PublicystykaNa skraju obłędu

Redakcja3 miesiące temu
Wspomoz Fundacje

Władimir Putin ma gotowy plan ataku na Polskę, a rosyjskie ataki hakerskie są tego potwierdzeniem – miał powiedzieć Jarosław Kaczyński podczas utajnionego (jak widać nie całkiem) posiedzenia Sejmu, poświęconego zagadnieniom cyberbezpieczeństwa.

Wypowiedź prezesa PiS zbiegła się w czasie ze spotkaniem prezydentów Federacji Rosyjskiej i Stanów Zjednoczonych w Genewie, podczas którego przywódcy obu państw omawiali wzajemne relacje i istotne zagadnienia polityki światowej.  Choć w wielu sprawach strony pozostały przy swoich stanowiskach, to jednak samo spotkanie przebiegło w spokojnej atmosferze i nie nastąpiły żadne okoliczności mogące świadczyć o eskalacji napięcia między obu krajami.

A jednak dla polityków Prawa i Sprawiedliwości przysłowiową solą w oku był już sam fakt, że spotkanie doszło do skutku, a w relacjach obu mocarstw może dojść do pewnego odprężenia.  Jeszcze przed spotkaniem w Genewie, szef polskiego MSZ Zbigniew Rau w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” stwierdził, że nie spodziewa się niczego po nadchodzącym szczycie, gdyż Putin i tak „nie zmieni swojego agresywnego zachowania”. Nie zabrakło również słów ubolewania na tym, że Joe Biden nie znalazł czasu na spotkanie z prezydentami Polski i Ukrainy, lecz postanowił usiąść do stołu z Władimirem Putinem, pomimo tego, że „Rosja prowadzi agresywna politykę wobec sąsiadów, wykorzystującą napaść zbrojną, szantaż i groźby”.

Nie zabrakło również nawiązania do sprawy budowy gazociągu Nord Stream 2. W tej kwestii minister Zbigniew Rau pokusił się o błyskotliwe spostrzeżenie, że jest to projekt „służący  rozbijaniu jedności Zachodu”, konstatując że w tę rosyjska pułapkę najpierw dał się złapać rząd Niemiec, a teraz wpada w nią administracja Joe Bidena, co rzecz jasna nieuchronnie doprowadzi do eskalacji agresywnych zachowań Rosji. Trudno powiedzieć, czy stwierdzenia te są przejawem jakiejś obsesji wobec Rosji, czy też wyrazem paranoicznego poczucia zagrożenia…

Bezpośrednio po szczycie w Genewie głos zabrali też inni politycy związani z obozem rządzącym. Między innymi Jacek Saryusz-Wolski wyraził oburzenie, że: „Stany Zjednoczone dają Rosji zielone światło do kolejnych zdecydowanych kroków w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej”, konkludując że: „tworzy się negatywna spirala i im bardziej pojednawcze i ustępliwe postępowania i słowa Zachodu w ogóle, a w tym przypadku Ameryki, tym bardziej strona rosyjska zgodnie z własnym interesem będzie eskalować i tworzyć prowokacje czy napięcia. W podobnym tonie wypowiadał się poseł PiS Tomasz Rzymkowski, stwierdzając, że to co robi teraz amerykański prezydent to „krótkowzroczność, naiwność i brak jakiegokolwiek rozeznania w życiu politycznym”. Pomijając już drobny detal jakim jest pouczanie przez trzydziestopięcioletniego prowincjonalnego polityka, ponad dwa razy starszego prezydenta (a wcześniej długoletniego senatora i wiceprezydenta) supermocarstwa, nie można oprzeć się wrażeniu, że polscy politycy zastygli niczym skamieliny w epoce zimnej wojny i niewiele rozumieją ze współczesnej sytuacji międzynarodowej.

Wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości nie są niczym nowym, gdyż motyw zagrożenia rosyjskiego jest stałym elementem polityki zagranicznej Polski po 1989 roku. O ile w sprawach gospodarczych, społecznych, światopoglądowych można dyskutować, to przyjęty kierunek polityki zagranicznej nie może być kwestionowany i stanowi nieomal dogmat, który należy po prostu bezwarunkowo przyjąć. Wszelkie próby jego podważenia kończą się zazwyczaj oskarżeniami o zdradę i agenturalność. Doświadczył tego między innymi były poseł dr Mateusz Piskorski, przetrzymywany przez 3 lata w areszcie i oskarżony o „kształtowanie opinii publicznej w Polsce, poprzez prowokowanie antyukraińskiego nastawienia Polaków i antypolskiego nastawienia Ukraińców” (sic!).

