HistoriaZiemie zachodniePomorski Wrzesień 1939

Redakcja2 tygodnie temu
Wspomoz Fundacje

Salwy pancernika „Schleswig-Holstein” skierowane 1 września 1939 o godzinie 445 na Polską Składnicę Tranzytową na Westerplatte obwieściły światu początek zdawało się tylko lokalnej wojny, a jak się już wkrótce miało okazać, globalnej toczonej na trzech kontynentach – w Europie, Azji i Afryce. Siedmiodniowa epopeja obrońców tego osamotnionego cypla w Porcie Gdańskim przeszła do legendy i stanowi jeden z pomnikowych wydarzeń w historii Polski.

Pierwszego dnia wojny rozpoczęła się operacja o kryptonimie Tannenberg. Niemieckie służby specjalne i policja Wolnego Miasta Gdańska przystąpiły do masowych aresztowań i likwidacji instytucji polskich. Najbardziej znanym wydarzeniem jest obrona Poczty Polskiej w Gdańsku i los jej obrońców. A ten był niezwykle tragiczny. W 1939 r. władze polskie wzmocniły gdańską placówkę. Z Bydgoszczy i sąsiedniej Gdyni skierowano 10 dodatkowych urzędników. Na dowódcę ewentualnej obrony Poczty, Sztab Główny oddelegował do Gdańska Konrada Guderskiego.

Strona Niemiecka liczyła się z ewentualnością obrony Poczty. Do ataku na tą placówkę wyznaczono grupę 150 policjantów i oddziały SS Heimwehr Danzig oraz SS Wachtsurmbann Eimann dowodzone przez płk Willego Bethke. Oddziały piesze były wspierane przez 3 pojazdy opancerzone typu ADGZ. Nie spodziewano się jednak aż tak zaciętego oporu. Walki o gmach rozpoczęły się niemal równocześnie z niemieckim atakiem na Westerplatte. W budynku broniło się 50 pocztowców uzbrojonych w lekką broń maszynową – 3 karabiny maszynowe, 40 karabinów, pistolety i granaty ręczne. Niepowodzenie pierwszych ataków niemieckich, spowodowało, że siły agresora zostały wzmocnione 2 lekkimi haubicami polowymi kal. 75 mm i haubicą kal. 105 mm. Walki trwały przez cały dzień i dopiero podpalenie budynku spowodowało zaprzestanie walki. W ich trakcie zginęło 8 obrońców, w tym jej dowódca.

Dalszych sześciu rannych z ciężkimi poparzeniami trafiło do szpitala, gdzie w wyniku ran, zmarli. Pozostałym 38 obrońcom przed sądem niemieckim wytoczono dwa procesy, które zakończyły się wyrokami śmierci. Wyrok został wykonany 5 X 1939 r. o godzinie 6.15 na strzelnicy wojskowej w dzielnicy Zaspa. Ich szczątki zostały odnalezione w sierpniu 1991 r. i 5 kwietnia 1992 r. pochowane na cmentarzu na Zaspie. Ofiary tej zbrodni sądowej doczekały się rehabilitacji na podstawie wyroku Sądu Krajowego w Lubece. Zapadł wówczas wyrok uniewinniający i rehabilitujący pocztowców. Wówczas też władze Gdańska nadały im honorowe obywatelstwo.

Powyższe wypadki a szczególnie wyrok sądu i egzekucja wykonana na pocztowcach był jednym z pierwszych w Gdańsku, na Pomorzu i w Polsce. Równocześnie z wkroczeniem oddziałów niemieckich na Pomorze, rozpoczęła się z góry zaplanowana akcja eksterminacyjna. Objęła ona przede wszystkim przedstawicieli inteligencji polskiej nauczycieli, księży, pracowników polskich instytucji, rzemieślników, kupców oraz działaczy i członków licznych stowarzyszeń polskich. Zabieranych z mieszkań zwożono do przejściowego więzienia utworzonego w budynku Viktoriaschule przy dzisiejszej ul. Kładki. Trafiło tutaj ok. 1.000 zatrzymanych Polaków. Przetrzymywano ich w piwnicach budynku, salach gimnastycznych i lekcyjnych. Z tej grupy wydzielono 150 więźniów, których przeniesiono do aresztu śledczego przy ul. Kurkowej, skąd 2 września zostali przewiezieni na teren przyszłego Konzentrazionslager Stutthof.

