KulturaDobraczyński przypomniany

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

„Polski pisarz Jan Dobraczyński w książce „Cień Ojca” opowiedział w formie powieści o życiu świętego Józefa. Przez sugestywny obraz cienia określił postać Józefa, który w stosunku do Jezusa jest cieniem Ojca Niebieskiego na ziemi: osłania Go, chroni, nie odstępuje od Niego, podążając Jego śladami”.

To fragment listu papieża Franciszka „Patris corde” – „Ojcowskim sercem”, w którym Ojciec Święty przypominał i dowartościował polskiego pisarza, działacza przedwojennej endecji, odznaczonego medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, posła na sejm PRL, przewodniczącego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego.

Wedle powszechnej opinii z dużą stratą dla jego ciekawych i wartych przeczytania książek na Dobraczyńskim kładzie się cień zaangażowania politycznego w latach 80. Sam nie raz zadawałem sobie pytanie: po co już leciwemu pisarzowi było tak wyraziste opowiedzenie się po stronie władzy. Gdyby nie ten okres jego życia, być może byłby jednym z bardziej cenionych beletrystów współczesnych. Gdyby stanął po stronie Solidarności, byłoby tak na pewno. Oczywiście motywy, którymi się kierował to temat na inny, obszerny tekst, dość powiedzieć, że uważał takie a nie inne decyzje za wierność drodze człowieka, którego bardzo cenił, czyli Bolesława Piaseckiego. Był konsekwentny.

Miał negatywny stosunek do Solidarności, opowiedział się za stanem wojennym, a PRON miał być w jego mniemaniu nie tylko drogą do uspokojenia nastrojów społecznych, ale także wprowadzenia w obieg kulturalny treści katolickich, dlatego w zachowanych przemówieniach Dobraczyńskiego z lat ’80 czytamy na przykład o konieczności uczynienia jednym z podstawowych filarów polskiej kultury oraz edukacji młodzieży powieści katolickiej. Miał także Dobraczyński swój udział w przypomnieniu w II połowie lat 80. Romana Dmowskiego. W roku 1988 nakładem Instytutu Wydawniczego PAX ukazało się po pięćdziesięciu latach pierwsze krajowe wydanie „Polityki polskiej i odbudowania państwa”.

W roku 1989 po raz pierwszy po wojnie opublikowane zostały „Myśli nowoczesnego Polaka” z przedmową Dobraczyńskiego. Przeglądając książki będące wyborem publicystyki pisarza (pisał głównie na łamach „Słowa Powszechnego”) możemy się natknąć na teksty o Dmowskim pochodzące jeszcze z lat 70. (znaleźć je możemy m.in. w tomie pod tytułem „… byśmy ten Pański dźwignęli świat”). Wiemy, że bezskutecznie próbował wydać powieść o Dmowskim, ostatecznie opublikowaną dopiero w roku 2010 w ramach „Biblioteczki Myśli Polskiej”. Chodzi o „Spadające liście” opisujące schyłkowy okres życia Dmowskiego, który w książce nazywany jest „Prezesem”. Pisarz przedstawił go jako postać nierozumianą i niedocenioną. Powieść stawia konkretne pytanie: jak to możliwe, że najwybitniejszy polityczny wizjoner egzystuje na marginesie życia politycznego, w zaciszu własnego dworku? Jest tam też przedstawiona ostra krytyka obozu sanacyjnego, który dla władzy nie waha się posuwać do nieetycznych działań i prowokacji.

Częstym motywem jego książek jest ukazywanie jednostki nierozumianej przez otoczenie, wyrastającej ponad innych i rzucającej na szalę życia więcej niż inni. Tak jest z cenioną przez czytelników powieścią „Klucz mądrości” dedykowaną Bolesławowi Piaseckiemu. Czyżby dedykacja była kluczem do książki? Opowiada o królu Armenii Hettumie (przy okazji przypominamy sobie, że Armenia była jednym z pierwszych królestw chrześcijańskich). Widząc posuwanie się inwazji muzułmańskich mameluków pod wodzą Bajbarsa, bezsiłę i skonfliktowanie w obozie „zachodu” (m.in. egoizm zakonów rycerskich, wojny Wenecjan z Genueńczykami o wpływy finansowe), Hettum wchodzi w sojusz z pogańskimi Tatarami. Nie jest on łatwy (dochodzi do gwałtów i rzezi w jednym z miast, nad czym Hettum ubolewa), ale to jedyny ratunek by miejsca o które walczyli uczestnicy krucjat były ocalone. Tatarzy sprawowali by nad nimi pieczę, ale byłaby to większa wolność (lub jak kto woli mniejsze zło) niż władza wyznawców Allaha.

