i Towarzyszki. Przyszliśmy na pożegnanie. Jedni w skupieni, z żalem, ale i z determinacją, że oto odchodzi ktoś bliski, na kogo jednak przyszedł już czas. Inni by odtańczyć taniec radości nad świeżą mogiłą. Aż dziw bierze, że można było z kimś tak nielubianym przeżyć tyle dobrego i złego zarazem. A nasz zmarły był postacią tragiczną, a więc złożoną. Bo złożone i tragiczne są losy polskiej lewicy. Zrodziła się ona z walk o niepodległość i sprawiedliwość społeczną w okresie zaborów. To właśnie uparta walka polskich rewolucjonistów wyprowadziła sprawę polską na arenę międzynarodową. Po drugiej wojnie światowej, w warunkach Jałty i Poczdamu, nie było innej alternatywy niż rządy komunistów. W tym właśnie upatruje źródło tragizmu partii. W oczach narodu była ona ekspozyturą interesów mocarstwa, obciążonego grzechem 17 września i zbrodnią katyńską. Jeżeli określając los partii, używam słowa tragizm, to znaczy, że kryje się za nim gorzkie poczucie dumy. W Polsce pod władzą tej partii nigdy nie stanęły monumenty Stalina na miarę tych, jakie górowały nad stolicami państw ościennych. W Polsce nie było ani tylu, ani na taką skalę pokazowych procesów politycznych. W Polsce nie zamykano i nie przerabiano kościołów na magazyny. W Polsce zawsze pomimo zafałszowań i ograniczeń było luźniej i swobodniej w nauce, kulturze i prasie. W Polsce uchroniono wieś przed kolektywizacją.

A było to możliwe dzięki zdeterminowanej polityce niektórych polskich komunistów. Bagaż nienawiści, który na naszych barkach spoczywa, wywodzi się stąd, że w latach 1948-1956 Stalin w sekciarskich kręgach komunistów znalazł posłusznych wykonawców swojej polityki, wykorzystując ich jako instrumentarium biologicznej likwidacji najlepszych patriotów polskich wszystkich orientacji, czego symbolem było uwięzienie równocześnie Gomułki i kardynała Wyszyńskiego. Dziś problem partii, ale także i całego społeczeństwa, polega na dużej sprawności sekciarzy i ich spadkobierców w odchodzeniu od zajmowanych pozycji i błyskawicznym przegrupowaniu się na pozycje przeciwstawne. Zawsze jednak oddalonych od systemu racji, wartości, wyznawanych przez Naród Polski. O los lewicy w naszym kraju jestem spokojny. O jej istnienie upomni się głodna rzeczywistość. Ale w enuncjacjach prasowych, w pewnych wywiadach, pojawia się myśl nowego sojuszu. Jest to sojusz pewnej części naszych głośnych reformatorów z tak zwaną lewicą laicką. Uważam, że nieszczęściem byłoby porozumienie elit ukształtowanych na kosmopolityzm. Nam osłabionym, ale doświadczonym historycznie, potrzebny jest sojusz z lewicującymi masami „Solidarności”, z Narodem, może z Wałęsą. I tu nie lekceważyłbym kandydatury towarzysza Fiszbacha, jako być może najlepszej politycznie drogi do porozumienia Polaków”.

Sam uważam się za endeka z skrzywieniem lewicowym. To skrzywienie pozostało mi z narodowo-lewicowej „Ojczyzny” wydawanej przez kolegów Bogusława Rybickiego i Bogusława Jeznacha. Jednym z moich wychowawców politycznych był człowiek lewicy narodowej minister Jan Mitręga. On myślał endecko. Moim marzeniem jest Wielka Polska, ale przede wszystkim wielka sprawiedliwością społeczną. Bliski mi jest socjalny etnizm. Idea sprawiedliwości społecznej i patriotyzmu. Świat państw narodowych jest światem bezpieczniejszym. Naszym wrogiem jest właśnie imperializm i kolonializm, dziś narzucane światu i realizowane jako praktyka polityczna przez naszego Przeciwnika. Moja idea narodowa odrzuca kapitalizm, imperializm, kolonializm, rasizm i szowinizm. I tutaj mam punkty styczne z profesorem Jerzym Kochanem. Potrzebę polskiej lewicy rozumiał doskonale lider Samoobrony Andrzej Lepper i przywódca Sierpnia 80 Daniel Podrzycki. Rozumie to zagadnienie Przewodniczący niezarejestrowanej Zmiany, więzień polityczny III RP Mateusz Piskorski. Dzisiaj coraz więcej środowisk odwołuje się zarówno do idei narodowo-demokratycznej jak i socjalistycznej. Przykładem może być Praca Polska lub Zjednoczenie Patriotyczno-Robotnicze „Grunwald” (odwołujące się wprost do ideologii „Grunwaldu”).

Podczas Konferencji Antyimperialistycznej, która odbywała się w dniach 30.VII-2 VIII 2021roku w Bieszczadach kol. Seweryn Bosek mówił:

Klasa rządząca Polską po 1989 roku świadomie uprawia bezkrytyczny kult Polski międzywojennej, całkowicie negując przy tym osiągnięcia Polski Ludowej. Tymczasem trzeba sobie jasno powiedzieć: Druga Rzeczpospolita dla wielu była dobrą matką, ale dla znacznie liczniejszych jej mieszkańców była złą macochą, która nie zapewniała ani chleba, ani pracy, ani wolności. A we wrześniu 1939 roku okazało się, że nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa nawet sobie. Dlatego musiała upaść i nie ma większego powodu, by po niej płakać. Tym bardziej, że miejsce kapitalistyczno-ziemiańskiej dyktatury sanacyjnej zajęła Polska Ludowa, w której po raz pierwszy w naszych dziejach szerokie masy społeczne uzyskały możliwość zawodowego, oświatowego i kulturalnego awansu. Polska została odbudowana i uprzemysłowiona, zlikwidowano analfabetyzm i straszliwą przedwojenną nędzę. Uzyskaliśmy wreszcie granice, które – dzięki Bogu – od 76 lat zapewniają nam spokój i bezpieczeństwo. Negowanie dorobku i osiągnięć Polski Ludowej to nie tylko głupota – to zwyczajne łajdactwo i wyraz pogardy dla kilku pokoleń Polaków, którzy po raz pierwszy w dziejach mogli normalnie żyć i pracować we własnym państwie.