To tymczasowe miejsce zatrzymania Polaków funkcjonowało do 15 września 1939 r. Konzentrationlager Stutthof jest pierwszym przeznaczonym dla Polaków, jaki rozpoczął działalność po 1 września 1939 r.. Miejscowość ta znajduje się u nasady Mierzei Wiślanej. Pierwsi więźniowie zostali „zakwaterowani” w przygotowanych namiotach wojskowych rozstawionych na ogrodzonej polanie o powierzchni 0,5 ha. Centralnym punktem była kuchnia obozowa, umywalnia i latryna. Więźniów skierowano do prac przy wycince drzew, karczowaniu lasu, niwelowaniu terenu i zakładaniu dwóch rzędów drutu kolczastego. Potrzebne do budowy obozu dachówki i cegły transportowano z odległej o ok. 1 km cegielni wykorzystując w tym celu kolejkę wąskotorową. Ten pierwszy etap zakończył się w maju 1940 roku kiedy to na powierzchni ok. 4 ha stanęło 10 baraków zwanych później Starym Obozem. Obóz był pierwszym i zarazem najdłużej działającym na ziemiach polskich – oddziały 48. Armii 3. Frontu Białoruskiego wkroczyły na jego teren 9 maja 1945 roku. Przez cały ten czas obóz był miejscem martyrologii mieszkańców Pomorza. Dla mieszkańców tych terenów określenie „dziadek w Wehrmachcie” stanowi syndrom obozu. Jeśli ów dziadek odmówił – cała rodzina trafiała właśnie do tego obozu…

Kolejnym elementem realizacji zaplanowanych przez okupanta działań była eksterminacja ludności polskiej z terenu zajętego Pomorza, Kaszub i Kociewia. Również i tu główne uderzenie okupanta zostało skierowane w warstwy inteligenckie – nauczycieli, urzędników wszystkich szczebli, kler a także licznych działaczy społecznych z kręgów kaszubskich i nie tylko. Akcja ta określana mianem Intelligentzaktion AB była przeprowadzona na całym terenie okupowanej Polski w sposób niezwykle bezwzględny, niewyobrażalny i niemożliwy do przeprowadzenia w innym państwie europejskim.

Z ramienia III Rzeszy nadzorował ją osobiście Szef Rzeszy SS i Komisarz Rzeszy dla Umocnienia Niemczyzny Heinrich Himmler. Natychmiast po wkroczeniu oddziałów niemieckich była ona konsekwentnie realizowana, czego przykładem był tutaj wspomniany obszar byłego Wolnego Miasta Gdańska. Nie inaczej było na całym obszarze Pomorza, gdzie działania te były natychmiast podejmowane. W tym celu 12 września 1939 r. na terenie Gdańska sformowano Einsatzkommando 16, które wysłano na tereny Kaszub i Kociewia. Tragizmu tym wydarzeniom dodaje fakt, że często w szeregach tych oddziałów paramilitarnych stanęli niedawni sąsiedzi osób przeznaczonych do likwidacji. Pierwszych masowych egzekucji o charakterze jakoby „odwetowym” za rzekome prześladowania miejscowych Niemców dokonano m. in. w Bysewie pow. Kartuzy, Starej Kiszewie pow. Kościerzyna czy we Władysławowie pow. Morski. Eskalacja tych działań nastąpiła po 14 września czyli po zajęciu Gdyni. Szczególnym dniem był 16 październik. Od tego dnia należy mówić o wydarzeniach określanych jako krwawa pomorska jesień.

W tym dniu z więzienia w Wejherowie zaczęto wywozić więźniów do lasów okalających wieś Wielka Piaśnica na terenie Puszczy Darżlubskiej. Ten skąd inąd piękny kompleks leśny stał się miejscem spoczynku wielu Polaków. Po 20 października rozpoczęły się tam masowe egzekucje Ich wykonawcami obok wymienionego już oddziału był Selbstschutzu był oddział specjalny Wachsturmkommando „Eimann”, to samo, które zaznaczyło się w walkach o Pocztę Polską w Gdańsku. Liczyły one od 40 do 60 osób. Każda z formacji była bezpośrednio odpowiedzialna za transport i likwidację ofiar. Przed egzekucją skazańców zmuszano do rozebrania się do bielizny. Ofiary stały lub klęczały nad wykopanymi dołami i były likwidowane strzałem w tył głowy.

Okupant skrzętnie ukrywał informacje o losie rozstrzelanych. Rodziny informowano, że osoby zabrane z domów zostały wywiezione do Generalnego Gubernatorstwa lub też, że ich los nie jest znany władzom niemieckim. Teren lasu był zawsze otoczony licznymi posterunkami policyjnymi, które miały zapobiec ewentualnym ucieczkom. Ustawiano również ostrzegawcze tablice, zakazujące pod groźbą śmierci wstępu do lasu. Egzekucje w Lasach Piaśnickich zakończyły się w pierwszej dekadzie grudnia 1939 r. Znane są jednak przypadki, że jeszcze wiosną 1940 roku wykonywano tam egzekucje, lecz o mniejszym natężeniu. Niestety nie jest znana pełna lista ofiar. Do roku 2009 udało się ustalić nazwiska 852 osób. Na podstawie różnych źródeł szacuje się, że w tamtejszych grobach masowych spoczywa około 2000 osób.