Według niego sojusz z Mongołami zwanymi potocznie Tatarami lub Tartarami (od Tartaru – mitycznego piekła) to jedyna opcja by powstrzymać pochód islamu. Król myśli nawet o ewangelizacji Mongolii. Jednak jego koncepcja nie znajduje poparcia, a bitwa pod Ain-Dżalud ma brzemienne skutki w postaci zahamowania ofensywy mongolskiej oraz ustalenia na następne stulecia islamskiej hegemonii na tym obszarze. Może gdyby posłuchano króla Armenii i zjednoczono się w sojuszu który proponował, stałoby się inaczej. To powieść zawierająca pytania na temat realizmu politycznego wplecione w historię XIII wieku, ale jak się wczytamy w symbolikę powieści to czy nie powinniśmy zobaczyć w Hettumie (chrześcijaninie, ale z rozterkami, romantyku kochającym kobiety i jednocześnie pragmatyku) – Piaseckiego? Być może.

Choć Dobraczyńskiego, jak zaznaczyliśmy powyżej, w czasach III RP postrzega się głównie przez pryzmat decyzji politycznych z ostatniego okresu życia, to co jakiś czas są przecież wznawiane jego książki religijne takie jak ceniony przez papieża Franciszka „Cień Ojca”, „Święty miecz”, „Skąpiec Boży”, „Listy Nikodema” czy zdecydowanie najwybitniejsza w jego dorobku powieść historyczna „Najeźdźcy”. Wydawcy przypominają ciepłe słowa Prymasa Wyszyńskiego jakie kierował do pisarza po lekturze jego książek. Przypomnijmy też, że to właśnie prymas polecił Dobraczyńskiemu napisanie „Spotkań jasnogórskich”, zbioru tekstów o „duchowej stolicy Polski”. Nie można też zapominać o tym, że jego twórczość jest dziś bardzo dobrze oceniana przez tak zwanych zwykłych czytelników. Wystarczy przejrzeć wpisy na popularnych forach internetowych, a uświadommy sobie, że takie walory jak głębia duchowa, ciekawie zarysowane postaci, erudycja i przystępny styl, przemawiają do współczesnych odbiorców. O Dobraczyńskim wspomina się współcześnie także w analizach historii ruchu narodowego. Przykładem jest „Biuletyn IPN” z roku 2007 w którym znalazł się obszerny tekst Marka Klecela, o bardzo trafnym tytule, doskonale oddającym to, jaka jest recepcja Dobraczyńskiego we współczesnej Polsce: „Jan Dobraczyński – wielki pisarz, wielkie uwikłanie”.

Wydaje się, że główny problem z pisarzem jest taki, że Dobraczyński wymyka się prostym ocenom. Jest niewygodny dla lewicy, bo mimo, że to obrońca decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, pozytywnie oceniający Jaruzelskiego, to jednak katolik i endek. Chociaż Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, to jednak przedwojenny narodowy demokrata piszący do „Prosto z Mostu”. Niewygodny dla postsolidarnościowej prawicy, bo chociaż katolik i narodowiec, to jednak związany (choć nieformalnie) z PAX i przewodniczący haniebnego PRON.

Dobraczyński czeka chyba na swojego biografa lub przynajmniej na solidne teksty historyczne, słowem pogłębioną analizę twórczości i zaangażowania. Takim zaczynem poważnej refleksji o Dobraczyńskim była nie zauważona konferencja zorganizowana w roku 2019 w Niepokalanowie przez Fundację Maxmilianum, której członkiem jest wnuk pisarza ksiądz Łukasz Kadziński. Kto w niej zabierał głos na temat Dobraczyńskiego? Biskup Łomżyński Stanisław Stefanek (zmarły w roku 2020), córka pisarza Aleksandra, Marek Jurek, prof. Zbigniew Romek oraz Grzegorz Braun. Na stronie internetowej fundacji są też dostępne nagrania wideo z wypowiedziami księdza profesora Waldemara Chrostowskiego oraz Pawła Milcarka na temat pisarza. Właśnie podczas tego spotkania zorganizowanego w 25. rocznicę śmierci Jana Dobraczyńskiego, prof. Romek powiedział, że lepiej zrozumiemy życiowe decyzje autora „Najeźdźców”, gdy wydane zostaną jego pamiętniki.

Interesujący był głos Grzegorza Brauna. Dokumentalista i polityk powiedział: „Jan Dobraczyński został kozłem ofiarnym stanu wojennego i myślę, że to był jeden z genialnym pomysłów, nie wiem czy już Jerzego Urbana czy Wiesława Górnickiego, że trzeba to tak jeszcze zrobić, by obok Wojciecha Jaruzelskiego był jeszcze najlepiej jakiś katolik, którego wszyscy patrioci znienawidzą i wzgardzą nim do końca świata. Świetna operacja, genialna operacja”.

