HistoriaZiemie zachodnieSzwedzki Gdańsk – gdańska Szwecja…

Redakcja7 miesięcy temu
Wspomoz Fundacje

Gdańsk – odwieczne polskie okno na świat… To truizm, oklepany frazes. Jednak w przypadku tego właśnie miasta jak żadnego innego to stwierdzenie doskonale oddaje historyczną rzeczywistość. Analizując ponad tysiącletnią historię Gdańska, niejednokrotnie przekonujemy się, że tak właśnie było i jest nadal. Ślady tej historii są do dziś obecnie w przestrzeni miejskiej. I to zarówno w budowlach jak i nazwach topograficznych.

Wystarczy wspomnieć choćby Dom Angielski przy ul. Chlebnickiej czy nazwę Nowe Szkody. Już te dwa przykłady stanowią doskonały dowód na potwierdzenie postawionej na wstępie tezy. A przecież w samym Gdańsku i jego okolicy byli jeszcze na przykład menonici i wiele licznych przedstawicieli nacji europejskich. Czy mogło być inaczej, skoro Gdańsk od początku swego istnienia był miastem portowym. Choć Bałtyk to niewielkie morze, ale docierały tutaj statki pod różnymi banderami. To w końcu miasto-port będący członkiem Hanzy – pierwszej w historii Europy organizacji, której główną podstawę działania była współpraca gospodarcza bez względu na położenie geograficzne i polityczne (przynależność państwową).

W tej mozaice różnych narodów, które współżyły w tym mieście byli również Szwedzi. W powszechnej wiedzy historycznej naszej Ojczyzny. W czasach nowożytnych Szwedzi kojarzą się z „potopem” – najazdem, grabieżą, heroiczną obroną Jasnej Góry. Może jeszcze wiążemy ich ze średniowiecznymi wikingami, którzy na południowym brzegu Bałtyku posiadali swoje faktorie. Najbardziej znane to Jomsborg na Wolinie czy podelbląskie Truso. Ale były również inne. Natomiast znajomość pokojowego współżycia Szwedów w Polsce, w Gdańsku, to już jakaś zupełna abstrakcja, nieznana rzeczywistość będąca białą plamą naszej historii. Ale taka plamą nie z powodu pomijania czy celowego przemilczania, ale z prostej przyczyny nieznajomości tych faktów historycznych.

Tą białą plamę stara się wypełnić autor nowej książki o historii Gdańska. Jest nim Wojciech Łygaś. Trzeba tutaj z całą mocą podkreślić, że autor niemal z detektywistyczną dokładnością tropi ślady wspólnej historii. I to zarówno tej pokojowej, jak również tej, kiedy byliśmy na wojennej ścieżce. Ten swoisty spacer historyczny autor rozpoczyna w okresie wczesnego średniowiecza. Bo wówczas rozwinęły się ożywione kontakty handlowe Gdańska z Gotlandią i południowym wybrzeżem Szwecji. Tą drogą na ziemie polskie trafiał osmund – szwedzka ruda żelaza, ryby, futra czy tłuszczu zwierzęcego. A z Gdańska trafiały one nie tylko na ziemie polskie ale także dalej np. do Nowogrodu na Rusi. I tak się zaczęło. A pierwszym i wiodącym w tym czasie ośrodkiem po stronie szwedzkiej był tamtejszy port Visby.

Nie można zapominać, że Szwecja w tym czasie eksportowała do Polski również dobra duchowe. To właśnie tą drogą na ziemie Rzeczypospolitej trafił kult św. Brygidy Szwedzkiej. Ale nie tylko. Wcześniejszym historycznie świętym kościoła katolickiego jest św. Olaf. W dokumentach zachowały się informacje o jego kulcie na terenie gdańska. I tak na przykład kaplica pod jego wezwaniem istniała w Wisłoujściu. Działało także bractwo św. Olafa, które odprawiało swoje nabożeństwa  przy kaplicy tegoż świętego istniejącej przy kościele Najświętszej Marii Panny. W tym samym nurcie znajdujemy na terenie Gdańska odniesienia do kultu św. Brygidy. Dziś świątynia pod jej wezwaniem, to jeden z najbardziej znanych kościołów nie tylko w Gdańsku ale i w Polsce a może i poza jej granicami. A to za sprawą najnowszej historii naszego kraju. Ale jego przeszłość to bardzo ścisły, bezpośredni związek z postacią świętej. Otóż ciało zmarłej w 1374 r w Rzymie Brygidy przewożono. przez Gdańsk. Dziś niewielu ze współczesnych mieszkańców grodu nad Motławą wie o tych wydarzeniach. A w nich należy upatrywać korzeni fundacji klasztoru brygidek w Gdańsku. Dziś po wielu latach nieobecności tego Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy (O.SS.S) w Polsce znów są obecne w Gdańsku-Oliwie przy ul. Polanki.