Podkreślić przy tym należy, że antyrosyjska narracja dotyczy nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale wszystkich neoliberalnych ośrodków politycznych w Polsce, przy czym w przypadku PiS-u przybiera ona formy patologiczne. Dla działaczy Prawa i Sprawiedliwości uniwersalnym wrogiem i przyczyną wszelkich nieszczęść Polski, zawsze i w każdych okolicznościach jest Rosja. Jednocześnie każdy kto Rosji nie sprzyja, staje się automatycznie sojusznikiem – nawet jeśli są to z gruntu antypolscy propagatorzy kultu Stepana Bandery, odwołujący się do zbrodniczej tradycji OUN-UPA.

Powszechna i nachalna retoryka antyrosyjska jest o tyle absurdalna, że interesy Polski i Rosji nie są ze sobą sprzeczne. Pomiędzy Polską a Rosją nie ma żadnych konfliktów terytorialnych, ani narodowościowych. Są co prawda zaszłości historyczne i wzajemne uprzedzenia, jednak nie powinno być to przeszkodą dla możliwości wzajemnej współpracy. Co ciekawe, przyjęty przez Polskę kurs geopolityczny jaskrawo kontrastuje z działaniami innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej (zwłaszcza Węgier), które pomimo, że są członkami UE i NATO, prowadzą rozsądną i wyważoną politykę wobec Rosji. Niestety postawa polityków kolejnych ekip rządzących naszym krajem, uniemożliwia prowadzenie racjonalnej polityki międzynarodowej przez Polskę – opartej na dobrzej rozumianej racji stanu, a nie uprzedzeniach historycznych.

Pierwszym i podstawowym grzechem polskiej polityki zagranicznej jest jej ideologizacja. Polscy politycy nie rozumieją, że w polityce międzynarodowej nie należy kierować się sympatiami i antypatiami, jak również historycznymi resentymentami – liczą się  wyłącznie bieżące interesy. Towarzyszy temu dogmatyzm (aprioryczne przyjmowanie sztywnego i niezmiennego stanowiska i całkowity brak elastyczności) oraz rewanżyzm (dążenie do powetowania historycznych krzywd, nawet wbrew interesom własnego kraju). Innym problemem jest swoista megalomania, polegająca na irracjonalnym i z gruntu fałszywym przekonaniu, że jesteśmy przysłowiowym „pępkiem świata”, którego problemy winny absorbować całą społeczność międzynarodową.

Świadczyć to może o oderwaniu od rzeczywistości i myśleniu życzeniowym, czego wymownym przykładem były oczekiwania, aby prezydent USA przyjął punkt widzenia i retorykę władz polskich podczas spotkania z Władimirem Putinem. Wszystko inne, łącznie z zagrożeniem międzynarodowym konfliktem – nie ma  żadnego znaczenia. Ten chory tok rozumowania do złudzenia przypomina oczekiwania części podziemia antykomunistycznego, liczącego  po 1945 roku na wybuch III wojny światowej – po to aby odzyskać Lwów i wyrównać rachunki z ZSRR.

Tego rodzaju tradycja polityczna ma niestety długą i niesławną historię, której chyba najbardziej tragicznym wyrazem było Powstanie Warszawskie. Jak jednak widać wyciąganie doświadczeń z historii oraz trzeźwe i zdroworozsądkowe spojrzenie na rzeczywistość jest dla większości polskich polityków nieosiągalne. Co więcej – ich zachowania zdradzają coraz bardziej niepokojące symptomy, wykraczające poza ocenę polityczną i wymagające diagnozy specjalistów z zupełnie innej dziedziny.

Michał Radzikowski

Cytaty pochodzą: Zbigniew Rau: „Amerykanie nie znaleźli dla nas czasu” – wywiad Jędrzeja Bieleckiego w Rzeczpospolitej – rp.pl. publikacja 10.06.2021 r.;  – „Pułapka zastawiona przez Kreml”. Europoseł o spotkaniu Biden – Putin  – dorzeczy.pl. publikacja z dnia 16.06.2021 r.; Rzymkowski: „Biden musi mieć świadomość, że Rosja znów zaatakuje” – dorzeczy.pl. publikacja z dnia 12.06.2021 r.

Myśl Polska, nr 27-28 (4-11.07.2021)

Redakcja