PolitykaŚwiatInauguracja Joe Bidena

Redakcja1 miesiąc temu
Wspomoz Fundacje

20 stycznia b.r. odbyła się, w atmosferze histerii anty-Trumpowskiej, inauguracja prezydentury Joe Bidena. Media nakręcały poczucie zagrożenia, w czasie przygotowań do ceremonii usunięto część oddziałów Gwardii Narodowej, bo ich członkowie byli podejrzani o rasizm i białą supremację. Zastąpiono ich wojskiem. Żartowano, że w Waszyngtonie było więcej wojska amerykańskiego niż w Iraku, Syrii i w Afganistanie., razem wziętych.

Biden stwierdził, co prawda w przemówieniu inauguracyjnym, że Ameryka jest wielkim narodem, Amerykanie dobrymi ludźmi, a następnie, że jedyną drogą, jest droga jedności, ale jednocześnie nakreślił obraz wrogów, jako politycznych ekstremistów, białych supremacjonistów i krajowych terrorystów. Jak się ma jedno do drugiego? Tym bardziej, że Biden nie znalazł słów potępienia dla Antify, która akurat w dzień inauguracji zaatakowała siedzibę Demokratów w Portland oraz spaliła flagi amerykańskie w Seattle.

Oczywiście żadni trumpiści-insurekcjoniści nie pojawili się, gdyż takowych nie ma. Są kreacją medialną. Anty-trumpowska gorączka jednak trwa. Pomimo odejścia z urzędu, procedura Impeachmentu, czyli usunięcia z urzędu (!) trwa. Wrogowie Trumpa chcą go do końca upokorzyć. Na razie osiągnęli ten skutek, że Trump już zapisał się w historii jako jedyny prezydent, wobec którego wszczęto impeachment dwukrotnie. Co chwilę docierają informacje o odcinaniu się od niego różnych instytucji, z którymi jego imperium biznesowe współpracowało, w tym banków. Różne osoby teraz już swobodnie wylewają nienawiść, a były aktor z serii filmów o Kevinie samym w domu i nie tylko, zażądał usunięcia scen z Trumpem z jednego z tych filmów (Trump „zagrał” tam samego siebie w ramach, jak nazywają to Amerykanie, tzw. cameo performance). Media, także w Polsce napisały, że „Amerykanie są zachwyceni tą propozycją”. Amerykanie? Czy również te 74 miliony, które zagłosowały na Trumpa? No, ale to taka zagrywka typowa dla współczesnych mediów. W Polsce również ujawnili się ostrzy krytycy Trumpa, w tym nieco zapomniany Adam Jarubas z PSL.

Na razie z mediów nie tylko amerykańskich, leje się na Joe Bidena ekstremalnie słodki lukier. Biden jest najwspanialszy, najlepszy, jedyny, niepowtarzalny, mądry, i słuszny po prostu. Całkowite przeciwieństwo symbolu zła wszelkiego, czyli Trumpa. Biden już stał się niewolnikiem mediów. Jest to naturalną konsekwencją tego, co uczyniono z Trumpem. Poczekajmy do pierwszego konfliktu między Bidenem a mediami. Oczywiście może będzie potulny i będzie dobrze odczytywał oczekiwania mediów, ale kto wie.

Przed Bidenem jednak nie sielanka, ale gigantyczne problemy wewnętrzne i międzynarodowe. Społeczeństwo USA nigdy nie było tak podzielone. Trwanie przy kierunku ideologicznym nowej lewicy, do którego przystali Demokraci, obliczonego na planową degradację białych Amerykanów pod pretekstem rasizmu, supremacji, prześladowania kobiet, wszelkich mniejszości itp. z całą pewnością nie pozostanie bez odpowiedzi. Utrzymanie kursu na rewolucję cywilizacyjną przez zjednoczone siły polityków, mediów i dużej części świata akademickiego, oznaczać będzie nieuchronne starcie ze starą Ameryką. Do tego, Biden już otwiera granice USA na nową falę nielegalnych imigrantów. Bierze zatem sobie na głowę kolejną tykającą bombę przyszłych problemów o niewyobrażanej skali. A przecież 74 miliony głosujących na Trumpa, nawet jeśli nie wszyscy są w pełni przekonani czy odważni, to liczba z którą należy się liczyć. Kapitał dla Trumpa i jego ewentualnych następców.