Kolejnym przystankiem spaceru przez dzieje Gdańska to polsko-szwedzkie sprawy dynastyczne. Gdańsk stał się miejscem osiedlenia szwedzkiego króla – wygnańca Karola Knutssona Bonde. Wyniesiony na tron szwedzki dzięki porozumieniu stanów duńskich i szwedzkich. Jednak konflikty wewnętrzne spowodowały, że król musiał udać się na emigrację. Jako miejsce swego osiedlenia wybrał – a jakże by inaczej – Gdańsk. Tutaj czynił zabiegi u króla Kazimierza Jagiellończyka o wsparcie w odzyskaniu tronu szwedzkiego.

Dzięki między innymi Henrykowi Sienkiewiczowi, jego „Trylogii”, a zwłaszcza części II czyli „Potopu”, wielu Polaków kojarzy ten czas z walką z najeźdźcą szwedzkim. Ale te wydarzenia swój początek mają znacznie wcześniej. Już w 1627 roku, na wodach Zatoki Gdańskiej rozegrała się największa stoczona przez flotę polską bitwa morska. Do historii przeszła jako bitwa pod Oliwą (28 listopada 1627 r.). I aż do połowy XVII w. toczyliśmy boje, których źródłem był konflikt dynastyczny w wewnątrz rodu Wazów. Dopiero pokój, który został wynegocjowany i podpisany 3 maja 1660 roku w Oliwie, w tamtejszym opactwie cystersów kończył zmagania polsko-szwedzkie.

O tym, że Gdańsk był miastem otwartym była już na wstępie mowa. Czas potwierdzić słuszność tego stwierdzenia. I jest to kolejny element naszej wędrówki po dziejach miasta. W początkach XVI w. na terenie Królestwa Szwecji zaczęły komplikować się kwestie religijne. Wpływ na ten stan rzeczy miała niewątpliwie reformacja, która od 1517 r. szerzyła się na terenie Europy. Wówczas wielu katolików – duchownych i świeckich musiało udać się na emigrację religijną. Niejednokrotnie wiązało się to także ze względami politycznymi. Jednym z miejsc, niewątpliwie z uwagi na stosunkowo niedużą odległość, do którego kierowali się emigranci był Gdańsk. Ci, którzy pozostali na dłużej, liczyli, że w tym miejscu stworzą punkt, z którego będą mogli w miarę szybko przy nadarzającej się okazji powrócić.

W tym celu właśnie w Gdańsku zorganizowali swoje centrum polityczne. Jego celem było ponowne osadzenie na tronie szwedzkim króla Polski Zygmunta III Wazy. A że był on gorącym katolikiem, to właśnie jego panowanie miało przywrócić dominującą wiarę katolicką w Szwecji. A zatem umożliwić im powrót do Ojczyzny. Ich obecność w grodzie nad Motławą musiała pozostawić trwałe ślady. Zachowały się one w najszacowniejszej (do dziś dnia największej w Polsce –wyniesionej do godności bazyliki) świątyni miasta – kościele Najświętszej Marii Panny. W jej wnętrzu znajdują się epitafia przedstawicieli nacji szwedzkiej. A więc miasto przygarnęło ich na wieczne czasy. Tutaj znaleźli schronienie, drugą ojczyznę i tutaj spoczęli na wieki.

Była już tutaj mowa o katedrze oliwskiej. Niewątpliwie pierwsze skojarzenie tego miejsca to wspaniały instrument organowy. Ale i tu odnajdujemy ślady związku tego miejsca – Gdańska (choć aż do 1926 Oliwa nie znajdowała się w granicach administracyjnych Gdańska będąc samodzielnym miastem) ze Szwecją. W tej pocysterskiej świątyni znajduje się feretron (baldachim procesyjny) z roku 1716. Jego ofiarodawczynią była szwedzka królowa Krystyna, która ubiegała się o tron… polski. O panowanie w Polsce nieskutecznie konkurowała wówczas z Michałem Korybutem Wiśniowieckim.

