WywiadySecesjoniści mają niewielkie szanse – rozmowa z dr. Marcinem Pomarańskim

Redakcja1 tydzień temu

W swojej ostatniej książce „Ruchy secesjonistyczne w USA w XXI wieku” porusza Pan zagadnienie w polskiej politologii raczej słabo rozpoznane. Czy w Stanach Zjednoczonych doczekało się ono wielu, godnych uwagi publikacji naukowych?

– Rzeczywiście, problematyka amerykańskiego secesjonizmu nie jest w naszym kraju tematyką szczególnie dyskutowaną. Co innego w USA. Secesja jako motywowane politycznie dążenie określonej, silnie wyodrębnionej społeczności do oddzielenia się jest wpisane w amerykańską historię i kulturę polityczną. Wystarczy przypomnieć, że dwa najważniejsze konflikty zbrojne na terenie USA: wojna o niepodległość z lat 1775-1783 oraz wojna stanów północnych i południowych z lat 1861-1865 rozpoczęły się w zasadzie od secesji. W pierwszym przypadku, od zerwania więzi politycznej trzynastu kolonii z Koroną Brytyjską. W drugim zaś, od próby odłączenia się od USA grupy 11 stanów południowych, które dążyły do utworzenia niezależnego państwa – Skonfederowanych Stanów Ameryki. W XXI wieku na terenie USA wciąż istnieją grupy, które starają się podążać drogą wyznaczoną przez XVIII- i XIX-wiecznych antenatów, dlatego problematyka ta jest żywo dyskutowana. Do najważniejszych publikacji podejmujących tematykę współczesnego secesjonizmu należą z pewnością książka Lawrence’a Andersona i prace naukowe pod redakcją Dona Doyle’a czy Davida Gordona. W 2007 roku ukazała się nawet encyklopedia amerykańskich ruchów secesjonistycznych autorstwa Jamesa Erwina.

Czy, Pańskim zdaniem, na gruncie Konstytucji i w ramach obecnego ustroju Stanów Zjednoczonych secesja jest w ogóle możliwa?

– Jest bardzo mało prawdopodobna. Możliwością dokonania secesji z terytorium USA zajmował się już w 1869 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. W swoim fundamentalnym orzeczeniu do sprawy „Teksas przeciwko White” skład sędziowski  na czele z Salmonem Chasem orzekł „niezniszczalny charakter Unii”. W konsekwencji tego i następnych orzeczeń prawo poszczególnych stanów do secesji zostało bardzo mocno ograniczone. W praktyce, może być ono zastosowane jedynie w dwóch przypadkach. Pierwszym jest bliżej niedoprecyzowane i wyrastające z XVII-wiecznej filozofii politycznej prawo do rewolucji w przypadku doznawania jakichkolwiek krzywd ze strony władz federalnych, drugim zaś warunek uzyskania jednogłośnej zgody wszystkich stanów USA na dokonanie secesji. Oczywiście, wymogi te są bardzo mało prawdopodobne do zrealizowania, biorąc pod uwagę ich nieprecyzyjność czy konfliktogenny charakter każdego aktu secesyjnego.

Czym różnią się amerykańskie ruchy secesjonistyczne od znanych nam z Europy ruchów separatystycznych, np. tych z Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii?

