PublicystykaNatura państwa

Redakcja1 rok temu
Wspomoz Fundacje

Rozważając sprawę można – zmierzając do celu – wprost zapytać: czym jest państwo? Czy w różnych epokach, w odmiennych cywilizacjach, w nadzwyczajnych sytuacjach – zawsze  wciąż jest tym samym? Czy w tym intencjonalnym bycie da się wyróżnić pewne składniki stałe, które nigdy nie podlegają  fluktuacjom er i epok?

 

Pytania, pytania, pytania … Państwo trzeba koniecznie odnosić do narodu i można dość sentencjonalnie rzec, że o ile  nacja jest czymś organicznym, czyli w rzeczy samej naturalnym – to państwo należy pojmować niczym strukturę, budowlę i ramy, w których wspólnota bytuje. Wśród przeróżnych szkół oraz rozlicznych doktryn nie ma, co do tych spraw, zgody. Jedni skłonni są do jego prawie boskiej apoteozy, stawiając ponad wszystkimi innymi ludzkimi stowarzyszeniami o politycznym charakterze. Inni z kolei tak uporczywe istnienie przez cały ciąg pokoleń, uważają – w najlepszym przypadku – za zło konieczne. Kolejni podnoszą złowieszczy charakter samego państwa. Na placu boju swoje ideowe walki toczą i państwowcy, podkreślający zbawienne skutki istnienia tego rodzaju struktury oraz różnego pochodzenia demaskatorzy, uwypuklający – z różnych zresztą duchowych pozycji – utylitarną naturę takiej władzy. Jej podporządkowanie ekonomicznie dominującym  grupom interesu, ideologiom, albo religijnym konfesjom.

 

W tym dość rozległym nurcie silnie reprezentowani są również i ci sądzący, iż wyczerpało ono swoją historyczną rolę, docierając do granic własnego przeznaczenia. I niektórzy z nich, jakoś tak niezwykle naiwnie utrzymują w intelektualnym obiegu, z gruntu niebezpieczne sądy, że wszystko obecnie da się sprywatyzować, sprowadzając to czym zajmuje się państwo do sfery tak zwanych prywatnych usług. Więzienia więc można puścić w dzierżawę, bezpieczeństwo na ulicach także, a i działalność militarną również. Państwo staje się zatem swoistym zawalidrogą, przeszkodą na postępowym szlaku ku rajskiej, ale ziemskiej, przyszłości. Wszędzie też pobrzmiewa idea umowy społecznej. W wydaniu kontynentalnym, lub anglosaskim. Kościół katolicki, poparcie dla samej państwowej idei, buduje natomiast w sumie także na utylitaryzmie, podkreślając jego solidarystyczną naturę. Tyle tego przeglądu. A jakie w rzeczywistości jest usposobienie państwa? Niemiecki myśliciel Carl Schmitt, próbując zbudować jedną  przestrzeń, łączącą wszystkie czasy zauważa, że u podstaw istnienia politycznych struktur wciąż leżą te same, trwałe zasady – jedynie zmianom podlega język, którym opisuje się ów fenomen.

 

Chodzi jemu o to, że do chwili upadku znaczenia chrześcijaństwa, obowiązywał język teologii. Jej pojęcia zostały po prostu zamienione przez zsekularyzowany opis. Ideologie oraz doktryny są więc nowożytną formą teologii. Ogólnie można się z tym rozpoznaniem zgodzić. Jaka jest zatem faktyczna natura państwa, skoro za Schmittem możemy przyjąć, że w swoim najgłębszym powołaniu jest ona niezastępowalna i niewymienialna? Państwo należy pojmować, nie jako coś przejściowego, utylitarnego, czy nawet pożytecznego ze względu na wykonywane zadania. Ma ono bowiem opatrznościowe pochodzenie, wypływające bezpośrednio z Bożych planów i nadprzyrodzonych orzeczeń. Bez niego bowiem żaden realny postęp na drodze ludzkiego życia nigdy nie byłby możliwy. Mimo, że samo niczego przełomowego nie wynajduje, ani nie udoskonala. Tworzy jednak ramy grupowego istnienia; a bez nich nic wartościowego nie mogłoby istnieć. I to wystarczy.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 49-50 (6-13.12.2020)

Redakcja