FelietonyUmarł Stefan Michnik – problem PiS-u

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

W wieku 91 lat zmarł Stefan Michnik o czym poinformował jego brat Adam Michnik. Twórca „Gazety Wyborczej” dodał: „Mój Brat wiele wycierpiał z mojego powodu, choć nie z mojej winy”.

Człowiek, który stał się w III RP symbolem zbrodni i wypaczeń okresu bermanowszczyzny.  Polski Żyd. Sędzia i adwokat, informator i rezydent Informacji Wojskowej, przyrodni brat Adama Michnika. Marcowy emigrant. Po 1968 roku zwolennik KOR-u i tzw. opozycji demokratycznej.

Syn Heleny Michnik i Samuela Rosenbuscha (zamordowany podczas „wielkiej czystki”) Wychowywany przez działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU), a później dysydenta i stronnika KOR-u Ozjasza Szechtera. Nigdy nie ukończył studiów prawniczych. W 1951 roku  po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Prawniczej został asesorem w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Pracuje w wymiarze sprawiedliwości do 1957 roku. Przez bardzo krótki czas był adwokatem w Warszawie. Następnie w latach 1958–1968 redaktorem w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej (MON). Przez kilka miesięcy na przełomie lat 1968–1969 był likwidatorem szkód stołecznego Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń (PZU). Wbrew opinii nie sądził tylko żołnierzy tylko żołnierzy podziemia poakowskiego. Był sędzią między innymi w procesach:

majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany, skład sędziowski podjął wspólną decyzję o niedopuszczeniu obrońcy do procesu, o wykonaniu wyroku nie poinformowano rodziny). Żołnierza kampanii wrześniowej, w której dowodził 7. kompanią 5. Pułku Strzelców Podhalańskich 22. DP Górskiej w Armii „Kraków”, u. Żołnierz 14. pp. 5. DP Armii Polskiej na Środkowym Wschodzie, a od 1947 w Sztabie Generalnym WP. Zrehabilitowany.

majora Andrzeja Czaykowskiego (w którego egzekucji uczestniczył)  – żołnierz Armii Krajowej, cichociemny, dowódca baonu w powstaniu warszawskim, major Wojska Polskiego. Zrehabilitowany.

pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego w latach 1947-1949 (13 lat więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany).

Wymieniony przez komisję Mazura jako jeden z sędziów łamiących praworządność. I tutaj jego związki z komunizmem się kończą. Był to okres burzliwy i krótki.

W 1969 roku po wydarzeniach marcowych 1968 wyjechał do Szwecji, pracował jako bibliotekarz w miasteczku Storvreta, około 10 kilometrów od Uppsali. Został antykomunistą i krytykiem PRL-u. W latach 70. wspierał działaczy opozycji, współpracował z Radiem Wolna Europa i publikował w paryskiej „Kulturze” teksty na temat Czechosłowacji w 1968 roku (pod pseudonimem Karol Szwedowicz). Był po tej samej opozycyjnej stronie co inni więksi lub mniejsi beneficjenci bermanizmu i ich dzieci – od Aleksandry Jasińskiej (Bierut) przez Zygmunta Baumana, Antoniego Zambrowskiego aż po Józefa Światło-Fleischfarba.

Wbrew propagandzie ośrodków okołopisowskich i IPN-owskich Michnik nie był kluczowy. Takich jak on było ogrom. Wyroki, które zapadły i tak by zapadły niezależnie od tego czy sądziłby Michnik czy Kowalski. One zapadały, bo miały zapaść. Ci, którzy byli znaczący w tej kwestii od dawno już nie żyją. Stronnictwo lustracyjno-dekomunizacyjne obrało sobie jego osobę ze względu na brata Adama Michnika. I oni najbardziej ubolewają z powodu śmierci Stefana Michnika. Dzisiaj będą mieli trudność w znalezieniu autentycznego  żywego winnego, a tylko to uzasadnia utrzymywanie różnorakich instytucji ścigających realne i wyimaginowane zbrodnie minionego okresu.

Dariusz Matecki, twórca Ośrodka Monitorowania Antypolonizmu komentuje:  „To skandal i plama na honorze szwedzkiego państwa, które niczym nie różni się w tym zakresie od Argentyny, która ukrywała nazistów”. Na internetowej stronie  „Gazety Polskiej” czytamy: „Stefan Michnik nigdy nie został ukarany za czyny, które popełnił jako stalinowski sędzia. Został pozbawiony stopnia wojskowego nie za zbrodnie przeciwko ludzkości, lecz za żydowskie pochodzenie – zdegradowany do stopnia szeregowca przez Wojciecha Jaruzelskiego w 1975 roku na fali czystek antysemickich”.

Myślę, że całą sytuację najcelniej skomentował to redaktor Konrad Rękas pisząc: „Wbrew pozorom od strony czysto formalnej Adam Michnik ma rację. Przecież Stefan Michnik ani by nie był pamiętany, ani tak ścigany, ani tak okrzykiwany na każdej niemal patriotycznej manifestacji – gdyby nie był przyrodnim bratem swojego brata. Rzecz jasna nazywanie tego „cierpieniem” musi budzić co najmniej wątpliwości – no chyba, że żyjącemu z Michników wiadomo coś o jakimś bólu sumienia dręczącym zmarłego albo przynajmniej, że pokrzykiwania z Polski czyniły mu jakiś dyskomfort. Niemniej jednak fakt jest faktem – takich „Szwedowiczów” było na pęczki i to dzięki Michnikom uniknęli oni kary. Ten umarł i zaraz okaże się, że sprawa załatwiona, a przecież zszedł był mniej szkodliwy z braci Michników…”

Łukasz Marcin Jastrzębski

Gdy byłem przekonany że to koniec lustracyjnego szaleństwa, w radio usłyszałem informację że konieczne jest rozliczenie 97-letniego żołnierza 2. Armii WP skierowanego do resortu bezpieczeństwa majora Łukasza Kuźmicza. Major jest znany z upowszechniania wiedzy na temat zbrodni banderowców, jest znienawidzony przez środowiska szowinistów ukraińskich. Zmiana jest taka, że zamiast zbrodni realnych, teraz będzie się ścigać te urojone.

Myśl Polska, nr 33-34 (15-22.08.2021)

Redakcja