UncategorizedNapoleoński plan Tuska

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Wśród niektórych polityków i pozostałych jeszcze zwolenników Platformy Obywatelskiej duże były oczekiwanie względem skutków i znaczenia powrotu Donalda Tuska do krajowej polityki. Tydzień temu odbyła się Rada Krajowa PO, gdzie Tusk przejął przywództwo tej partii.

Jako nowy wiceprzewodniczący będzie miał funkcję pełniącego obowiązki przewodniczącego tego ugrupowania, co stało się możliwe wskutek rezygnacji Borysa Budki z tej pozycji oraz rezygnacji z funkcji wiceprzewodniczących przez Ewę Kopacz oraz Bartosza Arłukowicza.  Głównym powodem tej zmiany była chęć zatrzymania coraz bardziej widocznej degradacji, wręcz upadku PO, która zaczęła w sondażach testować próg 10 proc. poparcia i kilku miesięcy temu została wyprzedzona przez ugrupowanie Szymona Hołowni, Polska 2050.

By zapobiec ostatecznej katastrofie i rozpadowi PO, sięgnięto po ostatni dostępny zasób i rzucono Tuska na ratunek. Już po tygodniu można z grubsza ocenić jakie będą efekty powrotu Tuska do PO. Co się uda, a co okazało się, już teraz, nieosiągalnym mirażem. Niewątpliwie został, przynajmniej tymczasowo, zahamowany upadek PO, której notowania nieznacznie się podniosły i oscylują obecnie wokół 20 proc.

Zysk został osiągnięty głownie kosztem ugrupowania Hołowni, gdyż notowania PiS nie doznały uszczerbku. Jak to wyjaśnić?

Elektorat każdej partii można podzielić na pięć głównych grup. Pierwsza, to przekonani zwolennicy, akceptujący przywódców, program, ideologię i podejmowane przez partię działania. Ta grupa jest też nazywana twardym elektoratem. Druga grupa to ludzie, którzy popierają daną partię ponieważ są przekonani, że wskutek jej polityki ich poziom życia się poprawił, ich rodziny żyją lepiej, ich interesy są zabezpieczone, a ich przekonania szanowane.

Grupę trzecią można nazwać klientelą partyjną. To osoby i ich bliższa i dalsza rodzina oraz znajomi, którzy z udziału we władzy czerpią konkretne korzyści materialne, mają zapewnioną dobrą pracę, poczucie prestiżu. Ta grupa jest stosunkowo nieliczna, ale z uwagi na to, że chodzi o jej bezpośrednie interesy jest ona bardzo mocno zaangażowana w popieranie partii, która jej to zapewnia.

Chodzi tu głównie o partię sprawującą władzę w państwie, jak też w samorządach, oraz siły kontrolujące poważne korporacje. Tego rodzaju grupy klientystyczne formują się zarówno wokół partii sprawujących władzę jak też i wokół ugrupowań opozycyjnych, które, jak obecnie w Polsce, kontrolują wiele samorządów, głównie w dużych miastach, gdzie są też i duże pieniądze.

Grupę czwartą, wcale niemałą, stanowią ludzie, którzy głosują na dane ugrupowanie wyłącznie dlatego, że uważają ją za mniejsze zło. Ergo, są przekonani, że partia, którą aktualnie poparli w wyborach, nie przedstawia wiele pozytywnego, ale za to jej przeciwnik jest większym potencjalnym zagrożeniem i trzeba go zatrzymać.

Grupa piąta, to elektorat zmienny, przejściowy, przypadkowy, który nie ma ustalonych przekonań, a kieruje się aktualną modą, opinią mediów, czy celebrytów, oraz pragnieniem zmiany. To grupa, której politycznym zachowaniem jest w stanie zarządzać pani z TVN-u, czy innej telewizji. Tacy ludzie stanowili większość elektoratu partii Palikota, Petru, Kukiza, a obecnie Hołowni. Kiedyś sporo tego rodzaju elektoratu głosowało na PO, ale obecnie oni się bardziej przenieśli do Hołowni i dlatego Hołownia przeskoczył PO. Powrót Tuska był jakimś wydarzeniem medialnym stąd cześć tego rodzaju wyborców zwróciła znowu sympatię w stronę PO, ale pewnie nie na długo, gdyż kurz medialny zaraz opadnie, bo też i podniósł się on nie za wysoko.

Taki podział wyborców na wymienione wyżej grupy wyjaśnia także dlaczego PiS nie odniósł strat z powodu powrotu Tuska. Udział wyborców przypadkowych wśród elektoratu PiS jest obecnie minimalny i nigdy nie był spory, stad też zawirowania medialne nie zmieniają poparcia dla PiS, co budzi frustrację w mediach przyjaznych opozycji.

Ta partia opiera się na twardym elektoracie i ludziach, którzy, poprzez wprowadzenie 500+, czy obniżenie wieku emerytalnego, odczuli poprawę swojej sytuacji. Niemały udział też mają tu ci, którzy głosują na PiS, gdyż jawi się on jako mniejsze zło wobec działań PO.

Te grupy, które stanowią większość w elektoracie PiS, powrót Tuska tylko jeszcze bardziej wzmocni liczbowo i skonsoliduje. Normalni ludzie źle wspominają rządy Tuska. To za jego czasów podwyższono wiek emerytalny i było to zwiększenie drakońskie, gdyż dla kobiet wyniosło aż 7 lat, a dla mężczyzn 2 lata. Wziąwszy zaś pod uwagę fakt, że jeszcze niedługo przed tym wydłużeniem wieku emerytalnego, powszechnie odchodzono na emeryturę pięć lat wcześniej niż przewidywał wiek ustawowy, czyli kobiety w wieku 55 lat, a mężczyźni w wieku 60 lat, to faktycznie, to posuniecie Tuska, oznaczało zwiększenie wieku dla kobiet aż o 12 lat, a dla mężczyzn o 7.