Niemieckie represje nie ominęły również sąsiedniego Kociewia. Tu również znajdują się miejsca masowych egzekucji miejscowej ludności. W odległości 7 km od Starogardu Gdańskiego znajduje się kompleks leśny – Las Szpęgawski. Na miejsce masowej zbrodni doskonale nadawała się  enklawa powyrębowa powstała w 1938 r. Sprzyjające warunki dla niemieckich realizatorów stworzyła tam sama natura. Grunt w tym miejscu był piaszczysty co umożliwiało łatwe i w miarę szybkie kopanie dołów śmierci. Pierwsze zaczęto kopać już 16 września. Do tej pracy ze Starogardu Gdańskiego spędzono 32 Polaków, którzy odkrzaczali teren i kopali groby dla przyszłych ofiar. Praca trwała bez przerwy do 18 listopada. Miejsce egzekucji podobnie jak w lasach piaśnickich zostało otoczone posterunkami policji i Selbstschutzu. Ludność miejscowa otrzymała kategoryczny zakaz wstępu do lasu.

Pierwsza egzekucja odbyła się 22 września 1939 r. Zginęło w niej 88 pacjentów szpitala psychiatrycznego w Kocborowie. Tu również ofiary zabijano strzałem w tył głowy. W przypadku osób ciężko chorych usypiano je jeszcze w samochodach zastrzykami z morfiny i nieprzytomne wrzucano do dołów. Akcja ta trwała do końca stycznia 1940 r. W około 15 zbiorowych egzekucjach zamordowano tam 1692 chorych. Byli wśród nich również chorzy ze szpitali w Świeciu a także dzieci z oddziału w Gniewie. Również i tutaj zostali zlikwidowani chorzy przywiezieni ze szpitali działających na terenie Rzeszy. Tragedię pogłębiał fakt, że wraz z chorymi wymordowano niemal cały personel medyczny nie wyłączając zastępcy dyrektora szpitala dr Józefa Kopicza i inspektora szpitala Franciszka Dunajskiego.

Przedstawione tutaj miejsca to jedynie trzy przykłady z Ziemi Pomorskiej, która w szczególny sposób została dotknięta działaniami eksterminacyjnymi w ramach Intelligenzaktzion AB oraz T4, nim jeszcze zakończone zostały działania wojenne w ramach kampanii wrześniowej. Tutaj też rozpoczął działalność pierwszy obóz koncentracyjny utworzony na ziemiach polskich – obóz w Stutthofie. A był to jedynie początek eksterminacji mieszkańców Pomorza, Kaszub, Kociewia. Na mapie Pomorza takich miejsc jest znacznie więcej. Ale już te tutaj przedstawione świadczą o zawziętości najeźdźcy. Jednak nie zgasiło to ducha walki. Powstała Tajna Organizacja Wojskowa „Gryf Pomorski”. Ale to już inna historia, choć nie mniej ciekawa i godna poznania.

Wszystkie ofiary działań niemieckich na Pomorzu doczekały się godnego upamiętnienia. W 1979 r. w gmachu byłej Poczty Polskiej przy placu noszącym ich imię otwarto Oddział wrocławskiego Muzeum Poczty i Telegrafu. A od 2003 r. jest to oddział Muzeum Gdańska. Po wojnie na zachowanym fragmencie oryginalnego muru zostały odsłonięte pamiątkowe tablice (w latach 1946 i 1957). W 1979 r. na placu przed budynkiem stanął pomnik autorstwa krakowskich rzeźbiarzy Krystyny Hafro-Kućmy i Wincentego Kućmy.

Upamiętniono również miejsce dawnej Victoriaschule. Na zachowanym budynku w 1958 r. została umieszczona tablica pamiątkowa ku czci osób, dla których to miejsce było początkiem trudnej, niejednokrotnie ostatniej życiowej drogi. Na terenie byłego obozu Stutthof w miejscowości Sztutowo od 1962 r. działa Państwowe Muzeum Stutthof. Swoją działalnością obejmuje zachowaną część obozu oraz jego wyposażenie. Na jego terenie w 1968 roku odsłonięto Pomnik Walki i Męczeństwa, którego autorem jest gdański architekt i rzeźbiarz Wiktor Tołkin.

Groby masowe w Piaśnicy i Szpęgawsku w latach powojennych zostały przebadane. Pierwszy pomnik przy szosie ze Starogardu do Chojnic został postawiony w 1945 r. Znalazły się na nim 84 nazwiska mieszkańców Starogardu, których udało się wówczas ustalić. W kolejnych latach staraniem starogardzkiego oddziału ZBOWiD przeprowadzono prace zmierzające do identyfikacji grobów masowych, ich oznaczenia a także identyfikacji osób tam pomordowanych. 24 kwietnia 1954 r. w lesie szpęgawskim odsłonięto pomnik poświęcony spoczywającym tutaj ofiarom.

Podobnie było w przypadku grobów masowych w Piaśnicy. Choć nie bez przeszkód, to jednak dzięki stanowczości społeczności lokalnej a także  Polskiego Związku Zachodniego we wrześniu 1955 r. wzniesiono Pomnik Ofiar Piaśnicy, którego autorem jest Aleksander Wiecki. Również i dziś mieszkańcy Wejherowa i okolic sprawują pieczę nad tym miejscem martyrologii. Obecnie w Wejherowie trwają prace nad zorganizowaniem Muzeum Piaśnickiego.

Andrzej Kotecki

Na zdjęciu: Konzentrazionslager Stutthof

Myśl Polska, nr 37-38 (12-19.09.2021)

 

 

 

Redakcja