– Ruchy secesjonistyczne i separatystyczne na całym świecie są konstytuowane przez treść formułowanych żądań i postulatów. Ze względu na ścisły związek z terytorium zawsze mają one w mniejszym lub większym stopniu naturę polityczną. Jednakże, w przypadku separatyzmów europejskich, podobnie zresztą jak w przypadku większości separatyzmów azjatyckich czy afrykańskich, pod motywacją polityczną kryją się głębsze rozbieżności etnokulturowe. Może to być odrębny język, którym posługuje się grupa, przywiązanie do innych obyczajów czy religii, jak również upamiętniana tradycja narodowościowa grupy sięgająca czasów przedpaństwowych. W przypadku secesjonizmów amerykańskich czynniki te nie odgrywają aż tak dużej roli, co wynika ze sposobu powstania USA i wielokulturowego charakteru tamtejszego społeczeństwa. Niejako z konieczności ruchy secesjonistyczne muszą budować swoją odrębność przy pomocy czynników stricte politycznych. Widać to w ich strategiach działania opartych najczęściej na pomysłach zdobycia szerokiego poparcia społecznego, które mogłoby się przełożyć na wygraną w wyborach lokalnych. Co więcej, dla większości ruchów separatystycznych z USA ów brak odrębności etnokulturowej jest problemem, z którym starają sobie jakoś poradzić. Dla przykładu separatyzmy kalifornijskie kultywują pamięć o niepodległej Republice Kalifornii, która istniała jedynie przez 25 dni w 1846 roku i nie była nigdy w pełni samodzielna, ponieważ nie spełniała warunku politycznej suwerenności i nie posiadała skutecznego rządu. W praktyce problem ten nie dotyczy tylko secesjonizmów plemiennych rozwijanych przez rdzennych Hawajczyków, Inuitów na Alasce czy Indian Dakota.

Czy głębokie podziały socjopolityczne ujawnione w okresie prezydentury Donalda Trumpa wzmocniły tendencje secesjonistyczne, choćby w Kalifornii?

– Związek pomiędzy wyborami prezydenckimi w USA a pojawiającymi się postulatami secesjonistycznymi jest dobrym przykładem upolitycznienia tych inicjatyw niepodległościowych. Zaczynają one pełnić rolę cyklicznych form wyrażania politycznej dezaprobaty. Każdorazowemu wyborowi nowego gospodarza Białego Domu towarzyszą jakieś postulaty secesjonistyczne. Wybór Donalda Trumpa w 2016 roku zaktywizował secesjonistów z bardziej liberalnego Zachodniego Wybrzeża, przede wszystkim z Kalifornii i Oregonu; zwycięstwo Joe Bidena rozbudzi zapewne na nowo secesjonizmy z bardziej konserwatywnych regionów amerykańskiego Południa. Wzmocnienie tych tendencji ma charakter cykliczny i jest skorelowane z takimi zjawiskami jak wewnątrzstanowe podziały polityczne, czy poziom niezadowolenia społecznego. Może to prowadzić do absurdalnych sytuacji o czym świadczy przykład Baracka Obamy. Gdy w 2012 rozpoczynał swoją drugą kadencję w Białym Domu, administracja otrzymała petycje wzywające do secesji z każdego z 50 stanów USA.

dr Marcin Pomarański

A jaki wpływ ma na atrakcyjność postulatów secesjonistycznych w Kalifornii kryzys związany z COVID-19? Jak możemy interpretować ubiegłoroczne wypowiedzi gubernatora Gavina Newsoma deklarujące, że Słoneczny Stan jest „państwem narodowym” (nation state)?

– Wspomniana wypowiedź gubernatora Newsoma jest kolejnym przykładem pokazującym, że retoryka secesjonistyczna stała się jedną z form wyrażania politycznej dezaprobaty. Nie traktuję jej jako deklaracji poparcia dla inicjatywy niepodległościowej Kalifornii. Musimy pamiętać, że została ona sformułowana na początku kwietnia 2020 roku, gdy rosły napięcia na linii Waszyngton – Sacramento związane z różnymi pomysłami na przeciwdziałanie kryzysowi COVID-19. Epidemiczna sytuacja nadzwyczajna w kraju, odmienna przynależność partyjna gubernatora Newsoma i prezydenta Trumpa, jak również określony poziom autonomii przynależny poszczególnym stanom w federacyjnych USA stawiają te wypowiedź w nieco innym kontekście.