Warto też przytoczyć ciekawą opinię redaktora naczelnego kwartalnika „Christianitas” Pawła Milcarka: „Jest wielu pisarzy PRL-owskich, którym wybaczono bez żadnego zastanowienia największe głupstwa, zostali potem wielkimi autorami, a Dobraczyńskiego skazano na podwójne wygnanie: z jednej strony to prawda, że z powodu jego postawy, zachowania w polityce, został wyrzucony poza klub ludzi przyzwoitych, tak go w pewnym momencie skazano, a z drugiej strony przy tej okazji katolików przekonano, że to jest autor, u którego w związku z tym nie warto szukać podpory. (…) Na pewno jest osobą po stokroć bardziej godną szacunku, nawet jeśliby popełnił jakieś błędy, niż wielu tych, którzy naprawdę z różnych łotrostw nawracali się w ostatniej chwili i dołączali krzykliwie do Solidarności i dzisiaj dzięki temu znajdują się w szeregu tych, do których się żadne złości nie lepią. Dobraczyński znalazł się na spalonym”.

Z kolei biskup Stefanek przypomniał, że wraz z Janem Dobraczyńskim w II połowie lat 80. współpracował przy tworzeniu projektu ustawy w sprawie ochrony życia nienarodzonych. To fakt mało znany, inaczej niż jego samotne i odważne wystąpienie sejmowe w 1956 roku, w którym skrytykował ustawę dozwalającą na dokonywanie aborcji z tak zwanych „względów społecznych”, co w praktyce oznaczało nieskrępowany dostęp do zabiegów przerywania ciąży. Jednak najczęstszymi motywami jakie pojawiały się podczas konferencji były głosy podnoszące wartość literacką i ewangelizacyjną książek Dobraczyńskiego. Uczestnicy podkreślili wielką rolę jego powieści w osobistym rozwoju duchowym. Wszyscy uznali ich przesłanie za wciąż aktualne, w szczególności, co podkreślił biskup Stefanek, wzór ukazany w „Cieniu Ojca”, albowiem dziś, gdy często mówimy o kryzysie ojcostwa, tak bardzo potrzeba mężczyzn o mocnej osobowości zbudowanej na fundamencie wiary.

W kontekście wartości formacyjnej twórczości Dobraczyńskiego bardzo istotne są słowa jakimi swoją wypowiedź o pisarzu zakończył Marek Jurek: „Książki Jana Dobraczyńskiego ukazywały się w specyficznym kontekście. Można mieć krytyczny pogląd (ja mam) na temat polityki Bolesława Piaseckiego, ale prawda, radykalizm prawdy, to znaczy odwaga mówienia tego czego nie chcemy mówić, jeżeli do tego zmuszają fakty, jeżeli do tego zmusza prawda, każe powiedzieć: nie mielibyśmy Bruce’a Marshalla, nie mielibyśmy Evelyna Waugh, nie mielibyśmy książek które nas budowały, gdyby nie to, że te książki wydawano”. Były marszałek Sejmu powiedział, że dziś ważnym obowiązkiem jest przywrócenie twórczości Dobraczyńskiego życiu umysłowemu, „bo skoro nam była potrzebna, to pod wieloma względami, w pewnym sensie w trudniejszych czasach, będzie potrzebna pokoleniu naszych dzieci czy naszych wnuków”.

Wspomniana konferencja pozwala przypuszczać, że być może dystans czasowy pozwoli spojrzeć na Dobraczyńskiego w sposób mniej emocjonalny i ocalić to, co w jego życiu najważniejsze, czyli  twórczość. Solidne badania i publikacja pamiętników może z kolei przyczynić się do lepszego zrozumienia niełatwych decyzji politycznych, ich znaczenia i ceny.

Wydaje się, że spojrzenie na Dobraczyńskiego w III RP musi przede wszystkim obejmować dwie rzeczy: prawdę i miłosierdzie, zaś w stosunku do jego dorobku pisarskiego trzeba zastosować ewangeliczną zasadę „Po owocach ich poznacie”. Skoro lektura jego książek przynosi dobre owoce, jest narzędziem ewangelizacji czy stanowi (w przypadku powieści historycznych) cenną i wiele wnoszącą lekturę – to są to argumenty których nie można zignorować. „Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców” (Mt 7,18).

Tomasz Szymański

Myśl Polska, nr 27-28 (4-11.07.2021)

Redakcja