HistoriaPublicystykaHańba wrześniowa

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

„Marszałek Śmigły-Rydz, nasz drogi, dzielny Wódz,

Gdy każe, pójdziem z nim najeźdźców tłuc.

Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic,

Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz!”

Adam Kowalski

1 września minęła kolejna rocznica napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, a zarazem wybuchu II wojny światowej. Historycy, a często również politycy toczą zawzięte dyskusje – czy wybuch II wojny światowej był nieuchronny, jak również czy klęsce wrześniowej można było zapobiec, bądź zminimalizować jej skutki? Padają różne odpowiedzi, nierzadko mające charakter ideologiczny i polityczny. Przykładem tego rodzaju dywagacji są popularne od pewnego czasu tezy Piotra Zychowicza o zasadności sojuszu Polski z III Rzeszą, oparte zresztą na bardzo wątpliwej argumentacji. Abstrahując od skrzętnie marginalizowanej kwestii programowego antyslawizmu rządzących III Rzeszą nazistów i dążenia do zdobycia kosztem Słowian przestrzeni życiowej na Wschodzie („lebensraum”), zawarcie paktu z Hitlerem doprowadziłoby Polskę, jako „państwa frontowego” do nieuchronnej wojny z ZSRR ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Być może ustępstwa na rzecz III Rzeszy mogły odwlec wojnę, czy też przyczynić się do lepszego przygotowania się do niej, jednak na dłuższą metę nie rozwiązywało to problemu. Co ciekawe, zapomina się o odrzuconej przez rządy sanacyjne możliwości sojuszu Polski z Czechosłowacją, który może nie uchroniłby Polski przed wojną i nie stanowiłby przeciwwagi dla potęgi militarnej Niemiec, ale mógł zminimalizować poniesione straty. Zostawmy jednak te rozważania zawodowym historykom, nie zaś „antykomunistycznym” publicystom historycznym i politykom, opierającym swoją narrację na niechęci do ZSRR i panującego po wojnie w Polsce ustroju.

Oczywistym jest, że z uwagi na potencjał militarny Polski i Niemiec, niewypełnienie zobowiązań sojuszniczych przez Wielką Brytanię i Francję, a także wkroczenie na terytoria polskie wojsk radzieckich 17 września 1939 roku – wynik kampanii wrześniowej był przesądzony. Nie zmienia to jednak faktu, że aż do wybuchu wojny władze sanacyjne utrzymywały społeczeństwo polskie w błogiej nieświadomości co do faktycznego stanu państwa i jego rzeczywistego potencjału militarnego. Co więcej – utrzymywano, że polska armia jest potęgą, zaś potencjał wojskowy hitlerowskich Niemiec jest wytworem propagandy.

Do niesławnej historii przeszły hasła w rodzaju: „silni – zwarci – gotowi”, czy też „nie oddamy nawet guzika od munduru”. Krzewiony był groteskowy kult „Rydza-Śmigłego”, kreowanego na następcę Józefa Piłsudskiego. Buta i arogancja władz sanacyjnych była tak wielka, że nawet w przededniu nadchodzącego kataklizmu, Polska wzięła udział w faktycznym rozbiorze Czechosłowacji, jakim było zajęcie Zaolzia. Uzasadnienia historyczne co do polskości tych ziem i powoływanie się na zajęcie Zaolzia przez Czechosłowację w 1939 roku – w zaistniałej sytuacji geopolitycznej naprawdę nie miały znaczenia. Ale Generalny Inspektor Sił Zbrojnych – nie mógł się mylić…

Niestety marszałek Edward Rydz-Śmigły w czasie kampanii wrześniowej nie wykazał się już tak wielką odwagą. Wraz z Józefem Beckiem i swoimi najbliższymi współpracownikami w dniu 6 września 1939 roku udał się do Brześcia nad Bugiem. Również inni dostojnicy cywilni i wojskowi rozpoczęli ewakuację. Na przykład prezydent Mościcki już po pierwszych bombardowaniach Warszawy przeniósł się do podwarszawskiej miejscowości Błota, gdzie zamieszkał w willi znajomych. Premier Felicjan Sławoj-Składkowski w dniu 7 września 1939 roku ewakuował się do Łucka. Swoje posterunki opuścili minister spraw wojskowych Tadeusz Kasprzycki i minister propagandy Michał Grażyński. Już w dniu 14 września 1939 roku większość sanacyjnych oficjeli była ulokowana w pobliżu granicy z Rumunią, wyczekując na rozwój sytuacji. Ewenementem wśród dostojników sanacyjnych był prezydent Warszawy Stefan Starzyński, który odmówił wyjazdu z kraju. Ewakuacja naczelnych władz cywilnych i wojskowych II RP do Rumunii nastąpiła ostatecznie w dniu 17 września 1939 roku.

Oczywiście podnoszona była i jest nadal argumentacja, że ewakuacja przedstawicieli polskich władz do Rumunii była jedynym sensownym rozwiązaniem, gdyż w przeciwnym razie zakończyłoby się to ich uwięzieniem i uniemożliwiłoby dalsze działania na uchodźstwie. Zdaniem Romualda Szeremietiewa w zaistniałych warunkach: „pozostanie Naczelnego Wodza oraz jego sztabu w okupowanym kraju byłoby zachowaniem samobójczym” [1].

Zaiste, jest to godny odnotowania realizm polityczny… Szkoda jedynie, że podlegli Rydzowi-Śmigłemu żołnierze ginęli w tym czasie w kampanii wrześniowej, a ludność cywilna traciła w życie podczas bombardowań polskich miast. Warto w tym miejscu przypomnieć postać kapitana Ludwika Bociańskiego – uczestnika powstania wielkopolskiego i wojny w 1920 roku, który w symbolicznym geście próbował uniemożliwić Rydzowi-Śmigłemu i jego świcie opuszczenie kraju.

Podczas przekraczania granicy na moście granicznym na Czeremoszu zastąpił Naczelnemu Wodzowi drogę i odwołując się do honoru polskiego żołnierza, usiłował odwieść go od ewakuacji. Gdy próba ta zakończyła się niepowodzeniem, Bociański usiłował popełnić samobójstwo, strzelając sobie w klatkę piersiową i ciężko się raniąc. Postawa kapitana Bociańskiego oddaje istotę sprawy – obrazuje tragiczny rozdźwięk między bohaterską postawę polskich żołnierzy, walczących pod Westerplatte, w bitwie nad Bzurą, czy też w obronie Warszawy, a zachowaniem elit cywilnych i wojskowych II RP.

Dziś, obchodząc kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej, warto zadać pytanie, czy tragiczne wydarzenia sprzed przeszło 80 lat czegoś nas nauczyły? Czy politykę zagraniczną Polski należy kształtować na uprzedzeniach i resentymentach, czy też na trzeźwej ocenie sytuacji międzynarodowej? Czy działania władz opierać się mają na rzetelnej i uczciwej pracy na rzecz dobra wspólnego, czy też na tromtadracji i mocarstwowej propagandzie. Czy wreszcie – biorąc pod uwagę położenie geograficzne Polski możemy sobie pozwolić na to aby szukać przyjaciół daleko, a wrogów blisko? Oby historia z września 1939 roku nigdy się nie powtórzyła…

Michał Radzikowski

[1] Cytat pochodzi z artykułu Romualda Szeremietiewa: „1939. Ucieczka, której nie było” – Tygodnik „Solidarność”( tysol.pl. 07.11.2017).

Myśl Polska, nr 37-38 (12-19.09.2021)

 

Redakcja