Osobnym problemem jest przyszłość Republikanów. Trump, jako kandydat w 2016 r. był na partii wymuszony, w trakcie prezydentury okazywało się, że co i raz Trump nie może liczyć na Republikanów, na urzędników i na kongresmenów. Tak było też w decydujących momentach wyborów 2020  walki o weryfikację wyniku wyborczego, budzącego wątpliwości. Trump nie znalazł w partii poparcia jakiego oczekiwał. Ten brak zaplecza był jego głównym problemem, z którym sobie nie poradził, i który zaprowadził go ostatecznie do porażki.  Ale Trump może oprzeć się na świadomych wyborcach. Przed Republikanami dużo poważniejszy wybór – czy skapitulują przed rewolucją cywilizacyjną i staną po jej stronie, czy wybiorą znacznie trudniejszą drogę niezgody na całkowite przekształcenie pojęcia „amerykańskiego stylu życia” w smutną groteskę.

Tymczasem Biden będzie miał problem również w polityce zagranicznej. Interwencjoniści, którzy totalnie krytykowali Trumpa przez całą kadencję, żądają większego zaangażowania USA na świecie, powrotu do czasów Bushów i Clintona, a także Obamy. Trump, znienawidzony przez Iran za wyjście z układu atomowego, jednak nie wydał rozkazu ataku, chociaż militaryści już przebierali nóżkami, częściowo wycofał się z Afganistanu, dał spokój Syrii. Co zrobi Biden pod ostrzałem mediów już krzyczących o konieczności sprzeciwienia się genocydowi w Chinach i domagających się większego zaangażowania w Iraku? Zwłaszcza, co zrobi z Chinami? Będzie walczył z genocydem? Jak? A może będzie walczył o bezludne wyspy na Morzu Południowo-Chińskim?

Ciekawe jak zachowa się Biden wobec Europy i Rosji. Trump zniechęcił do siebie państwa europejskie, ale nic za tym nie poszło, gdyż Europa jest jak na razie niezdolna do wyzwolenia się z mentalnego, ale też politycznego i militarnego uzależnienia od USA. Samodzielna Europa, myśląca o swojej potędze i rywalizująca z innymi mocarstwami, mogła by być ciekawą propozycją na przyszłość, także dla Polski, ale to na razie utopia. W tym momencie Europa zajęta jest niszczeniem własnej tożsamości przy pomocy imigrantów i  LGBT, oraz bezwładna w polityce światowej, kopiując uprzedzenia USA. Nawet, jeśli Trump Europę zdenerwował w tej czy innej kwestii, nie znalazło to wyrazu w zmianie politycznej. Biden z jego powrotem do patronalizmu z ery przed Trumpem, może zakonserwować potworny marazm polityki europejskiej.

Paradoksalnie, najgorzej wypadła prezydentura Trumpa w sprawie polskiej. Ale cóż, Trump znalazł u nas świetne podłoże do drażnienia Putina, czym musiał się wykazać w swojej skomplikowanej grze przed Deep State, a jednocześnie dal sygnał Niemcom, że już tak nie lubi kraju swoich przodków. Dla Polski niestety bilans, wbrew samozachwytowi PiS, jest zły, tak jak zła jest każda polityka polska, która konfliktuje nas z praktycznie wszystkimi sąsiadami bliższymi i dalszymi, tak jak zła jest polityka przekształcania Polski w wysunięty przyczółek amerykański sparaliżowany na własną prośbę w polityce międzynarodowej iw pełni uzależniony od swego hegemona. I tu dochodzimy do drugiego paradoksu. Nie wiemy, jak Biden będzie chciał poprowadzić politykę wobec Rosji. Na razie, pomimo bardzo szumnych zapowiedzi jeszcze sprzed ponad roku, trzeba czekać na pierwsze posunięcia nowego prezydenta na tym kierunku. Nie jest wykluczone, że praktyka okaże się zbliżona do polityki Obamy. Dla Polski widzianej jako przyczółek amerykański będzie to krok wstecz. Wszystko jednak przed nami.

Adam Śmiech

Fot. Wikipedia Commons

 

Redakcja