To prawda, że we władzach PRL nie brakowało ludzi głupich, nieraz wręcz podłych. To prawda, że pierwsze lata po wojnie to była krwawa wojna domowa, której tylko jedna strona ma dziś prawo do czci i pamięci, a druga może liczyć wyłącznie na potępienie. To prawda, że czasy stalinizmu przyniosły wiele ofiar terroru policyjnego. Ale przecież w tych samych czasach stalinizmu odbudowano Warszawę i wiele innych miast, postawiono mnóstwo fabryk, wydano miliony egzemplarzy wspaniałych polskich książek: Mickiewicza, Sienkiewicza, Żeromskiego, które przed wojną były dostępne tylko dla zamożnych. Dlaczego więc mamy pamiętać tylko o więzieniach UB, a nie pamiętać o Nowej Hucie i Pałacu Kultury?

Zapytacie, dlaczego mówię tyle o historii. Przecież jesteśmy ruchem politycznym, a więc naszym celem powinno być myślenie o przyszłości, o przyszłym kształcie naszej ojczyzny. To prawda – samo rozmyślanie o historii jest jałowe. Jednak my z historii wyciągamy wnioski i czerpiemy mądrość polityczną. Dzieje Polski XX wieku przynoszą nam wiele różnych doświadczeń. Na gruzach państw zaborczych powstała Polska niepodległa, ale zbudowana na społecznej i politycznej niesprawiedliwości. Przez głupotę swoich elit ta Polska musiała upaść, przynosząc nam największą dziejową katastrofę i tragedię. Na szczęście przyszło jednak wyzwolenie i powstanie nowej Polski – w nowych granicach i z nowym podejściem do kluczowych kwestii społecznych. Ta Polska umożliwiła tak naprawdę ostateczne uformowanie się naszego narodu – bo czy przez wieki miliony pańszczyźnianych chłopów czuło się Polakami? Dopiero po 1945 roku w pełni zrealizował się program Romana Dmowskiego i Jana Ludwika Popławskiego, by unarodowić polski lud. Wcześniej, w warunkach panowania egoistycznej szlachty i obcych fabrykantów, nie było to możliwe.

A więc nasza XX-wieczna historia daje nam jasny program, jakiej Polski chcemy. Chcemy Polski narodowej i sprawiedliwej społecznie, czyli takiej, w której żaden Polak, bez względu na to, czyim jest dzieckiem i ile ma pieniędzy, nie czuje się obywatelem drugiej kategorii. Polska musi być dobrą matką dla wszystkich swoich synów i córek, a nie tylko dla wybranych. Matką, która zapewnia wszystkim bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, socjalne i ekonomiczne, jak również zdrowe stosunki społeczne, a przy tym wolność polityczną, wolność słowa, myśli i wyznania. Takiej Polski chcemy i do takiej dążymy, twórczo rozwijając myśl polityczną zarówno polskiego nacjonalizmu, jak i polskiej lewicy. Bo my chcemy Polaków łączyć, a nie dzielić – jak to robi obecna władza i duża część opozycji” . I trudno się z tymi słowami nie zgadzać.

Kolega Bohdan Poręba bardzo trafnie opisał czym jest polska lewica i jakiej lewicy chcemy w Polsce: „Musimy najpierw odrzucić narzucony nam od dawna schemat lewicy. Tej antynarodowej, antyreligijnej, w gruncie rzeczy antyludzkiej. To pseudokomuna zdominowana przez żydowską mniejszość pod płaszczykiem pięknych haseł o sprawiedliwości niszczyła naszą cywilizację. Dla Polaków lewica to prorobotniczość, proludowość, harmonia w życiu społecznym bez biegunów biedy i bogactwa. Dla nich zerwanie z tradycją, historią, religią. Ideologiczny materializm. Ciekawe, że jest on tak bliski zarówno trockistom jak i kapitalistom. Ale to przecież dzieci jednego diabła. Myślę że cała PRL, która musi być ochroniona w świadomości Polaków jako ograniczona ale polska państwowość – to historia zmagania się koncepcji polskiego socjalizmu z bezpaństwowością. Ta polska strona to przede wszystkim Gomułka i Gierek. KOR-owcom – spadkobiercom Bieruta, Bermana, Lampego – antynarodowym internacjonałom, czyli trockistom udało się wszystkie pretensje Polaków do stalinizmu przerzucić na cały okres PRL, czyli ukierunkować emocjonalnie społeczeństwo przeciwko swojemu państwu. Majstersztyk antypolskiej agentury”.

Nie obrażamy się na autentyczną lewicę, że istnieje. Próbujmy zrozumieć intencje. Jakaś lewica w Polsce będzie istnieć i dla naszego kraju ważne jest to, by działała ona dla dobra wspólnego, dla dobra naszego narodu a nie jakiś mitycznych międzynarodówek.

Łukasz Marcin Jastrzębski

Myśl Polska, nr 37-38 (12-19.09.2021)

Redakcja