Czy pakt stanów zachodnich zawarty w 2020 roku przez Kalifornię, Oregon i Waszyngton może skutkować secesjonizmem ponadstanowym na większą skalę, obejmującym Zachodnie Wybrzeże?

– Przedsięwzięcie to jest raczej kontynuacją ugruntowanej współpracy. Wybrzeże Północno-Zachodnie USA ma bogatą tradycję secesjonistyczną opartą na fakcie bycia wyodrębnioną krainą geograficzną. Krainę ta przyjęło się określać mianem Cascadii. Już w latach 70. XX wieku zaczęła ona funkcjonować jako stały składnik regionalnej tożsamości mieszkańców tego obszaru, wychodząc daleko poza ramy ekologicznej i naukowej debaty. Stała się formą marketingowego produktu regionalnego. W ostatniej dekadzie XX wieku władze stanów Oregon, Waszyngton i Kalifornia, jak również kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej podjęły próby utworzenia tam transgranicznego regionu gospodarczego.

Opisuje Pan oblicze ideologiczne niektórych ruchów secesjonistycznych. Moją szczególną uwagę zwrócił w tym kontekście Teksas i Teksański Ruch Nacjonalistyczny oraz ugrupowania go poprzedzające. Czy możemy mówić o secesjonizmie nie tyle motywowanym socjoekonomicznie, lecz bardziej socjokulturowo? Który z tych czynników jest bardziej istotny?

– Ze wszystkich ruchów walczących o oderwanie od USA secesjonizm teksański dysponuje najbardziej urozmaiconą motywacją. Motywy socjoekonomiczne i socjokulturowe wydają mi się w tym przypadku równie ważne. W przypadku Teksasu jako pierwsza rzuca się w oczy historyczno-kulturowa odrębność stanu, której wyznacznikami są kultura kowbojska, regionalny folklor, jak również niepodległa przeszłość tego regionu. Jednakże proszę pamiętać, że Teksas to również drugi pod względem bogactwa i powierzchni stan w USA z ponad 28 milionami mieszkańców, prężnie rozwiniętym przemysłem naftowym, energetycznym i rolniczym. Według szacunków, jego ewentualna niepodległość uczyniłaby z Teksasu 15. największą gospodarkę na świecie, porównywalną z Hiszpanią i Australią.

Czyli objęcie urzędu prezydenta przez Joe Bidena może wzmocnić tendencje secesjonistyczne w niektórych stanach?

– Spodziewam się, że objęciu przez Joe Bidena urzędu prezydenta może towarzyszyć wzmożona aktywność grup secesjonistycznych w bardziej konserwatywnych rejonach USA, które w ten sposób będą demonstrowały swoje polityczne niezadowolenie. Będzie to dotyczyło głównie amerykańskiego Południa i Teksasu.

Właśnie, odnotował Pan pewną radykalizację Dixie, przede wszystkim Ligi Południa i wzmocnienie w jej retoryce akcentów rasistowskich. W latach 1990. głośno było z kolei o czarnym separatyzmie, m.in. za sprawą Narodu Islamu Louisa Farrakhana. Czy te tendencje w XXI wieku zanikły?

– Nie całkowicie. Raczej uległy rozproszeniu w szerszym zjawisku tak zwanego „czarnego nacjonalizmu”. Ostatnie zorganizowane przedsięwzięcia secesjonistyczne pochodziły z końca lat 60. XX wieku i koncentrowały się wokół idei Republiki Nowej Afryki. Miała to być nowa ojczyzna dla Afro-Amerykanów obejmująca terytoria Karoliny Południowej, Georgii, Missisipi, Alabamy i Missouri, ogłoszona w 1967 roku jako sposób rozładowania napięć rasowych i zadośćuczynienia za niewolnictwo. W późniejszym okresie takie pomysły pojawiały się sporadycznie, bez wparcia organizacyjnego, wyłącznie jako niekonkretna idea. Nawet wspomniany przez Pana Louis Farrakhan poproszony w 1997 roku przez dziennikarza NBC o wyjaśnienie poglądów Narodu Islamu na temat separatyzmu przyznał, że jest to bodajże czwarta w kolejności opcja rozpatrywana przez ugrupowanie, o którą będą walczyć po ostatecznej klęsce wszystkich wcześniejszych.