Jeśli dodamy do tego zabranie przez rząd Tuska pieniędzy z kont OFE, to możemy zrozumieć natężenie negatywnych emocji wobec tego polityka w znacznej części wyborców, przynajmniej tych, którzy potrafią dostrzec i zidentyfikować własny interes. Tego nie załatwi obecne stwierdzenie Tuska, że podniesienie wieku emerytalnego „na zasadzie przymusu” było błędem. Dla niego było „błędem”, a czym było dla tych, którzy zostali dotknięci jego decyzją? Na dodatek, ówczesne decyzje rządu, spowodowały likwidację wielu zakładów pracy, a bezrobocie mocno wzrosło. To gdzie oni mieli pracować, z czego żyć? Jaka była oferta Tuska dla takich ludzi?

Ci ludzie stanowią dużą grupę i są wśród nich gotowi czynnie wyrazić swój stosunek do pana Tuska, jak ta kobieta w Szczecinie, która wykrzyczała mu w twarz, co o nim myśli. Tego rodzaju stosunek polityków do ludzi, generujący takie reakcje, to nie tylko jakaś cecha Tuska, a całej tej formacji. Inni politycy PO są znani z równie pogardliwego traktowania ludzi, w tym swoich wyborców. Na znanych taśmach mówili: „Obietnice polityczne wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą”, albo „Dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać”.

Ten incydent w Szczecinie pokazał jasno, że zapowiadane wizyty Tuska w każdym powiecie to zły pomysł, bo skoro, w takiej twierdzy PO jak Szczecin, doszło to takiego niemiłego przyjęcia, to gdzie indziej może być jeszcze o wiele gorzej.

A sam Tusk jest też w gorszym położeniu niż w czasach gdy był premierem i posłem. Wtedy miał immunitet, rządową ochronę oraz podległych sobie urzędników, dlatego mógł bezkarnie praktykować swoją metodę walki politycznej polegającej na prowokowaniu i obrażaniu przeciwników. Teraz sobie na to nie może pozwolić, bo immunitetu nie ma, a innymi zasobami też nie dysponuje. Swoje wypady w stronę ministra Ziobro musiał wycofać, gdyż ten zagroził sądem.

Także i ta przesadna, emocjonalna, trochę kabotyńska, retoryka Tuska, którą popisał się na Twitterze: „Demokracje umierają w ciszy. Zacznijmy krzyczeć”, już nie działa i następująco podsumowała ją pani Żukowska, rzecznik Lewicy: „W Polsce jest za mało rozmowy, a za dużo darcia mordy”. To pokazuje, że nie będzie łatwo Tuskowi podporządkować sobie opozycję. Widać to też po zachowaniu Hołowni, który stwierdził, że to dobrze, że kilka procent jego elektoratu powróci do Platformy, gdyż “to pokaże wyraźnie, że my nie jesteśmy Platformą, nie jesteśmy i nie byliśmy żadnym pomysłem Tuska i przystawką PO”.

W ten sposób, także Hołownia podkreśla swoją niezależność od Tuska, a tym samym też niechęć by podporządkować się jego pretensjom do kierowania całą opozycją. To zresztą potwierdza tylko wcześniejsze analizy politycznych obserwatorów, stwierdzających, że partia Hołowni to projekt polityczny bliski instytucjom powiązanym z Partią Demokratyczną w USA, a nie z Niemcami, tak, jak to jest w przypadku Platformy. A zatem tu też chemii nie będzie.

Wszyscy już widzą, że to nie ten sam Tusk co kiedyś. Brak realnej władzy bardzo go osłabił.  Odnotowano też pierwszy realny efekt powrotu Tuska do polskiej polityki. Zjednoczona Prawica formalnie odzyskała większość w Sejmie i znowu ma 231 posłów. Do tego klubu powrócił poseł Arkadiusz Czartoryski. Przyczynę tego kroku określił w dwóch słowach, cytując jak niemiecka prasa nazywa nową rolę Tuska w Polsce: „Tusk – Oppositionsführer”. Kaczyński jest zadowolony. Tusk mu się przydał.

Te kilka tylko dni aktywności Tuska w kraju musiało jednak zweryfikować i jego własną ocenę swoich możliwości, gdyż na posiedzeniu klubu parlamentarnego dość skromnie mówi o swoich celach, do których zalicza uporządkowanie sytuacji w PO, przywrócenie Platformie Obywatelskiej wiodącego miejsca w opozycji oraz odbudowanie poparcia społecznego dla partii. Daje sobie na to rok.

Nawet tak mizernie zarysowany program nie będzie łatwy do wykonania. Powtórka z Tuska się nie uda i próba powtórnego obsadzenia go w roli przywódcy Polski jest skazana na porażkę, co chyba i on sam już wie. W wywiadzie dla GW, Tusk usiłuje zniwelować nieuzasadnione oczekiwania swoich fanów mówiąc: „Ja nie mam żadnych misternych planów. Spekulacje, że Tusk ma gotowe scenariusze napoleońskich kampanii, to jakieś myślenie magiczne”. Moim skromnym zdaniem, Tusk jednak realizuje napoleońską kampanię, tą ostatnią, co zakończyła się pod Waterloo.

Stanisław Lewicki

Fot. Wikipedia Commons

Myśl Polska, nr 29-30 (18-25.07.2021)

Redakcja