AktualnościOpinieO odwadze i oportunizmie

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

5 i 6 lipca br. miałem przyjemność uczestniczyć w bardzo ciekawej konferencji w Zamościu poświęconej historycznym i współczesnym uwarunkowaniom i oddziaływaniom zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego.

Wielu znanych i zasłużonych mówców przedstawiło stan sprawy. Można powiedzieć, że wszyscy formułowali podobny wniosek – dopóki państwo polskie nie zmieni swojego stosunku do współczesnej Ukrainy, dopóty nie doczekamy się ani właściwego wyświetlenia zbrodni szowinistów ukraińskich, ani ich potępienia, ani godnego pochówku ich ofiar. Jest to wniosek ze wszech miar słuszny. Jednak drugiego dnia konferencji wysłuchałem prelekcji, która z jednej strony zupełnie nie pasowała do wszystkich innych wystąpień, z drugiej wpisywała się w ten nurt polityki polskiej, który odpowiada za bezalternatywność i ślepe popieranie Ukrainy z całkowicie świadomym porzuceniem naszych racji.

Cały wykład poświęcony był zagrożeniu rosyjskiemu w postaci wojny hybrydowej, informacyjnej, ataków hakerskich, agentury, wreszcie, wojny realnej, z użyciem sił zbrojnych. Prelegent analizował wszelkie aspekty tych rzekomych zagrożeń z dużą swadą i przekonaniem. Ilustrował wszystko mapami z naszkicowanymi kierunkami uderzeń rosyjskich, zwracając uwagę na to, że zapewne nikt poza USA nam nie pomoże, bo Francja i Niemcy chcą dogadać się z Rosją. Mówił też o roli Wojsk Obrony Terytorialnej, których rola nie ma sprowadzać się „TYLKO do prowadzenia walki partyzanckiej”. Ale mówił też o możliwej sytuacji zajęcia Polski przez Rosję i prowadzenia partyzantki w ramach okupacji całego kraju. Na szczęście stwierdził na koniec, że wojskowa agresja jednak nie jest najbardziej prawdopodobną opcją, ale to dzięki polityce odstraszania Rosji, którą należy kontynuować. Gdyby nie absolutne przekonanie bijące z głosu prelegenta, uznałbym, że śnię albo, że upał rzucił się nam wszystkim na zmysły.

Musiałem na to odpowiedzieć. W sytuacji, kiedy żyjemy w kraju opętanym wizją zagrożenia rosyjskiego, gdzie główne gazety prawicowe co i raz drukują teksty i mapy pokazujące uderzenia rosyjskie, kiedy gen. Pytel udziela wywiadu „Gaz. Wyb.”, z którego wynika, że wszystko jest w Polsce od lat ściśle kontrolowane przez Rosję, kiedy w radiu Tok FM redaktor stwierdza, że w Polsce rządzi rosyjska agentura, milczeć nie można, chociażby dla własnej higieny psychicznej.

Powiedziałem m.in.:

– czy USA miały prawo podczas kryzysu kubańskiego bronić się przed instalacją rakiet radzieckich na Kubie? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie odmawiamy tego prawa Rosji?

– USA pragną być hegemonem światowym, Polska popiera tę koncepcję, ale trudno uznać, aby była to jedyna dopuszczalna koncepcja, ponieważ inni mają inne zdanie i inne koncepcje np. koncertu mocarstw. Wyobrażanie sobie przez Polskę, że USA będą hegemonem za przyzwoleniem już nawet nie Rosji, ale prężnie rozwijającego się supermocarstwa Chin, jest naiwnością.

– czy gdyby nie zamach sztanu na Ukrainie, który pozbawił władzy legalnego prezydenta Janukowycza, doszłoby do zajęcia Krymu przez Rosję i walk w Donbasie? Jeżeli nie, to skoro słyszymy, że Rosja za wszystkim stoi, to może stoi i za zamachem na Janukowycza?

– jestem zszokowany tym, co zobaczyłem w czasie prelekcji, tym ciągłym straszeniem Polaków nadchodząca agresją rosyjską. Obserwując od lat polskie wypowiedzi na ten temat, z jedną z pierwszych, Jana Parysa w 2005 r., który prorokował atak rosyjski na 2006 r., informacje o rzekomych planach rosyjskiej inwazji, okraszone mapami uderzeń pojawiają się cyklicznie w polskich mediach. Czasem można odnieść wrażenie, że piszący czują się rozczarowani, że inwazja jednak nie nastąpiła.

– dramat polskiej polityki polega na jej jednostronności i bezalternatywności, zadeklarowanej przez prezydenta, rząd i sejm. Cały problem ukraiński polega właśnie na tym i jest tego skutkiem. I dopóki nasza polityka wobec Ukrainy, wobec jej banderyzacji, wobec braku szacunku dla naszej wrażliwości z tamtej strony, nie ulegnie zasadniczej zmianie, to nie pomoże i sto tak wspaniałych konferencji jak ta.

Dostałem  brawa, a potem jeszcze dowiedziałem się z ust innych uczestników dyskusji, że istnieją poszlaki do stwierdzenia, że na wypadek owej inwazji rosyjskiej, Polska ma przekazać Chełmszczyznę i Podlasie Ukrainie, by je „ratować”, a także, że jeszcze nie tak dawno istniało szesnaście strategii polskich na wypadek wojny, a od jakiegoś czasu istnieje tylko jedna – wojny z Rosją. To ciekawe, o tyle, że podobno oficerowie amerykańscy, którzy odwiedzili nasz kraj mówili, że wojny z Rosją nie będzie, natomiast prawdziwym zagrożeniem jest wojna, która może być skutkiem ewentualnego rozpadu Ukrainy…

Wracając już z konferencji usłyszałem przez radio z ust prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, że „niestety, niektórzy w UE, jak Francja, czy Niemcy, sprzeciwiają się zaostrzeniu polityki wobec Rosji”. Co się z nami stało? Czy doprawdy wszyscy tak myślą? Na pewno nie. Jeden z występujących na konferencji zwrócił uwagę, że wielu kolegów ze świata akademickiego niejednokrotnie prywatnie podziela jego poglądy, ale w sytuacji konieczności ujawnienia ich publicznie, bądź jakiegoś głosowania, zostaje sam. Co więcej, Ukraińcy a także środowiska LGBT od razu interweniują, kiedy dowiedzą się o działaniach nie po ich myśli. I człowiek zostaje sam, co może skończyć się konsekwencjami w pracy. Skąd tyle oportunizmu, skąd tak mało odwagi?

Czy większości wszystko przesłania już własna kariera, pieniądze i święty spokój? Na to wygląda. Ludzie odważni są w mniejszości, bo mogą ich dotknąć problemy w pracy, bo mogą być niemile widziani, bo może wreszcie zapukać do nich nad ranem ABW. Oportunizm stał się w dzisiejszej Polsce cnotą, odwaga cywilna wadą. My pozostaniemy jednak przy mądrości, która mówi, że prawdziwa odwaga jest cnotą, a oportunizm tchórzostwem dyktowanym przez interes.

Adam Śmiech

Myśl Polska, nr 29-30 (18-25.07.2021)

Redakcja