Przedstawione powyżej wydarzenia historyczne, to jedynie niewielka część spośród tych opisanych w prezentowanej książce. Wiele z nich, nawet dla „starych” gdańszczan są po raz pierwszy odkrywanymi zakamarkami historii ich rodzinnego miasta.

Nie można w tej prezentacji pominąć osoby autora. Ten niestrudzony cicerone po wspólnej gdańsko-szwedzkiej historii to absolwent skandynawistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Od lat zajmuje się historią i kulturą Szwecji. Jest również popularyzatorem historii Polski na północnym brzegu Bałtyku czyli w Szwecji. To właśnie dla tego odbiorcy stworzył pierwszą witrynę internetową poświęconą kulturze, historii i turystyce Pomorza w języku szwedzkim (www.gdanskresa.com). Ale działa również w drugą stronę. Jest bowiem tłumaczem literatury szwedzkiej na język polski. Znajomość języka szwedzkiego jak również zainteresowania o charakterze historycznym i kulturowym powodują, że w swoich pracach doskonale łączy te zagadnienia. Umożliwia to znacznie szersze spojrzenie na badane i opisywane zagadnienia. I tak właśnie zostały opisane w prezentowanej książce. Dodatkowym walorem jego pracy, który objawia się również w tej publikacji jest możliwość korzystania ze źródeł szwedzkich bez pośrednictwa tłumacza. Sam doskonale porusza się w tej literaturze. A ponadto – i to kolejny walor tego opracowania – potrafi podsiadaną wiedzę wykorzystać.

Cechuje go również talent ciekawego prezentowania opisywanych tematów, w tym również historycznych. Wśród autorów piszących o historii, cecha sprawnego posługiwania się językiem „strawnym” dla czytelnika nie jest powszechna. W tym względzie cechuje go również niezwykle sprawne operowanie językiem literackim. Można przypuścić, że wpływ na taki stan rzeczy ma jego praca translatorska. Obcowanie z literaturą piękną, z prozą, wyrobiła w autorze ową swobodę narracji, którą wykorzystuje w swoich własnych tekstach.

Książka, po którą można sięgnąć, jest zdaje się pierwszą, która w ten sposób traktuje historię Gdańska, właśnie poprzez pryzmat stosunków miasto – drugie państwo. Oczywiście należy tutaj z góry zastrzec, że owe kontakty nie mogły wykraczać poza ogólnie przyjęte ramy stosunków między dwoma państwami. Poprzez takie ukazanie dziejów, wykazał, że sąsiedztwo „poprzez morze” jest możliwe w różnych  sytuacjach historycznych. Na przestrzeni niemal 700 lat – bo o takiej perspektywie czasowej należy mówić w odniesieniu do tej książki – było różnie. Była wymiana kulturalna, religijna, gospodarcza. Były też wojny.

Takie spojrzenie na historię Gdańska, taka jej prezentacja, powinna stać się przykładem, że można, że warto na to miasto spojrzeć również i z tego międzynarodowego punktu widzenia. I może się wówczas okazać, że Gdańsk, miasto bogate poprzez handel, ale również bogate dzięki swojej otwartości. To właśnie te dwa uwarunkowania budowały jego dobrobyt. Warto sięgnąć po książkę Wojciecha Łygasia, nawet nie będąc mieszkańcem miasta, nie znając dokładnie jego historii, topografii czy zabytków. Treści zawarte na tych kartach są uniwersalne. Przekonują również, że mądra współpraca z innymi, nawet bardzo odmiennymi państwami może przynieść dobre efekty. To dobra książka na dzisiejsze trudne i dziwne czasy.

Andrzej Kotecki

Wojciech Łygaś, „Gdańsk: Szwedzkie karty historii”, Wydawnictwo Marpress sp. z o. o., Gdańsk 2020, ss. 345.

Fot. Wikipedia Commons

Myśl Polska, nr 51-52 (20-27.12.2020)

Redakcja