Określa Pan szereg kryteriów pozwalających na secesję. W których stanach spełnienie tych kryteriów jest najbardziej prawdopodobne?

– Nie wydaje mi się, aby w którymkolwiek przypadku przedsięwzięcie secesjonistyczne mogło zakończyć się sukcesem. Jednakże, jeśli musiałbym wskazać któreś z nich, to byłby to Teksas. Decyduje o tym wspomniana odrębność historyczno-kulturowa. Zdaniem przedstawicieli tamtejszych organizacji secesjonistycznych, wizja niepodległego Teksasu jest atrakcyjna dla około 40% mieszkańców stanu, choć nie znajduje to jak na razie swojego potwierdzenia w wynikach wyborów lokalnych. Oczywiście, niebagatelne znaczenie ma również względna niezależność gospodarcza tego regionu. Czynnik ten będzie zyskiwał jeszcze na znaczeniu wobec obserwowanego w ostatnich miesiącach exodusu firm technologicznych z Doliny Krzemowej właśnie do Teksasu. Pod koniec 2020 roku taką decyzję ogłosiła Oracle, która przenosi się do Austin, gdzie już swoją siedzibę ma także Dell Computer Corporation. Podobną deklarację złożyło Hewlett Packard Enterprise, które zamierza zmienić kalifornijskie San Jose na teksańskie Houston.

Prognozy długoterminowe są wprawdzie dość ryzykowne, ale czy w perspektywie XXI wieku dostrzega Pan możliwość secesji niektórych stanów z unii?

– Nie wydaje mi się. Secesjoniści mają niewielkie szanse by odnieść większe sukcesy polityczne. System dwupartyjny zdominowany przez republikanów i demokratów nie pozwoli im się przebić z postulatami niepodległościowymi, a określona autonomia poszczególnych stanów nadal będzie kanalizowała przynajmniej część społecznych frustracji i politycznego niezadowolenia obywateli, czyniąc dyskusję o politycznej samodzielności bezcelową. Spodziewam się, że secesjoniści będą porzucali postulaty niepodległościowe na rzecz strategii zwiększających autonomię poszczególnych regionów w ramach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Takie pomysły zresztą już się pojawiają. W 2016 secesjoniści ze stanu Vermont ogłosili zmianę celu swojego działania z niepodległości (independence) na współzależność (interdependence) pojmowaną jako długotrwałe stopniowe uniezależnianie się od amerykańskiego rządu federalnego pod kątem gospodarczym, infrastrukturalnym, finansowym oraz kulturowym. Już w 2013 roku Balaji Srinivasan, założyciel firmy technologicznej Counsyl, zaproponował zaś secesję zorientowanej technologicznie i przyszłościowo kalifornijskiej klasy średniej z tradycyjnego państwa do świata wirtualnego, gdzie społeczność miałaby funkcjonować w oparciu o wciąż poszerzający się zakres usług realizowanych w sposób zdalny.

Jak rozumiem, będzie Pan w dalszym ciągu w swoich badaniach te tendencje analizował?

– Oczywiście. Spodziewam się, że amerykańscy secesjoniści dostarczą politologom jeszcze mnóstwo materiałów do analiz.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Dr Marcin Pomarański – politolog i filozof; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; adiunkt w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji Wydziału Politologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie; autor publikacji naukowych podejmujących problematykę współczesnych doktryn i ruchów politycznych, relacji polityki i religii, partycypacji obywatelskiej, a także współczesnej utopii politycznej.

Myśl Polska, nr 3-4 (17-24.01.2021)

Fot. Wikipedia Commons

Redakcja