KresyOpiniePolacy jako zakładnicy

Redakcja1 rok temu
Wspomoz Fundacje

Kolejnej odsłonie polsko-białoruskiej konfrontacji towarzyszy z jednej strony typowy u nas kociokwik i rozdzieranie szat, z drugiej zaś kompletne przemilczanie przyczyn tego co się dzieje, połączone z całkowicie instrumentalnym traktowaniem Polaków mieszkających na Białorusi.

A przecież wystarczy sięgnąć do nie tak odległej historii, bo do roku 2005, kiedy zaczął się podział w Związku Polaków na Białorusi po tym, jak frakcja Andżeliki Borys przy pomocy brutalnych metod „obaliła” dotychczasowego prezesa Tadeusza Kruczkowskiego. Przez całe lata mamy do czynienia z nienormalną sytuacją istnienia dwóch związków – jednego uznawanego przez władze w Mińsku i drugiego uznanego, ale tylko przez Warszawę. Ten pierwszy został objęty prawie natychmiast „sankcjami”, polegającymi na zakazie wyjazdu jego członków do Polski (tzw. czarna lista ok. 200 osób, ukrywana przed opinią publiczną w Polsce przez wiele lat). Drugi cieszył się i cieszy wsparciem, nie tylko moralnym – ze strony polskich władz. Na efekty tej paranoi nie trzeba było długo czekać – spadać zaczęło zainteresowanie Polaków na Białorusi działalnością społeczną, bo zapisanie się do związku nielegalnego narażało na nieprzyjemności ze stron władz, a do drugiego oznaczało przypięcie łatki „zdrajcy” i zakaz wjazdu do Polski. Nikt normalny w takiej sytuacji nie będzie ryzykował. Efekt – spadek uczących się języka polskiego, idący w parze z uwiądem związku oficjalnego i wegetacją (od kryzysu do kryzysu) związku nielegalnego.

Błędem kardynalnym jakie popełniły władze ZPB już na początku lat 90. (za prezesury Tadeusza Gawina) było uwikłanie się w polityczną grę na Białorusi, tym bardziej, że jego wpływ na preferencje wyborcze Polaków był od początku znikomy. Związek Gawina popierał białoruskich „demokratów” i „nacjonalistów”, podczas gdy związek Kruczkowskiego postawił na Łukaszenkę i podtrzymywał dobre relacje z jego obozem. Gdzieś w Waszyngtonie i co się rozumie w Warszawie uznano, że nie do przyjęcia jest sytuacja, w której duża polska mniejszość na Białorusi nie wspiera rachitycznej białoruskiej opozycji w jej „walce o demokrację”. No i zaczęło się – mimo upływu ponad 15 lat nic się w tej kwestii  nie zmieniło, mimo że szkody wyrządzone Polakom na Białorusi są ewidentne.

Dlaczego trwa to tak długo? Bo Warszawa i nie tylko Warszawa – uznały, że o „demokrację” na Białorusi (czyli o wyeliminowanie wpływów Rosji) będziemy walczyć do ostatniego Polaka, a władze w Mińsku zaczęły traktować Polaków jako potencjalne zagrożenie dla siebie i bezpieczeństwa państwa. Tak oto Polacy stali się zakładnikami, ale nie w takim znaczeniu, o którym mówił premier Mateusz Morawiecki.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 15-16 (11-18.04.2021)

Już po ukazaniu się obecnego numeru MP p. Robert Winnicki zaatakował nasze pismo za to, że opublikowaliśmy wywiad z deputowanym białoruskim Olegiem Gajdukiewiczem, przy okazji wysuwając pod naszym adresem kilka nieuzasadnionych, kłamliwych i prymitywnych insynuacji rodem z repertuaru Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej. Myśl Polska, w czasie kiedy p. Winnicki był jeszcze dzieckiem – zajmowała się sprawami kresowymi (w tym białoruskimi) i przez ten cały czas (od 1993 roku), aż do dzisiaj, prezentuje to samo stanowisko, nie ulegając tzw. oficjalnemu trendowi, „mądrości etapu” czy zwykłemu oportunizmowi, tak jak to ma miejsce w przypadku p. Winnickiego. Nie zamierzamy więc się tłumaczyć przed kimś, kto prezentuje tak niski poziom argumentacji, jak p. Winnicki. Czytelnikom wyjaśniamy tylko, że jeśli publikujemy jakiekolwiek wywiad z kimkolwiek, to nie oznacza, że we wszystkim się nim zgadzamy, czy że jest to stanowisko redakcji. W omawianej sprawie proponowaliśmy p. Marcinowi Skalskiemu napisanie artykułu do MP, gdzie wyłożyłby merytoryczne racje portalu kresy.pl, na ten tekst nadal czekamy. Oficjalne stanowisko naszej redakcji prezentuje natomiast powyższy artykuł.

Redakcja